W "Nowej Nadziei", pierwszej części oryginalnej trylogii "Gwiezdnych Wojen", jest scena: młody Luke Skywalker patrzy na podwójny zachód słońca na planecie Tatooine. Jedno słońce chowa się za horyzont, barwiąc niebo na krwisto-czerwono, a drugie, jasnoróżowe, zachodzi lekko i powoli, sprawiając, że na pustyni zmrok nie zapada od razu.
Wielu fanów "Star Wars" zauważa, jak symboliczne ma ona znaczenie dla przemiany Skywalkera. Z dołka, momentu, w którym nic mu nie wychodziło, za chwilę wyruszy w podróż, po której nic nie będzie już takie same, a jego los będzie się - z przeszkodami, ale jednak - odwracał. Ile dalibyśmy, żeby tym wschodzącym słońcem dla polskich skoków był Kacper Tomasiak. Żeby był tytułową "Nową Nadzieją".
Zobacz wideo Polscy skoczkowie zaczynają sezon olimpijski. Nowy trener wyznaczył jasny cel
Jest też inna scena, która mogłaby się kiedyś znaleźć w scenariuszu, ale wydarzyła się naprawdę. Gdy blisko 15 lat temu Adam Małysz kończył karierę w Planicy i po ostatnim skoku zajął tam trzecie miejsce w swoim ostatnim konkursie, zwyciężył w nim Kamil Stoch. I dokonała się symboliczna zmiana warty.
Teraz, nie narzucając presji, nie oczekując tego samego, marzy nam się, żeby doświadczyć chociaż odrobiny takiej magii, gdy w marcu swój "last dance" w tej samej Planicy zatańczy Kamil Stoch. Tak bardzo chcielibyśmy - podobnie jak w 2011 r. - pożegnać mistrza, mając przed oczami kogoś, kto ma potencjał, żeby kontynuować nasze wielkie sukcesy w tym sporcie.
Kacper Tomasiak to szansa, żeby tak właśnie się stało. Żeby dało się uwierzyć, że przyszłość polskich skoków jest teraz. I że po kilku słabszych zimach w końcu mamy czym się naprawdę fascynować.
Tomasiak nie okazuje emocji. Jest jak Ahonen, którego nawet nie oglądał
Ale spokojnie, na razie te nadzieje i marzenia są odległe. Bo Tomasiak musi w ogóle zadebiutować w Pucharze Świata. Latem narobił nam apetytu zwycięstwem w klasyfikacji generalnej Letniego Pucharu Kontynentalnego i świetnymi pierwszymi skokami w zawodach najwyższej rangi - w Letnim Grand Prix. To jednak tylko lato, na które wiele osób nie zwraca uwagi. Jeszcze inni powiedzą, że tylko zimą, w PŚ, jesteś w stanie odczuć największą presję. Skupienie na sobie uwagi mediów, zawody z najlepszymi zawodnikami na świecie czy logistyka, przeloty i pakowanie się z tygodnia na tydzień. Tego wszystkiego Tomasiak doświadczy po raz pierwszy. Tylko że wcale nie wydaje się przestraszony.
Wręcz odwrotnie. Na nim to wszystko nie robi przesadnego wrażenia. Po skokach, nawet tych najdłuższych, też nie widać w nim ekscytacji i radości. Wszyscy wokół tłumaczą, że taki już jest, a on dodaje, że emocje oczywiście w nim są. Ale tam w środku, bo na zewnątrz nie pokazuje praktycznie nic. Już jak się uśmiechnie, to można mówić o sporej reakcji. W rozmowie z TVP Sport tłumaczył, że wynika to z tego, że na skoczni zastanawia się, co dany skok mu da wynikowo. Ale przyznał też, że wiele rzeczy przyjmuje "na chłodno".
To nic złego. A nawet w kontekście radzenia sobie z presją i oczekiwaniami to może być wielka zaleta Kacpra. W Klingenthal, podczas finału letniego skakania, śmialiśmy się z Tomasiakiem, że jest jak słynny Fin Janne Ahonen. Jedną z największych legend skoków kiedyś nazywało się "Maska" właśnie ze względu na ten częsty brak ekspresji po skokach. Ci, którzy widzieli go uśmiechniętego na skoczni, wspominają to do dziś. Ale zapomnieliśmy, że Tomasiak to rocznik 2007. I Ahonena nie pamięta nawet sprzed ekranu telewizora, choć oczywiście o nim słyszał.
- Mam problem z takim okazywaniem emocji. Choć czy to jest problem? - złapał się na tym sam Tomasiak. - Po prostu tak mam, że nie pokazuję ich na zewnątrz, ale w środku one są cały czas. Chciałbym, żeby jak najczęściej były pozytywne - przekonywał. Widzi, jaki szum wywołał, wie, że będzie teraz więcej wywiadów, autografów i zdjęć od kibiców, a w środowisku skoków właśnie przestał być anonimowy. - Myślę, że to fajnie, że ludzie się interesują i piszą mi gratulacje, ale jednak staram się skupiać na tym, co mam robić i nie rozpraszać tym wszystkim - wskazał młody skoczek.
- Rzeczywiście, chyba można powiedzieć, że to wszystko po nim trochę spływa. Nagle się tym jakoś szczególnie nie podnieca. Trochę jakby to był jego kolejny dzień w biurze - przyznaje Robert Mateja, asystent trenera kadry B, w której obecnie znajduje się Tomasiak.
Od upadku wszystko się zmieniło. Trenerzy śmieją się, że jest jak z Ammannem
Tomasiak najwięcej w swoim skokowym wychowaniu zawdzięcza na pewno rodzicom, tacie Wojciechowi, który pracował w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku i tam miał na niego oko. 18-latek to skoczek klubu LKS Klimczok Bystra, więc tam zaczynał trenować u Jarosława Koniora. Wiele zawdzięcza także Sławomirowi Hankusowi, który także pracował z nim w SMS. Teraz prowadzi go trener kadry B Wojciech Topór. A tym, którzy decydowali o składzie kadr, bardzo zależało na tym, żeby obok Topora z Tomasiakiem pracował Robert Mateja.
Sąsiad byłego polskiego skoczka, a obecnie trener kadry A, Maciej Maciusiak, musiał namówić swojego kolegę, żeby wrócił do pracy, od której chciał odpocząć. Negocjacje nie trwały długo, ale decyzja wcale nie była taka prosta. Mateja mówi, że dobrze było mu w Szczyrku, gdzie pracował bardziej u podstaw i zajmował się młodymi zawodnikami. Dał się jednak Maciusiakowi przekonać. Spędził z Tomasiakiem dwa lata w SMS, więc dość dobrze go zna. A skoro skoczkowi dobrze się z nim trenuje, to tym lepiej, że w przygotowaniach zyskał zaufaną osobę.
- To bardzo spokojny, poukładany chłopak. Dobrze się uczy, nie ma problemów w szkole, tak że nie musi dużo siedzieć nad książkami, samo mu to jakoś wchodzi. Bardzo dobrze znam jego ojca, bo też razem chodziliśmy do szkoły sportowej w Zakopanem, do tej samej klasy - opisuje Robert Mateja. - A jako skoczek? Wiadomo, że Kacper pokazywał się już trochę wcześniej. W kategoriach juniora młodszego czy młodzika brylował pomiędzy swoimi chłopakami. Jego talent objawił się na mistrzostwach świata w Whistler w 2023 roku, gdy niespodziewanie zajął czwarte miejsce. Wszyscy dopytywali się, kto to jest, bo go tam po raz pierwszy widzieli na oczy - wspomina trener.
- Teraz sobie na wszystko zasłużył. Wywalczył to, idąc od FIS Cupu, później przez Puchar Kontynentalny, gdzie wygrywał i wywalczył Polsce dodatkowe miejsce startowe na początek Pucharu Świata. No i na koniec w Letnim Grand Prix, gdzie udanie zadebiutował. Tutaj też trenerzy nie są ślepi, bo trenujemy wspólnie i widać też jego dyspozycję na treningach. Był wprowadzany do startów stopniowo, teraz przyszedł czas na bardzo poważny sprawdzian - opisuje Mateja.
Widać, że Tomasiak już od dawna był uważany za diament do oszlifowania, a w ostatnim czasie pokazywał, że może wskoczyć na poziom, na którym dotąd go nie było. Wystrzelić w kierunku elity. Gdy pytam trenerów, co takiego zmieniło się w to lato, że Tomasiak nagle "odpalił", zaczynają się śmiać. Choć temat jest poważny. - Kacper nie trenował przez miesiąc. Miał nieprzyjemny upadek na skoczni i w efekcie kontuzję. Ale wrócił w bardzo dobrej dyspozycji. Jakby tego w ogóle nie było, albo nawet lepszej. Jakby uderzył się w głowę i coś mu tam przeskoczyło przez ten upadek - opowiada Mateja. Dodaje, że to coś, jak u Simona Ammanna w 2002 roku, gdy upadł w Willingen, a kilkanaście dni później sięgał po dwa złote medale igrzysk w Salt Lake City. To ładna analogia, ale nikt Kacprowi nie mówi, że ma być czy będzie tak samo. Choć wewnętrzne żarty w zespole z niej już pewnie powstały.
Z kim dalej będzie trenował Tomasiak? "Niczego nie ustalaliśmy"
Ostatnie tygodnie przed Pucharem Świata w Lillehammer to było dbanie o ostatnie szczegóły przygotowania Kacpra do jego wielkiego sprawdzianu w elicie. A nie jest tak, że choć zaskoczył nas wielką formą i Maciej Maciusiak od niego zaczynał ustalanie składu na inaugurację zimowego cyklu, skacze już bez możliwości poprawy. Najwięcej może zyskać w locie. Tam jest jeszcze bardzo często zastawiony, zwłaszcza w drugiej fazie, im bliżej lądowania. Nad tym mógł pracować tuż po zawodach LGP w Klingenthal, gdy polska kadra B wybrała się do tunelu aerodynamicznego w Sztokholmie. Nie wypracuje się tam techniki na nowo podczas paru kilkuminutowych sesji. Można za to przetestować sprzęt i spróbować znaleźć rozwiązania, które pozwolą korygować pewne elementy już na skoczni.
Zasadne jest też pytanie o to, z kim Tomasiak ma dalej trenować i kogo się słuchać. Skoro rusza do Pucharu Świata, to w teorii na miejscu jego trenerem będzie prowadzący kadrę Maciej Maciusiak. Z drugiej strony, przecież do sezonu przygotowywał się z Wojciechem Toporem. Zawodnik na razie nie przekazywał im żadnych konkretnych preferencji. - Trenerzy mają między sobą bardzo dobry kontakt, więc tak naprawdę te uwagi są cały czas podobne. Ale może mają wizję minimalnie inną. A może nawet nie inną, tylko one troszeczkę w detalach się różnią. Ogólnie jest to wszystko bardzo podobne - oceniał Tomasiak w Klingenthal.
- Jeszcze niczego nie ustalaliśmy. Każdy trener ma swój warsztat i pracuje po swojemu, takie jest moje zdanie. Wiadomo, że można się kogoś poradzić i zobaczyć, czy nie ma lepszej perspektywy. Wszyscy z nas mają dobre oko i wizję. Tu się trenerzy już muszą dogadać. Trzeba na to także patrzeć pod względem logistycznym. Te grupy będą się przecież rozjeżdżać w różnych kierunkach. Pewnie i tak wszystko się śledzi, ale nikt nie będzie w stanie się rozdwoić - tłumaczy Robert Mateja.
Gdy pytam, czego spodziewa się po Kacprze w Pucharze Świata, woli być cierpliwy i zobaczyć, co przyniesie sama skocznia i zawody. Na razie musi się ze wszystkim oswoić. Z niektórymi zawodnikami, więcej lub mniej już rozmawiał, ale najlepiej zna się dalej z Polakami. Albo ze swoimi rywalami z Pucharu Kontynentalnego, np. Jonasem Schusterem. - Też jest młody i na bardzo wysokim poziomie. W każdym konkursie "Kontynentalu", w którym skakał, zajmował miejsce w czołówce. Lubię z nim rywalizować. Z chęcią powalczyłbym z nim także w PŚ. On wyrobił Polsce dodatkowe miejsce, mnie się nie udało, ale liczę że wkrótce do niego dołączę - mówił nam Austriak.
Trzeba trzymać kciuki, żeby Kacper pozostał sobą. Z tym samym nastawieniem, które pozwala mu przesadnie nie przejmować się nawet wejściem do elity, choć pewnie przed latem nie przeszło mu to przez myśl. A wyniki? Sam Tomasiak wspominał, że to, o czym myśli, sięga wyżej niż "zwykłe" miejsca w najlepszej dziesiątce, nawet w Pucharze Świata. Ale od czegoś trzeba zacząć. A potem, kto wie, może będzie można spełniać i te najskrytsze marzenia.

1 miesiąc temu
33


English (US) ·
Polish (PL) ·