Data utworzenia: 21 stycznia 2026, 13:51.
Jaki scenariusz w sprawie przyszłości Grenlandii jest najbardziej prawdopodobny? — Dania bez Grenlandii byłaby już innym państwem, nie arktycznym i tylko skoncentrowanym na Bałtyku. Możliwe, że sprawa będzie zmierzać w kierunku utworzenia europejskiej stałej aktywności wojskowej na arktycznej flance Sojuszu — odpowiedział w rozmowie z "Faktem" ekspert OSW Piotr Szymański. W programie "Świat według Polski" tłumaczył, że ostatnie wydarzenia wokół wyspy to spora eskalacja.
— Obecna sytuacja wokół Grenlandii jest groźna dla relacji transatlantyckich i całego NATO. Wystarczy tylko popatrzeć na reakcję Kremla, który stara się wykorzystać obecny kryzys w warstwie retorycznej i celebruje załamanie się relacji między Stanami Zjednoczonymi a europejskimi sojusznikami. Rzeczywiście mamy do czynienia z eskalacją. Jeszcze na początku grudnia odbyły się trójstronne rozmowy połączonego komitetu USA, Grenlandii i Danii, a tuż przed świętami Bożego Narodzenia mieliśmy pierwszą falę dyskusji o przyłączeniu Grenlandii — analizował analityk Ośrodka Studiów Wschodnich.
Gorączka wokół Grenlandii trwa. Analityk szacuje kolejne kroki Danii i USA
Piotr Szymański w programie "Świat według Polski" podkreślił, że stronie duńskiej i grenlandzkiej wciąż nie udało się przekonać administracji Donalda Trumpa od planów pełnej kontroli nad arktyczną wyspą. Zwłaszcza po negocjacjach w Białym Domu 14 stycznia z udziałem wiceprezydenta USA oraz szefów dyplomacji Danii i Grenlandii.
— Duńczycy mówili wtedy, że rozmowy toczyły się w konstruktywnej i dobrej atmosferze, a po paru dniach mamy do czynienia z groźbą ceł na europejskie kraje. To zmierza to w kierunku eskalacji — alarmował ekspert. Zdaniem analityka Dania, która zwiększyła obecność wojskową na arktycznej wyspie, wciąż ma możliwości militarne w tym zakresie.
— W tym roku możemy spodziewać się intensywniejszych szkoleń i ćwiczeń na Grenlandii. Dotychczasowe manewry NATO odbywały się tam bez wrzawy. We wrześniu ubiegłego roku pod kryptonimem Arctic Light wzięło w nich udział 550 żołnierzy. Donald Trump grozi cłami na kraje europejskie w odpowiedzi na właśnie wojskową obecność na wyspie, co oczywiście jest zupełnie odmienną interpretacją w stosunku do europejskich intencji. Sojusznicy nie wysłali tam grupy kilkudziesięciu żołnierzy po to, żeby bronić wyspy przed jakąkolwiek próbą amerykańskiej interwencji, tylko po to, żeby pokazać zdolność do działań w Arktyce i przekonać prezydenta USA, że lepiej jest współdziałać z sojusznikami, a nie działać w pojedynkę i w osamotnieniu — ocenił Piotr Szymański.
Gość "Faktu" przypomniał, że Dania już wydaje ok. 3 proc. PKB na obronność. — Ma także specjalny fundusz i dodatkowe środki na modernizację sił zbrojnych na lata 2020-2026. W duńskim parlamencie jest ponadpartyjne porozumienie zakładające kolejne pieniądze na obecność sił powietrznych, marynarki wojennej, systemów bezzałogowych, czy podstawowe szkolenie obronne dla mieszkańców Grenlandii. W tym wymiarze Duńczycy mają jeszcze rezerwy i mogliby zainwestować więcej w bezpieczeństwo Grenlandii — komentował Piotr Szymański.
"Na Grenlandii była już trzymana amerykańska broń atomowa"
Analityk OSW tłumaczył, że Dania i USA już od wielu dekad współpracują w zakresie bezpieczeństwa na Grenlandii. Od 1951 r. obowiązuje porozumienie obronne obu państw na temat arktycznej wyspy, na mocy której Amerykanie utrzymują obecność wojskową na wyspie. Obecnie to jedna baza w Pituffik na północy Grenlandii, gdzie stacjonuje ok. 150 żołnierzy USA.
— Duńczycy i Grenlandczycy bez problemu zgodziliby się na zwiększenie obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych i budowę nowej infrastruktury militarnej. O tym, na jak daleko idące ustępstwa historycznie Dania była w stanie iść wobec Stanów Zjednoczonych, niech świadczy fakt, że w czasie zimnej wojny Amerykanie rozmieścili na Grenlandii broń atomową. Odbyło się to wbrew polityce oficjalnej Danii, która nakładała na siebie samoograniczenia w polityce bezpieczeństwa, żeby nie drażnić Związku Radzieckiego. Opinia publiczna dowiedziała się o całej sprawie dopiero w 1995 roku, a w czasach zimnej wojny umowa była tajna — przypomniał analityk.
Zdaniem Piotra Szymańskiego najbardziej prawdopodobny scenariusz to dalsze naciski ze strony administracji Donalda Trumpa np. w zakresie ceł na Europejczyków, ale i wysyłki Danii na stworzenie natowskiej stałej obecności na Grenlandii.
— Królestwo Danii bez Grenlandii wypada z arktycznego klubu. Dania jest członkiem Rady Arktycznej i jest zaangażowana w Arktyce tylko dlatego, że częścią składową jej państwa jest Grenlandia. Bez wyspy Dania ogranicza się w dużej mierze do państwa nadbałtyckiego i stricto europejskiego. To byłoby już zupełnie inne państwo — podsumował.
Źródło: Fakt

10 godziny temu
1


English (US) ·
Polish (PL) ·