Ostre spięcie w rządzie. Premier wycofał głośną reformę. Ekspert: mogła niektórych zniszczyć finansowo

1 tydzień temu 10

Data utworzenia: 8 stycznia 2026, 9:50.

Premier Donald Tusk zdecydował o wstrzymaniu prac nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy, która wywołała w rządzie awanturę. Chodziło o przepisy, które miały dać inspektorom prawo do administracyjnego przekształcania umów cywilnoprawnych — takich jak zlecenia czy B2B — w umowy o pracę. Szef rządu uznał, że projekt niesie zbyt duże ryzyka dla gospodarki. — Inspektor mógłby podejmować decyzje hurtowo, bez analizy każdego przypadku z osobna. Decyzje administracyjne wchodziłyby w życie natychmiast, a przedsiębiorca latami walczyłby w sądzie — twierdzi Krzysztof Inglot, ekspert rynku pracy i założyciel Personnel Service. — Mogłoby to po prostu zniszczyć niektórych pracodawców finansowo — ostrzegł rozmówca "Faktu".

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk i Donald Tusk.
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk i Donald Tusk. Foto: Filip Naumienko / Reporter

Decyzja wywołała spore zamieszanie w rządzie. Reforma była już procedowana i znalazła się nawet wśród tzw. kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy. Jak informowali autorzy "Podcastu Politycznego" w TVN24+, wokół projektu doszło do ostrej dyskusji na posiedzeniu rządu. Premier miał mieć pretensje m.in. do minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, że rozwiązania, na które nie było zgody, zostały wpisane do dokumentów strategicznych. Ostatecznie Donald Tusk przesądził, że prace nad zmianami w PIP nie będą kontynuowane.

Premier wycował kontrowersyjną reformę. Ekspert komentuje

O decyzję premiera "Fakt" zapytał Krzysztofa Inglota, eksperta rynku pracy. — Po pierwsze, przedsiębiorcy w Polsce mierzą się dziś z wieloma wyzwaniami. W codziennym funkcjonowaniu potrzebują elastyczności i swobody gospodarczej, bo muszą mieć z tyłu głowy to, żeby wszystko było zrobione na czas i zgodnie z przepisami. Podpisanie tej ustawy nałożyłoby na nich kolejne, bardzo poważne obciążenia. Z tej perspektywy uważam, że ta reforma była nietrafiona — ocenia Inglot.

Jak podkreśla, kluczowy problem dotyczył sposobu podejmowania decyzji. — Po drugie, to urzędnik administracyjny, a nie sąd, decydowałby o przekształceniu umów. Przedsiębiorca mógłby później przez lata dochodzić swoich racji w sądzie. To potencjalnie oznaczałoby finansową katastrofę. Jeśli podważonych zostałoby np. 500 umów cywilnoprawnych, miesięczne obciążenia mogłyby sięgać nawet miliona złotych. A jeśli decyzja sięgałaby 12 miesięcy wstecz, mówilibyśmy o kwocie rzędu 12 mln zł. Taka decyzja mogłaby po prostu zniszczyć niektórych pracodawców finansowo — zaznacza ekspert.

Inglot zwraca też uwagę, że reforma nie uwzględniała zmian zachodzących na rynku pracy. — Trzeci aspekt to kierunek, w jakim zmierza rynek pracy. W analizach dotyczących sztucznej inteligencji i robotyzacji coraz częściej mówi się o tzw. gig economy. W przyszłości rynek pracy będzie oparty na pracy dla więcej niż jednego pracodawcy — na częściowych etatach, projektach i elastycznych formach współpracy. W tym kontekście ta reforma szła całkowicie w przeciwnym kierunku — mówi. — To właśnie elastyczne formy zatrudnienia, takie jak umowy zlecenia czy B2B, wpisują się w nadchodzące zmiany gospodarcze — dodaje.

Zobacz też: Wolna Wigilia za ponad 400 tys. zł? Tyle rząd wydał na kampanię

"Inspektor mógłby podejmować decyzje hurtowo"

Ekspert podkreśla, że państwo ma już narzędzia do reagowania na nadużycia. — Państwowa Inspekcja Pracy ma dobrze wyszkolonych kontrolerów, którzy mogą prowadzić kontrole i kierować sprawy do sądów pracy. Ten system działa sprawnie i skutecznie. Dlatego decyzję premiera o niewprowadzaniu tej reformy oceniam jako korzystną zarówno dla polskich przedsiębiorców, jak i dla całej gospodarki oraz jej przyszłości — ocenia rozmówca "Faktu".

Nie zgadza się także z tezą, że na tej decyzji tracą pracownicy. — W Polsce mamy jeden z najniższych w Europie odsetków pracy w niepełnym wymiarze czasu. Wielu pracowników chce korzystać z umów cywilnoprawnych, bo pozwalają im pracować elastycznie — wskazuje. — Dają możliwość współpracy z więcej niż jednym podmiotem i wyższe dochody. W mojej ocenie ponad połowa, a być może nawet więcej umów cywilnoprawnych, jest korzystna dla obu stron — podsumowuje.

Zdaniem Krzysztofa Inglota wejście reformy w życie niosłoby też ryzyko nadużyć. — Inspektor mógłby podejmować decyzje hurtowo, bez analizy każdego przypadku z osobna. Decyzje administracyjne wchodziłyby w życie natychmiast, a przedsiębiorca latami walczyłby w sądzie. W tym czasie mógłby stracić płynność i zbankrutować — nawet jeśli ostatecznie sąd przyznałby mu rację. A firm, które upadną, nie da się już przywrócić do życia — podsumowuje.

Czytaj również: Ile naprawdę zarabiają Polacy? Niepokojące dane GUS

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Newsletter

Najlepsze teksty z Faktu! Bądź na bieżąco z informacjami ze świata i Polski

Zapisz się

Masz ciekawy temat? Napisz do nas list!

Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas!

Napisz list do redakcji

Przeczytaj źródło