To jeszcze nie rezultaty, po które Polacy przychodzą kibicować pod skocznię, ale dawno nie było w nas tyle optymizmu. 18-letni Kacper Tomasiak wśród pięciu najlepszych zawodników konkursu? Piotr Żyła walczący o podium? Ponad 100 punktów zdobytych przez całą kadrę? W końcu widzimy podstawy, na których można zbudować niezłe wyniki polskich skoków w olimpijską zimę. Na nie ma nadzieję także Maciej Maciusiak. Z trenerem Polaków rozmawialiśmy po - być może przełomowym - niedzielnym konkursie w Wiśle.
Zobacz wideo Nowa inwestycja Małysza. Kosztowała 25 mln złotych
Jakub Balcerski, Łukasz Jachimiak: Odetchnąłeś?
Maciej Maciusiak: Myślę, że tak, bo potrzebna była nam chociaż jedna taka lepsza seria, a udały się całe zawody. Od samego początku zapowiadaliśmy, że ta wiara w zespole jest, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty. I na pewno takie konkursy napędzają. Jeszcze musimy pamiętać o wczorajszym dniu, gdzie nie do końca tak było. Jednak dzisiaj wielki dzień na pewno dla Kacpra Tomasiaka, który dzisiaj skakał, można powiedzieć, normalnie. Wczoraj widzieliśmy w nim to napięcie i próg mu tak nie oddawał. Piotrek Żyła zbierał się przez cały ten weekend, dobrze się nastawił i widzimy, że jak mu wyjdzie, gdy trafi w próg, odlatuje. Szkoda jego drugiego skoku, ale to nic. Zamykamy to i na pewno, tak jak mówię, dostaliśmy zastrzyk takiej fajnej energii dla całego zespołu. To było potrzebne całym polskim skokom.
To jaka przemowa w szatni tak zmobilizowała naszych skoczków, że po 29 punktach w sobotę, w niedzielę zdobyli już aż 109?
- Myślę, że to pokazuje, jakim sportem są skoki narciarskie. Że my tu mówimy, że wszystko może się odwrócić z dnia na dzień. Oczywiście w Pucharze Świata jest o to zdecydowanie ciężej, bo tych zawodników na wysokim poziomie jest wielu, ale przykład Maćka Kota, który po wielu latach wraca, może jeszcze nie do tej ścisłej czołówki, ale do szerokiego topu, to też pokazuje, że w skokach trzeba być cierpliwym. Pracuje się na maksa i efekty na pewno przyjdą. Dla Maćka to również bardzo dobry konkurs.
To samo widzimy u Piotrka Żyły, który w Ruce nie zakwalifikował się do konkursu, a dzisiaj jest w Top10, zajmuje siódme miejsce. W skokach pewnych rzeczy nie da się wytłumaczyć i zrozumieć.
O ile u Piotrka ten rozwój był widoczny przez cały weekend i ten progres łatwo było zauważyć, to u Kacpra chyba wiele zmieniło się z dnia na dzień?
- Startował przed swoją publicznością po raz pierwszy. Musi tego doświadczenia zbierać, bo to się tak fajnie mówi, że jak się jest w formie, to skacze się wszędzie tak samo. A niestety jest tak, że jak widzimy tylu polskich kibiców, to w środku zostaje tego napięcia. Tak było wczoraj, ale dziś Kacper puścił to na luzie. I to był już troszeczkę inny Kacper. Próg oddawał i mamy miejsce w Top5.
Czyli u większości zawodników pojawił się taki luz, odpuszczenie, które chciałeś widzieć już wcześniej?
- U większości, nie wszystkich, bo jak popatrzymy na Dawida Kubackiego, to widzimy, jaki to jest poziom. Wczoraj wszystkie skoki spóźniał, przeanalizowaliśmy to i chciał to zrobić troszeczkę inaczej, więc wyszło w drugą stronę. Bo jego skok był rozpoczęty dużo za wcześnie i nie dostał się do konkursu.
To trudny moment dla Kamila Stocha, który pozbierał się i zapunktował po tym, jak w sobotę nie było go w konkursie, ale tego weekendu raczej nie zaliczy do udanych. Jak z nim teraz wypracować poprawę?
- To nie pierwszy raz, gdy ta Wisła oddziałuje na niego bardzo emocjonalnie. Za Kamilem na pewno ciężki weekend i choć dzisiaj się pozbierał, zapunktował, to na pewno nie pozycja, jakiej Kamil oczekuje. Pokazywał nawet w tym sezonie i w Lillehammer i w Falun, wyglądały znacznie lepiej. Tu było dużo tej kontroli. Z dołu pewnie też to widzieliście, że jest tego napięcia u Kamila sporo. Pojawia się nawet tu, gdzie ma swój najmocniejszy punkt, czyli lot. Niestety, tu też tracił, ale to jest konsekwencja i łańcuszek tych wszystkich emocji. Cieszy, że się pozbierał, bo naprawdę te piątkowe kwalifikacje od strony psychicznej dały sporo niepokoju Kamilowi.
Zobacz także: Nie minęły trzy godziny od konkursu PŚ w Wiśle. Maciusiak ogłasza
Dwoma miejscami w Top10 powinniśmy się zadowolić, czy skoro była walka o podium to myśleć już o najwyższych pozycjach?
- Od czegoś trzeba zacząć. I oczywiście chcemy to zrobić, to nie jest tak, że my nie jedziemy po to i nie mamy tej wiary, żeby bić się z najlepszymi. Jednak różnie to wychodzi. Widzieliśmy fatalny konkurs w Ruce, wczoraj, też nie najlepszy dzień, a dzisiaj się to odmieniło o 180 stopni. Będziemy walczyć w każdych zawodach i podchodzić do nich na maksa.
Wystarczy odpoczynku do Klingenthal? Macie kilka dni, a parę zawodników narzekało, że tego odpoczynku wam brakuje.
- I tak, i nie. Od strony fizycznej zawodnicy mieli przed sezonem powiedziane, że nie wyobrażam sobie, żeby brakło nam pary. Tak mamy poukładane, że jutro będzie dzień wolny z odnową, we wtorek i środę trening na siłowni. Planowaliśmy też skoczyć, ale patrząc na pogodę, jaką mamy w Polsce, będziemy mieć 11 stopni, także trudno bezpiecznie przygotować obiekt. W czwartek wyjeżdżamy do Klingenthal i skaczemy w kwalifikacjach w piątek. Taki jest plan.

1 miesiąc temu
14


English (US) ·
Polish (PL) ·