MSZ Ukrainy reaguje na skandal w polskiej szkole z 15-letnią córką sportowca

3 tygodni temu 14

Dziennikarze "Przeglądu Sportowego" ujawnili, że córka znanego siatkarza i gwiazdy PlusLigi była prześladowana w szkole. Otrzymywała ona "głosówki", w których była obrażana i wyzywana od najgorszych. Sprawę skomentował ukraiński minister spraw zagranicznych. "Szkoda, że wciąż musimy wracać do przypadków haniebnego traktowania Ukraińców w Polsce" - grzmiał.

Andrij Sybiha Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Jurij Hładyr to znany polsko-ukraiński siatkarz, który od wielu lat gra w Pluslidze. Do Polski trafił w 2008 roku, gdzie zaczął grać w AZS-ie Politechnice Warszawskiej. Rok później trafił do ZAKSY, w której grał aż siedem lat. Na sezon 2016-17 trafił do Skry Bełchatów, a następnie wyjechał na dwa lata za granicę - najpierw do Turcji (Fenerbahce Stambuł) i Włoch (Emma Villas Siena), by wrócić znów do Polski - do Jastrzębskiego Węgla (2019 - 2024) i Aluronu CMC Warty Zawiercie.

Zobacz wideo Bartosz Bednorz po wygranej Warszawy z Kędzierzynem-Koźlem: Oddychaliśmy rękawami, ale pokazaliśmy, że mamy charakter

Uczniowie prześladowali córkę znanego siatkarza

Teraz dziennikarze "Przeglądu Sportowego" Onet ujawnili, że córka znanego siatkarza - 15-letnia Daria była prześladowana w szkole. Uczęszczała ona do liceum Towarzystwa Edukacyjnego Vizja w Warszawie. W artykule pokazano nagrania, w których jest obrażana.

  • "Głos 1: "Nie nagram ci suc*ko po ukraińsku, bo k***a nie umiem, ale wiesz co...".
  • Głos 2: "Je***my, k***a, Ukraińców".
  • Głos 3 (przekleństwa po ukraińsku): "Spie****aj, je***a s**o!".
  • Głos 1: "Je**ć cię, sz*ato"." - czytamy na łamach serwisu.

"Ta seria wiadomości na komunikator Darii zaczyna przychodzić 1 października 2025 r. po godz. 16. Wszystko po drobnym sporze z jedną z koleżanek, O. [w tekście używamy inicjałów dzieci]. O. oszukała Darię, Daria jej to wypomniała. Tak wynika z relacji poszkodowanej. I się zaczęło" - opisują dziennikarze.

Szef ukraińskiego MSZ reaguje na doniesienia

Do tego, co się stało odniósł się Andrij Sybiha - minister spraw zagranicznych Ukrainy, który nie gryzł się w język i uderzył w zachowanie polskich obywateli. "Szkoda, że wciąż musimy wracać do przypadków haniebnego traktowania Ukraińców w Polsce. Ale takie podejście, jak w przypadku Darii, jest absolutnie nie do przyjęcia" - czytamy.

"Poruszyłem tę kwestię podczas rozmów z moim polskim kolegą Radosławem Sikorskim przedwczoraj w Polsce podczas wizyty prezydenta Ukrainy. Otrzymałem zapewnienie, że strona polska reaguje i będzie reagować w odpowiedni sposób. Dziękuję za to mojemu koledze i polskim władzom" - dodał.

"Nasze narody i nasze kraje zasługują na dobre stosunki sąsiedzkie oparte na strategicznym partnerstwie. W naszym wspólnym interesie leży zapobieganie takim wrogim zachowaniom i reagowanie na nie. Jako minister spraw zagranicznych Ukrainy nalegam na sprawiedliwe ukaranie tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne ataki wobec Ukraińców zarówno w Polsce, jak i w innych krajach. Naród ukraiński z pewnością nie zasługuje na takie traktowanie" - podkreślił.

Zobacz też: Wystarczyły dwa miesiące. Reprezentant Polski jednym z bohaterów finału

"Uważam, że kilka pokazowych przypadków pociągnięcia do odpowiedzialności za takie działania może pokazać wszystkim innym, że takie zachowanie nie może i nigdy nie będzie normą w cywilizowanym społeczeństwie europejskim. Cała struktura konsularna ma za zadanie szczególnie uważnie śledzić wszystkie takie przypadki i reagować szybko i zdecydowanie, chroniąc prawa naszych obywateli. Nie będziemy tego tolerować" - zakończył.

Reakcja szkoły na pytania dziennikarzy

"Przegląd Sportowy" próbował skonfrontować się z przedstawicielami szkoły, ale na prośbę o spotkanie odpowiedziała tylko prezes zarządu. "Bardzo dziękujemy za wiadomość. Organ prowadzący szkołę oraz szkoła nie komentują indywidualnych sytuacji dotyczących uczniów, aby chronić ich dobro i prywatność. Możemy natomiast potwierdzić, że każde zgłoszenie dotyczące przemocy słownej lub hejtu traktujemy bardzo poważnie" - czytamy.

"Oczywiście bardzo chętnie spotkamy się, by porozmawiać o naszych procedurach bezpieczeństwa, ale nie możemy udzielać żadnych informacji chronionych i wrażliwych na temat zdarzeń związanych z bezpieczeństwem małoletnich, które mogłyby prowadzić do ich identyfikacji i naruszać ich prawa" - dodano.

Ostatecznie do spotkania nie doszło. "W poniedziałek 15 grudnia wysłaliśmy do prezes Godlewskiej listę dziewięciu pytań, dotyczących nie dzieci, a reakcji szkoły i zatrudnionych w niej osób. Poprosiliśmy o odpowiedzi albo spotkanie. Do chwili publikacji tego tekstu nikt się nie odezwał" - przekazał "Przegląd Sportowy".

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok
Przeczytaj źródło