Mocne słowa Trumpa po ataku na Wenezuelę. Dosadne ostrzeżenie

1 tydzień temu 13

Administracja w Waszyngtonie wysyła coraz wyraźniejsze sygnały, że dotychczasowy porządek polityczny w Caracas nie jest już dłużej akceptowalny dla Białego Domu. Donald Trump, znany ze swojej bezkompromisowej retoryki, po raz kolejny postawił sprawę jasno: Stany Zjednoczone nie zamierzają stać z boku, gdy sytuacja na południu kontynentu staje się coraz bardziej napięta.

  • Trudne relacje między Wenezuelą a USA
  • Dosadne ostrzeżenie i wizja wolności według Trumpa
  • Konsekwencje dla regionu i przyszłość Nicolasa Maduro

Trudne relacje między Wenezuelą a USA

Relacje na linii Stany Zjednoczone-Wenezuela od lat przypominają zimnowojenną potyczkę, w której stawką są nie tylko wpływy polityczne, ale przede wszystkim kontrola nad gigantycznymi zasobami surowców. Wenezuela, mimo głębokiego kryzysu gospodarczego, wciąż dysponuje jednymi z największych potwierdzonych złóż ropy naftowej na świecie, co czyni ją kluczowym elementem bezpieczeństwa energetycznego półkuli zachodniej.

Przez dekady Waszyngton stosował politykę sankcji i izolacji, próbując wymusić demokratyczne zmiany, jednak reżim Nicolasa Maduro wykazał się zaskakującą odpornością na naciski zewnętrzne, budując sojusze z przeciwnikami USA, takimi jak Rosja, Chiny czy Iran. Obecna retoryka Donalda Trumpa sugeruje jednak przejście od fazy pasywnego wyczekiwania do aktywnego kształtowania rzeczywistości, co w kontekście niedawnych ataków i niepokojów społecznych w tym kraju nabiera zupełnie nowego wymiaru.

Mocne słowa Trumpa po ataku na Wenezuelę. Dosadne ostrzeżenieFot. GAVRIIL GRIGOROV/AFP/East News

Dla amerykańskiej dyplomacji Wenezuela to nie tylko kwestia humanitarna, ale przede wszystkim problem stabilności regionalnej, który bezpośrednio rzutuje na sytuację na granicach USA. Masowa migracja obywateli Wenezueli, uciekających przed hiperinflacją i represjami, stała się palącym tematem w kampaniach wyborczych w Stanach Zjednoczonych. Stabilizacja Caracas pod nowym, proamerykańskim kierownictwem mogłaby zahamować te procesy i jednocześnie wyeliminować przyczółek dla wpływów mocarstw wschodnich w Ameryce Łacińskiej.

Trump doskonale rozumie, że powrót do „strefy wpływów” zgodnej z doktryną Monroe (zasada polityki USA wykluczająca ingerencję mocarstw europejskich w sprawy Ameryk) wymaga zdecydowanych kroków, a jego ostatnie deklaracje są sygnałem wysłanym zarówno do sojuszników, jak i oponentów na całym świecie.

Dosadne ostrzeżenie i wizja wolności według Trumpa

W sobotę Donald Trump zdecydował się na niezwykle oświadczenie, które odbiło się szerokim echem w mediach międzynarodowych. W wywiadzie telefonicznym dla stacji Fox News amerykański przywódca zapewnił, że USA będą „bardzo zaangażowane” w dalszy rozwój sytuacji w Wenezueli. Jego słowa padły w szczególnym momencie, tuż po doniesieniach o atakach na infrastrukturę rządową w Caracas, co podniosło temperaturę politycznego sporu.

Trump nie gryzł się w język, deklarując wprost, że jego nadrzędnym celem jest „danie Wenezuelczykom wolności”, co w języku dyplomacji często oznacza wsparcie dla sił opozycyjnych i dążenie do obalenia obecnego rządu. To nie był jednak koniec konkretów, które padły podczas tej rozmowy.

Cóż, podejmujemy tę decyzję teraz. Nie możemy ryzykować i pozwolić, by ktoś inny przejął władzę i kontynuował to, co było. Dlatego podejmujemy tę decyzję teraz. Będziemy w nią bardzo zaangażowani. Chcemy zapewnić wolność ludziom, z którymi chcemy mieć dobre relacje - powiedział Trump dla Fox News.

Mocne słowa Trumpa po ataku na Wenezuelę. Dosadne ostrzeżenieFot. JAVIER TORRES/AFP/East News

Prezydent USA wyraźnie zaznaczył, że nie zamierza dopuścić do sytuacji, w której zmiana na szczycie wenezuelskiej władzy byłaby jedynie kosmetyczna. Trump zapewnił, że nie pozwoli na to, by Nicolas Maduro został zastąpiony przez kogoś, kto będzie kontynuował dotychczasową, antyamerykańską politykę. Takie postawienie sprawy jest bezpośrednim ostrzeżeniem dla wenezuelskich elit oraz tamtejszych służb bezpieczeństwa – Waszyngton nie zaakceptuje „maduryzmu bez Maduro”.

Oznacza to, że USA będą aktywnie weryfikować potencjalnych następców i wywierać presję, aby nowa władza była w pełni skorelowana z interesami Białego Domu. To jasny komunikat: amerykańskie zaangażowanie nie będzie ograniczać się tylko do słownych deklaracji poparcia, ale może objąć wiele działań, od wsparcia logistycznego po bezpośrednie naciski gospodarcze na ewentualny nowy rząd.

Zobacz też: USA uderzają w Wenezuelę. Senator Gallego oskarża Trumpa o złamanie prawa

Konsekwencje dla regionu i przyszłość Nicolasa Maduro

„Nie możemy ryzykować” – to hasło, które wydaje się przyświecać nowej strategii wobec Caracas. Konsekwencją tak twardego stanowiska może być eskalacja napięcia wewnętrznego w Wenezueli, gdzie opozycja, czując silne wsparcie z Waszyngtonu, może zdecydować się na bardziej radykalne kroki. 

Prezydent stwierdził, że musiał podjąć działania zbrojne przeciwko Wenezueli i porównał przemyt narkotyków, oraz ofiary tego procederu, które zmarły przez przedawkowanie, do wojny.

Myślę, że to wysyła sygnał, że nie będziemy już dalej pomiatani jako kraj przez te kraje, gdzie chcemy być politycznie poprawni cały czas. Oni zabijają naszych ludzi. Gdybyśmy mieli wojnę i stracili 300 tys. ludzi (...) w wojnie secesyjnej zginęło 600 tys. - podkreślał Trump.

Jednocześnie Nicolas Maduro znajduje się w najtrudniejszym położeniu od lat. Musi on teraz balansować między utrzymaniem lojalności armii a widmem coraz bardziej realnej interwencji lub wspieranego z zewnątrz przewrotu, który – jak zapowiada Trump – ma przynieść trwałą zmianę systemową.

Wnioski z ostatnich dni są niepokojące dla obecnych władz w Wenezueli: USA nie tylko nie odpuszczają, ale wręcz podbijają stawkę. Przejście od polityki izolacji do zapowiedzi „bardzo dużego zaangażowania” sugeruje, że w najbliższych miesiącach możemy być świadkami przełomowych wydarzeń w Caracas. Jeśli zapowiedzi Donalda Trumpa zostaną przekute w czyny, Wenezuela może stać się areną najpoważniejszej od dekad próby sił między globalnymi mocarstwami.

Przeczytaj źródło