Ukraińska prokuratura domagała się ekstradycji Wadyma i Oleny. Kobieta broni się, że to zemsta za ujawniony w przeszłości skandal korupcyjny. Wobec 50-latka zdecydowano się zastosować względy humanitarne. Inaczej potraktowano jego żonę.
Według ukraińskiej prokuratury małżonkowie Wadym i Olena (wcześniej dyrektorka banku w ukraińskim Waraszu) w 2021 r. popełnili oszustwo na dużą skalę, wypłacać pieniądze z bankomatu na podstawie sfałszowanej karty płatniczej i prali brudne pieniądze – relacjonuje Onet. Kobieta wyjaśnia, że w 2012 r. w oddziałach banku, w którym pracowała, przeprowadzano remonty. Na 40 tylko u niej zawyżano faktury o 10 razy.
Olena zgłosiła to szefom, a audyt wykazał, że proceder miał znacznie szerszą skalę i wszystkie remonty były zawyżone, bo zarobić miały konkretne osoby. Kobiecie podziękowano, a winni nadużyć stracili pracę. Zdaniem Oleny w banku został człowiek, który miał sporo za uszami, ale nikt go nie zwolnił. Miała stać się jego wrogiem, a on przez kolejne lata czepiał się jej o różne, drobne rzeczy, np. spóźnienia. Kobieta przekonuje, że nikt jej nie zwolnił, a jej bank miał bardzo dobre wyniki.
Są w Polsce, ściga ich prokuratura z Ukrainy. Kobieta mówi o „zemście”
Zdaniem Oleny zarzuty są bezpodstawne i są „zemstą”, którą podchwyciła tamtejsza prokuratura. W 2021 r. koledze Wadyma zmarł ojciec. Mężczyzna poprosił, żeby nie czekać na formalności i przyspieszyć wypłatę pieniędzy z konta, co kobieta zrobiła. Chodziło o 10 tys. dol. Za przysługę miała potem dostać tort. Wypłatę miał zauważyć wspomniany „wróg”. Zadeklarował, że nikomu niczego nie powie, jeśli Olena zwróci pieniądze, na co przystała.
Kobieta zaznaczyła jednak, że „szukali z mężem kolegi, ale gdzieś przepadł. O tym, że jest ścigana Olena, miała dowiedzieć się w czerwcu 2022 r., kiedy wróciła do Ukrainy załatwić formalności. Podpisała dokument z zarzutami, ale nikt jej nie zatrzymał i wpuszczono ją do Polski. Sprawa miała przyśpieszyć w ostatnich miesiącach. Przed świętami Bożego Narodzenia w 2024 r. 50-latek trafił na wniosek ukraińskiej prokuratury na 100 dni do aresztu tymczasowego w Poznaniu.
Są podejrzani o to samo oszustwo. Wobec męża zastosowano względy humanitarne, wobec żony nie
W kwietniu 2025 r. wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha odmówił ekstradycji mężczyzny do ojczyzny. Argumentował, że na jego trzymaniu jest żona i czworo dzieci, z czego dwoje z poważnymi kłopotami zdrowotnymi. Polityk KO wspomina, że sprawa Wadyma była „absolutnie wyjątkowa”. Myrcha tłumaczy, że jego resort ma średnio jedną sprawę dziennie o ekstradycję, a przypadek mężczyzny był jedną z maksymalnie dwóch decyzji odmownych w ciągu roku.
Olena zajmuje się domem pod Poznaniem, a czasem pracuje fizycznie dorywczo w okolicznej farmie. Prawie 30-letni syn małżeństwa mieszka osobno, ale jest po poważnym wypadku i ma jedną nogę krótszą. Z kolei młodszy, będący w technikum, ma nowotwór. Jest też nastoletnia córka i dziewięcioletni syn, który ciężko zniósł ucieczkę przed wojną. Ma ADHD i chodzi na terapię. Powołano się więc na względy humanitarne.
Kobieta ma zostawić dzieci i trafić do aresztu, męża potraktowano inaczej. „To czysto ludzka historia”
Jednocześnie udział Wadyma w domniemanym oszustwie ma wyjaśniać prokuratura w Szamotułach w Wielkopolsce. Jeśli chodzi o żonę 50-latka, ściganą o to samo przestępstwo, to sąd w Poznaniu najpierw stwierdził, że nie ma potrzeby jej aresztowania. Zapadła jednak zgoda na ekstradycję kobiety, która zajmuje się domem i dziećmi. W czwartek 11 grudnia ma stawić się na ukraińskiej granic, aby trafić do aresztu w tym kraju. Odrzucona została skarga adwokata rodziny w tej sprawie.
Sprawa ma być ponownie analizowana po interwencji m.in. byłego wiceszefa MSZ. Departament zajmujący się ekstradycjami podlega teraz Marii Ejchart. – To nie jest sprawa polityczna, to czysto ludzka historia. Interweniowałem, bo moim zdaniem ministerstwo powinno zmienić swoją decyzję i podobnie jak mężowi tej kobiety, pozwolić jej zostać w Polsce. Zwłaszcza dla dobra ich dzieci. Czekam teraz na odpowiedź ministerstwa – powiedział Szymon Szynkowski vel Sęk z PiS.
Ukraińcy zapewniają, że „nie mają niczego do ukrycia”. Adwokaci „nie chcą się narazić”
Adwokat Ukraińców podkreślił, że małżeństwo „chce wyjaśnić sprawę i nie ma niczego do ukrycia”. Olena ujawniła, że prawnicy z jej rodzinnych stron nie chcieli jej bronić. Jeden z adwokatów zasugerował, że „w jej sprawie interweniują zbyt ważne osoby i nie chce się narażać”.
Czytaj też:
Ukraińcy wskazali, gdzie w Polsce żyje się najlepiej. Dominują dwa kierunkiCzytaj też:
Coraz wiecej młodych Ukraińców w Polsce. Eksperci mówią o trendzie



English (US) ·
Polish (PL) ·