"Mamy plagę, a nawet epidemię". Ekspert o śmiertelnej chorobie, którą ma milion Polaków

18 godziny temu 5

Aleksandra Bujas: Panie profesorze, skąd się właściwie bierze niewydolność serca?

Prof. Marek Gierlotka: Najpierw musimy sobie powiedzieć, czym w ogóle jest niewydolność serca, bo to nie jest tak ściśle zdefiniowana choroba jak, na przykład, zawał serca. Niewydolność serca to po prostu konsekwencja różnych innych chorób, w większości kardiologicznych. Rozwija się wtedy, gdy serce pracuje za słabo w stosunku do tego, jak powinno. Mówiąc prościej — nie napędza przepływu krwi w organizmie tak, jak powinno. I to może się dziać z różnych powodów.

Jakich?

Na przykład u kogoś, kto miał zawał serca — część mięśnia przestaje się dobrze kurczyć i rozwija się niewydolność. Może być tak też u osoby z wadą zastawkową, która blokuje przepływ krwi albo powoduje, że krew nieprawidłowo przez serce przepływa. To też może być efekt różnych czynników ryzyka: cukrzycy, nadciśnienia, otyłości. Serce po prostu nie daje rady pracować tak mocno i tak dobrze, jak wcześniej.

Jak się żyje z niewydolnością serca — w czym ogranicza, czego już nie można?

Niewydolność serca to w zasadzie zespół objawów. Sam fakt, że serce funkcjonuje nieprawidłowo, nie wystarczy — bo może tak być, a objawów niewydolności serca wcale nie ma. Wtedy nie mówimy o niewydolności. Natomiast gdy się pojawia, to przede wszystkim mamy problem z wykonywaniem wysiłku. Nie jesteśmy w stanie zrobić tego, co wcześniej. W zależności od nasilenia choroby, może to być brak możliwości wykonania dużego wysiłku — wtedy pojawia się duszność, problem z oddychaniem, nie możemy iść szybko przez dłuższy czas.

A jeśli niewydolność jest bardziej zaawansowana, to nawet małe wysiłki, takie jak wejście na pierwsze piętro, powodują, że musimy się zatrzymać, odpocząć, mamy zadyszkę. Do tego często dochodzą obrzęki — puchną nogi — i całe mnóstwo innych problemów. Ale te zasadnicze objawy to duszność, obrzęki i ograniczenie tolerancji wysiłku.

To "czerwone flagi" niewydolności serca?

To są momenty, kiedy bezwzględnie trzeba sprawdzić, czy to nie jest niewydolność serca. I nie muszą wystąpić wszystkie objawy naraz — wystarczy jeden, żeby warto było się przebadać.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jakie są główne objawy niewydolności serca?

Kto jest w grupie ryzyka niewydolności serca?

Czy niewydolność serca można całkowicie wyleczyć?

Jakie są metody leczenia niewydolności serca?

A czy pojawiające się cyklicznie kłucia, bóle w klatce piersiowej też mogą być objawem? Czy to zupełnie inna historia?

Jeżeli pojawiają się kłucia w klatce piersiowej, na przykład przy podnoszeniu ciężkich przedmiotów, schylaniu się albo podczas jakiegoś gwałtowniejszego ruchu, to nie jest objaw niewydolności serca. Musiałyby wystąpić jeszcze inne symptomy.

W jakim wieku są pacjenci z niewydolnością serca? To prawda, że są coraz młodsi, że średnia wieku się obniża?

Można powiedzieć i tak, i nie — zależy, jak na to spojrzeć. Przeciętny wiek pacjenta z niewydolnością serca to wiek starszy — 75 lat i więcej. Większość pacjentów, około 90 proc., to osoby powyżej 60. roku życia, a jedna trzecia ma powyżej 80 lat. Młodszych osób jest zdecydowanie mniej, ale w ostatnim czasie rzeczywiście przybywa przypadków pacjentów w młodszym wieku. Wynika to z częstszych problemów takich jak zapalenie mięśnia sercowego czy miażdżyca, które pojawiają się wcześniej i w konsekwencji mogą prowadzić do niewydolności serca. Ale nadal jest to typowa choroba osób starszych.

A jak wypadamy na tle Europy czy świata? Mamy plagę niewydolności serca?

Tak, mamy plagę, a nawet epidemię. W Polsce żyje ponad milion osób z niewydolnością serca — dokładnie około 1,3 mln. Co roku dochodzi kolejne 130 tys. nowych pacjentów, u których rozpoznajemy to schorzenie. Wiele osób umiera — około 150 tys. zgonów rocznie można przypisać niewydolności serca. To potężny problem. Tylko połowa pacjentów z pełnoobjawową niewydolnością serca przeżywa pięć lat od momentu rozpoznania. Oczywiście nakłada się na to fakt, że to często osoby w starszym wieku, ale statystycznie tak to wygląda.

W Polsce udzielamy bardzo dużo świadczeń pacjentom z niewydolnością serca — ilość hospitalizacji jest jedną z najwyższych, jeśli nie najwyższą w Europie. I to nie tylko na oddziałach kardiologicznych — tylko jedna trzecia hospitalizacji odbywa się tam, a dwie trzecie na oddziałach internistycznych. Jeszcze więcej wizyt jest w POZ — około 60 proc. świadczeń to właśnie wizyty pacjentów z niewydolnością serca. To ogromne obciążenie dla systemu opieki zdrowotnej i wyzwanie zarówno dla lekarzy, jak i dla pacjentów.

Medycyna ma dziś sposoby, aby całkowicie wyleczyć niewydolność serca?

Medycyna chyba nigdy nie będzie miała możliwości wyleczenia wszystkich chorób do końca. Niewydolność serca, jak wspomniałem, jest konsekwencją różnych chorób. Jest jej więcej, bo lepiej leczymy zawały, wady zastawkowe, zapalenia mięśnia sercowego. Kiedyś pacjenci na te choroby umierali, dziś przeżywają — ale serce jest uszkodzone. Ratujemy życie, ale konsekwencje zostają i na tym tle rozwija się niewydolność serca.

Co więcej, nie powstaje ona tylko po groźnych chorobach jak zawał — pojawia się też u osób z otyłością, cukrzycą, nadciśnieniem. To choroby, których może aż tak się nie boimy, ale one również prowadzą do niewydolności serca — czasem z zachowaną frakcją wyrzutową, czyli bez dużego upośledzenia kurczliwości, ale z równie poważnymi objawami i konsekwencjami. Dlatego tak ważna jest prewencja — rozpoznanie i leczenie nadciśnienia, cukrzycy, otyłości, podwyższonego cholesterolu. To wszystko w konsekwencji zmniejsza ryzyko miażdżycy, zawału i niewydolności serca. Jeżeli będziemy eliminować czynniki ryzyka, zmniejszymy liczbę pacjentów z tą chorobą.

Jak zatem wygląda dostępne leczenie samej niewydolności? Czy to zawsze farmakologia, czy czasem też operacja?

W zdecydowanej większości przypadków leczenie jest farmakologiczne. Są cztery podstawowe grupy leków, które powinniśmy stosować od początku rozpoznania — przynajmniej trzy z nich, a najlepiej wszystkie cztery: inhibitor SGLT2 (flozyna), inhibitor konwertazy angiotensyny (ACE-I) lub ARNI (inhibitor receptora angiotensyny i neprylizyny), beta-bloker oraz antagonista receptorów mineralokortykoidowych (MRA). Jeżeli włączymy je odpowiednio szybko i pacjent będzie je regularnie przyjmował, mamy dużą szansę, że choroba nie będzie tak szybko postępować, będzie dawała mniej powikłań i pozwoli żyć dłużej bez poważnych konsekwencji.

Natomiast w bardzo zaawansowanej niewydolności serca w grę wchodzą zabiegi — wszczepianie systemów wspomagania krążenia czy transplantacja serca. Poza tym, żeby nie dopuścić do niewydolności, leczymy zabiegowo choroby będące jej przyczyną — korekcja wad zastawkowych, angioplastyka i implantacje stentów do tętnic wieńcowych serca. Wspomina się też o urządzeniach, które są formą terapii — kardiowertery-defibrylatory chronią przed nagłym zgonem, a urządzenia do stymulacji resynchronizującej poprawiają funkcję skurczową serca, zmniejszają objawy i przedłużają życie.

Z niewydolnością serca, oczywiście już zdiagnozowaną i prawidłowo leczoną, da się "normalnie" żyć?

Da się. To nie jest tak, że niewydolność serca od razu oznacza, że nie możemy nic robić. Możemy funkcjonować, możemy wykonywać wysiłek fizyczny — do granicy, przy której pojawia się duszność, przy której czujemy się źle. Jeżeli choroba jest stabilna i odpowiednio leczona, można chodzić po górach, jeździć na nartach, robić to, co normalnie robimy. Trzeba tylko zadbać o leczenie.

Konkludując — co najlepszego możemy zrobić dla serca?

Najlepsze, co możemy zrobić, to wypełnić "Dziesiątkę dla serca", sprawdzić, co robimy dobrze, a co źle, i wspólnie z lekarzem poprawić czynniki ryzyka. Nie tylko te, które wymieniłem, ale też zadbać o zdrowy sen, nie palić, nie pić alkoholu, mieć odpowiednią ilość ruchu, zdrową dietę. To wszystko zmniejsza ryzyko zachorowania.

Druga rzecz — wypełnić ankietę "Moje zdrowie" i przebadać się profilaktycznie, w zależności od wieku i chorób towarzyszących. Trzeba korzystać w 100 proc. z możliwości, jakie daje profilaktyka. Jeżeli wykorzystamy ją w pełni, maksymalnie ograniczymy ryzyko niewydolności serca.

Zalecenia z "Dziesiątki dla serca" są też zasadne dla pacjentów już zdiagnozowanych, prawda? To nie jest tak, że jest za późno na pozytywną zmianę?

Nigdy nie jest za późno. Profilaktyka działa zarówno pierwotnie — żeby nie zachorować — jak i wtórnie, żeby choroba się nie pogłębiała i nie pojawiały się dodatkowe problemy. Program "Zdrowe serce" i "Dziesiątka dla serca" są dla wszystkich — także dla osób z rozpoznaną chorobą.

Nigdy nie jest za późno, żeby rzucić palenie, uregulować ciśnienie, zadbać o cholesterol, zacząć się ruszać. Owszem, są sytuacje, w których pewnych rzeczy musimy zrezygnować, szczególnie jeśli chodzi o wysiłek, ale to ustala lekarz. Jeżeli lekarz mówi, że możemy jeździć na rowerze, to możemy. Wysiłek fizyczny jest wskazany — oczywiście dostosowany do naszej kondycji i stanu zdrowia.

MedonetPRO OnetPremium

MedonetPRO OnetPremiumMedonet

Przeczytaj źródło