Łukasz Jemioł 20th ANNIVERSARY: Buduar spotyka Folies Bergère

1 miesiąc temu 25

Gdy o godzinie 21 w Bibliotece Narodowej zgasły światła, warszawska scena modowa wiedziała jedno: tego wieczoru stanie się coś spektakularnego. Łukasz Jemioł – projektant, który od dwóch dekad buduje swój język wizualny między klasycznym rzemiosłem a współczesną zmysłowością – zaprezentował kolekcję „20th ANNIVERSARY”. I to była prawdziwa celebracja. Siedemdziesiąt modelek i modeli, prawie sto looków, architektura jako scenografia, koronki przeplatające się ze skórą i haftowanie kamieniami godne paryskich atelier. Wieczór, który udowodnił, że polska moda ma się świetnie.

Przestrzeń Biblioteki Narodowej jako manifest

Biblioteka Narodowa, zdominowana przez brutalistyczną architekturę i modernistyczny chłód, to z pozoru nietypowe tło dla pokazu mody. Ale Jemioł nie próbował tej przestrzeni zmieniać – przeciwnie, pozwolił, by jej monumentalność stała się ramą dla jego kreacji. Betonowe ściany, lśniąca posadzka, gra światła i cienia – wszystko to nie tylko dopełniało kolekcję, ale tworzyło jej integralną część. Każdy look sunął po wybiegu jak rzeźba, a każda sylwetka zdawała się być częścią współczesnej instalacji artystycznej.

jemiol

mat. prasowe

To nie był linearny pokaz, a wielowarstwowa opowieść. Narracja utkana z detali, które wymagały skupienia, zatrzymania wzroku, zrozumienia kontekstu. I właśnie w tej złożoności tkwiła jego siła.

Od koronki po kaszmir: zmysłowa harmonia kontrastów

Kolekcja „20th ANNIVERSARY” to esencja dwóch dekad twórczości Jemioła – synteza jego estetycznych wyborów, rzemieślniczej precyzji i odwagi w łączeniu kontrastów. Na wybiegu zobaczyliśmy miękkie kaszmiry, cięższe skóry, cekiny, koronki i wysmakowane hafty. Wszystko to zamknięte w palecie szlachetnych brązów, ciepłych beży, głębokich granatów i klasycznej czerni. Kolory nie krzyczały. One szeptały o luksusie – dyskretnym, świadomym i ponadczasowym.

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

Prawdziwym manifestem mistrzostwa były kreacje wyszywane ręcznie kamieniami. To nie była powierzchowna ozdoba, lecz precyzyjna, ręczna robota – każda aplikacja to osobna historia, każdy błysk to dowód cierpliwości i kunsztu. Jemioł udowodnił, że haute couture może powstawać również w Polsce – z tą samą jakością, co w paryskich domach mody.

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

Wśród zapamiętanych momentów: mini sukienki ze skóry zestawione z koronkowymi rajstopami, płaszcze o rzeźbiarskich formach, cekinowe wieczorowe kreacje z kaskadowymi falbanami. Ale także minimalistyczne propozycje: szerokie spodnie ze skóry, golfy w odcieniu kości słoniowej, koszule z bufkami, spódnice w kratę – subtelne nawiązanie do estetyki „dad shirt”, którą Jemioł redefiniuje w duchu nowoczesnego luksusu.

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

mat. prasowe

Każdy look opowiadał historię kobiecości — silnej, pewnej siebie, ale i czułej. Pokaz był eleganckim i przemyślanym hołdem dla mody, która nie potrzebuje manifestów, by zaistnieć. Wystarczy precyzja, jakość i szczerość w projektowaniu. A tego w kolekcji Jemioła nie brakowało.

Przeczytaj źródło