Polski trotyl może służyć rozbudowie arsenału pocisków artyleryjskich dla polskiej armii albo pomagać Ukraińcom w walce z rosyjską inwazją. Wiele wskazuje jednak na to, że zamiast tego napędzał izraelskie zbrodnie wojenne w Strefie Gazy - pisze współautor podcastu "Co to będzie" Miłosz Wiatrowski-Bujacz.
Fot. REUTERS/Nir Elias
W czasie trwającej od ponad dwóch lat kampanii ludobójstwa prowadzonej przez Izrael w Strefie Gazy nieustannie spotykałem się z opiniami, że choć to, co dzieje się w Gazie, jest oczywiście tragedią, to poziom emocji i zaangażowania, jaki temat ten wywołuje wśród protestujących w Polsce, jest trudny do uzasadnienia. W końcu "nie mamy z tym przecież nic do czynienia", bo choć Polska może i utrzymuje dalej przyjazne stosunki z Izraelem, to poza tym w nikłym, o ile jakimkolwiek, stopniu przyczynia się do izraelskich zbrodni wojennych.
Nowy raport organizacji People’s Embargo for Palestine, Palestinian Youth Movement, Shadow World Investigations i Movement Research Unit odziera nas z tych wygodnych iluzji.
Zobacz wideo Izrael już łamie zawieszenie broni
Przedstawione w nim wyniki śledztwa dziennikarskiego wskazują, że rola Polski w przeprowadzanym przez Izrael ludobójstwie Palestyńczyków była kluczowa od samego początku inwazji. To należące do skarbu państwa zakłady chemiczne Nitro-Chem w Bydgoszczy są głównym dostawcą trotylu dla amerykańskiego producenta bomb lotniczych serii Mk-80. To bomby tej serii Stany Zjednoczone przekazują masowo wojskom izraelskim, a te używają ich do zrównania Strefy Gazy z ziemią - do niszczenia szpitali, szkół, obozów dla uchodźców, dzielnic mieszkalnych.
Rola Nitro-Chemu jest trudna do podważenia.
Jak mówił w kwietniu tego roku wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk, polskie zakłady są "głównym dostawcą trotylu na potrzeby Stanów Zjednoczonych i to na poziomie 90 procent".
Jeszcze parę lat temu amerykański producent bomb General Dynamics informował w swoich dokumentach, że Nitro-Chem jest jedynym autoryzowanym dostawcą trotylu na potrzeby amerykańskich programów bombowych. Amerykanie używają go przede wszystkim do produkcji bomb lotniczych ogólnego przeznaczenia z serii Mk-80 oraz pocisków artyleryjskich.
Zarówno te pierwsze, jak i te drugie, stanowią istotny komponent amerykańskich dostaw wojskowych dla Izraela.
W samych pierwszych dwóch miesiącach izraelskiej inwazji na Strefę Gazy Izrael zrzucił na enklawę ponad 10 tysięcy wolno spadających bomb pozbawionych mechanizmów naprowadzania. Mk-80 są zdecydowanie najczęściej używanymi przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników bombami tego rodzaju. Pomiędzy październikiem 2023 i lipcem 2024 roku, Stany Zjednoczone dostarczyły Izraelowi około 23 tysiące bomb z serii Mk-80.
Można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że zdecydowana większość, o ile nie wszystkie, z tych bomb były wypełnione trotylem wyprodukowanym w zakładach Nitro-Chem pod Bydgoszczą.
Trudno o tym nie myśleć patrząc na zdjęcia doszczętnie zniszczonej przez bomby Gazy.
Trudno nie zastanowić się też nad tym, jak rola Nitro-Chemu w łańcuchu dostaw amerykańskiego uzbrojenia dla Izraela wpływa na nieustanne wypowiedzi członków polskiego rządu o tym, że działania wojsk izraelskich nie wypełniają znamion zbrodni ludobójstwa.
Przyznanie, że jest inaczej, byłoby właściwie równoznaczne z deklaracją, że Polska nie tylko nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań w zakresie zapobiegania zbrodni ludobójstwa, ale ustami swoich najwyższych przedstawicieli przyznaje się do współudziału.
Poza kwestią współodpowiedzialności za ludobójstwo, sprzedaż wytwarzanego przez Nitro-Chem trotylu dla celów związanych z produkcją bomb i pocisków artyleryjskich używanych przez Izrael do niszczenia Strefy Gazy rodzi też pytania dotyczące naszej obronności.
Polska jest nie tylko najważniejszym dostawcą trotylu dla Stanów Zjednoczonych, ale też jego jedynym producentem w Unii Europejskiej. W ciągu ostatnich trzech lat kwestia znikomej produkcji pocisków artyleryjskich o średnicy 155 mm była wielokrotnie cytowana jako element dający Rosji przewagę w wojnie z Ukrainą i jedno z największych wyzwań stojących przed krajami NATO w obliczu rosyjskiej agresji.
Materiały wybuchowe, które trafiały z Bydgoszczy do Stanów Zjednoczonych, a następnie do izraelskiej armii i były wykorzystywane do popełniania zbrodni wojennych, mogły zamiast tego służyć albo do budowania arsenału pocisków artyleryjskich dla polskiej armii, albo pomagać Ukraińcom w walce z rosyjską inwazją.
O to, dlaczego w sytuacji bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa Polski państwowa spółka dalej eksportuje ogromne ilości trotylu do Stanów Zjednoczonych, postanowili zapytać w czerwcu tego roku dziennikarze śledczy Onetu Marcin Wyrwał i Edyta Żemła. Według cytowanego przez nich źródła z sektora wojskowego, przedstawiciele rządu zostali poinformowani przez Amerykanów, że jeśli "Polska chce być objęta amerykańskim parasolem bezpieczeństwa", to musi dalej eksportować trotyl. Jak podkreślają dziennikarze - po cenie znacznie niższej niż rynkowa.
Pierwsze miesiące rządów nowej administracji Trumpa postawiły pod znakiem zapytania gotowość USA do respektowania swoich zobowiązań wobec państw NATO oraz przekazywania jakiegokolwiek wsparcia dla Ukrainy. Rzeczywiście trudno sobie wyobrazić sytuację, w której to właśnie teraz Polska nagle przyjęłaby znacznie bardziej asertywną pozycję negocjacyjną. Czy jednak taka sama bezwarunkowa uległość była uzasadniona za czasów dumnie deklarującej swoje oddanie sprawie NATO administracji Bidena?
Biorąc pod uwagę uzależnienie amerykańskiej zbrojeniówki od polskiego trotylu, jego produkcja i eksport to jedna z naszych najsilniejszych kart przetargowych w negocjacjach z Waszyngtonem.
Wygląda na to, że oddajemy ją za mgliste deklaracje, że Stany Zjednoczone dotrzymają swoich sojuszniczych zobowiązań. Pod warunkiem że spoglądając na zdjęcia ze Strefy Gazy, nie będziemy zadawać sobie pytań o to, kto produkuje trotyl.



English (US) ·
Polish (PL) ·