Mamy przełom w tragifarsie zwanej programem Orka. Rząd zadecydował, że nowe okręty podwodne kupimy od Szwedów. To dość kontrowersyjny wybór, bo Szwedzi mają ogromne problemy z budową swoich jednostek.
Fot. Saab Kockums
Zgodnie z planami mamy kupić trzy okręty. Wybór ogłosił na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Ponieważ na dostawę trzeba jednak poczekać kilka lat, tymczasowo w roku 2027 do naszej floty ma trafić starszy, używany szwedzki okręt. Będzie służyć do szkoleń. W 2030 roku ma już trafić do nas pierwszy docelowy okręt typu A26. Cenę minister określił na "powyżej 10 miliardów złotych".
Finał bardzo długiego procesu
Już w minionym tygodniu specjalny zespół zadaniowy ds. programu Orka miał zatwierdzić rekomendacje ofert przedstawionych rządowi. W skład zespołu wchodziła grupa przedstawicieli wojska, MON oraz Ministerstwa Finansów i Aktywów Państwowych. Ich rekomendacja formalnie była finałem wieloletnich analiz co do tego, jakich okrętów potrzebujemy i kto oferuje nam je na najlepszych warunkach. Dzisiaj, w środę 25 listopada, rząd na tej podstawie dokonał ostatecznego wyboru.
Ponieważ jest to finał bardzo przeciągniętego procesu, który trwał ponad dekadę (pierwsze oficjalne wzmianki o programie Orka to rok 2012), emocje są rozgrzane do czerwoności. Tym bardziej że może chodzić o nawet kilkanaście miliardów złotych za same okręty, a później co najmniej dwa razy tyle na ich utrzymanie przez kilkadziesiąt lat służby. Ponadto, program Orka stał się zasłużenie jednym z symboli zapaści polskiej Marynarki Wojennej. Deliberacje nad nim trwały tak długo, że z pięciu aktywnych okrętów podwodnych na ich początku do dzisiaj został nam jeden i to tylko symbolicznie sprawny.
Ten ostatni to ORP Orzeł i to, co się z nim właśnie stało, jest symbolem wspomnianej zapaści. Okręt miał uświetnić piątkowe obchody święta Marynarki Wojennej, które odbędą się w Świnoujściu. Na co dzień stacjonuje jednak w Gdyni, więc musiał przejść na zachodnie wybrzeże. I nie dotarł. W drodze na pokładzie doszło do niesprecyzowanej awarii, która wymusiła powrót do bazy. Informację tę wojsko oficjalnie potwierdziło portalowi Defense24.pl. Awarie oczywiście zdarzają się nawet na nowych okrętach, ale częściej na tych starych, a ORP Orzeł ma już 40 lat. Do tego od lat są problemy z jego naprawami, bo trudno o odpowiednich specjalistów oraz części. Ta obecna ma być dość poważna.
Faktycznie jest to już tylko okręt szkolny z symbolicznymi możliwościami bojowymi, którego zadaniem jest dotrwać jak najdłużej do pojawienia się nowego pokolenia. Według nieoficjalnych doniesień, minister obrony miał symbolicznie na jego tle ogłaszać wybór następców, ale do tego nie doszło i można mieć wątpliwości, czy okręt w ogóle jeszcze "odżyje".
Kupowanie Orki w worku
Wskazanie na Szwedów wywoła na pewno dużo kontrowersji. Głównie z powodu terminów. Jedyne dostępne nowe szwedzkie okręty podwodne to jednostki typu A26. Program ich budowy formalnie zaczęto w 2010 roku. W 2014 roku został jednak skasowany, ze względu na spory z właścicielem stoczni Kockums, niemieckim koncernem Thyssen Krupp (produkującym należące do tej samej klasy okręty podwodne Typ 212). W tym samym roku szwedzki koncern Saab kupił stocznie Kockums i niewiele później w 2015 roku program A26 wznowiono. Dwa pierwsze okręty planowano wówczas dostarczyć w latach 2024/25. Aktualnie te terminy to lata 2031 i 2033. Towarzyszą temu znaczne przekroczenia kosztów (około trzech razy względem pierwotnych planów) i liczne problemy z projektowaniem oraz dotrzymywaniem założonych parametrów.
W tym kontekście podana przez ministra data dostawy w 2030 roku jest bardzo zastanawiająca. Żeby była realna, Szwedzi muszą oddać nam pierwszy z budowanych dla siebie okrętów typu A26. Byłby to niespotykany krok, bo szwedzka flota też ich wypatruje, choć jest w lepszej sytuacji niż nasza, bo ma trzy zmodernizowane niedawno jednostki typu Gotland. Standardem w sprzedaży uzbrojenia jest jednak najpierw wprowadzenie danego sprzętu na uzbrojenie własnego wojska, gdzie można je dobrze przetestować i dopracować, zanim ktoś z zagranicy skusi się na jego zakup. No, chyba że ktoś tak jak Polska uważa, że jest pod ścianą i musi masowo kupować broń "na wczoraj".
Wydaje się to być jednak krok ryzykowny z naszej perspektywy. Program A26 nie idzie gładko. Niektóre elementy okrętów, takie jak napęd niezależny od powietrza (AIP) czy główne baterie (klasyczne ołowiowe, a nie stające się powoli standardem litowe), nie należą do najnowszych krzyków techniki. Branie w ciemno takich jednostek przed Szwedami to ryzyko borykania się z chorobami wieku dziecięcego i konieczność wydawania pieniędzy na poprawki oraz modernizacje. Szwedzi sami są na tyle rozczarowani programem A26, że prowadzą wstępne prace nad kolejną generacją, nazywaną roboczo A30. Cztery takie okręty mogą zostać zakupione w liczbie czterech sztuk po dostarczeniu już zamówionych A26.
Zastanawiające jest też to, jaki to okręt tymczasowy mają nam Szwedzi udostępnić już w 2027 roku. Sztokholm od lat w ramach swojej oferty w programie Orka proponował w tej roli swoją najstarszą posiadaną jednostkę należącą do typu A19. To Ostergotland, zwodowany w 1988 roku, zmodernizowany na początku tego wieku i od 2021 roku stojący w rezerwie. Okręt prawie tak samo stary, jak ORP Orzeł, choć w przeciwieństwie do niego po drodze unowocześniony. Jednak już raz go odrzucaliśmy, jako oferujący zbyt małe możliwości w relacji do kosztów jego remontu i uruchomienia. Być może teraz Szwedzi jakoś poprawili ofertę albo nasze potrzeby stały się bardziej palące.
Oczywiście nie brakuje też argumentów przemawiających za Szwedami. Nie ulega wątpliwości, że do programu A26 budowa okrętów podwodnych wychodziła im dobrze i ich jednostki cieszyły oraz cieszą się nadal sporym uznaniem. Są projektowane od początku pod operowanie na dość płytkim i specyficznym akwenie jakim jest Bałtyk. Dodatkowo Szwedzi deklarują, że łatwo można w nich zamontować wyrzutnie rakiet manewrujących do atakowania celów lądowych, co ma być naszym wymogiem. Szwecja jest też państwem, z którym mamy bardzo podobne poglądy na kwestię zagrożenia ze strony Rosji i chcemy mieć dobrą współpracę w zakresie obronności. Ponieważ takie duże zakupy uzbrojenia w istotnej części są decyzją polityczną, to mogło odgrywać istotną rolę w wyborze.



English (US) ·
Polish (PL) ·