Kodeks karny matki

1 miesiąc temu 19

Tuż przed północą 26 kwietnia 2022 roku Paweł Ż. puka do mieszkania w podwarszawskich Ząbkach, wynajmowanego przez Rajmunda M. 40-letni kryminalista, który niedawno wyszedł z więzienia, zezna dwa dni później na komendzie: - Paweł chciał ode mnie pieniędzy na narkotyki. Nie dałem, więc wyszedł, mówiąc na pożegnanie: "Mógłbym ci doj***ć, ale nie będę cię ruszał".

M. układa się do spania na swym barłogu, ale znów słyszy pukanie. Za drzwiami stoi 31-letni Damian Biskupski. Z policyjnego śledztwa wiadomo, że młody mężczyzna wcześniej był u jego znajomego Michała G. z prośbą, aby udostępnił mu swoje konto, na które mógłby wziąć 2500 złotych pożyczki w Providencie. Kiedy kolega odmówił, Damian skwitował niepowodzenie słowami: "Poradzę sobie, idę do Rajmunda".

M. zeznaje: - Ja tego gościa w ogóle nie znałem, ale wyczułem, że Paweł przysłał go po pieniądze. Biskupski powiedział, że jest od zbierania haraczy i mam oddać 15 złotych. Wyśmiałem go, a on na to, że w takim razie zabiera fanty: telefon i moją kurtkę. Wymacał w niej nóż i zagroził: "Albo dajesz hajs, albo ci wp*****lę kosę". Wyczułem, że jest wypity. Kiedy walnął mnie z główki oraz pięścią, siedziałem na łóżku. On nade mną, z nożem przy mojej szyi. Sięgnąłem po siekierę pod łóżkiem. Byłem szybki - trafiłem go w głowę i jeszcze poprawiłem kilka razy. Upadł na łóżko, przykryłem go kołdrą i włożyłem mu skarpetę między zęby, bo pojękiwał, a za ścianą mieszka właściciel domu, Sylwester Sz. Następnie schowałem siekierę do plecaka i wyszedłem. Cały dzień się ukrywałem.

Co działo się z zaatakowanym siekierą młodym mężczyzną, policja wie od Pawła Ż: - Mogła być szósta po południu, gdy poszedłem z moim kolegą Kamilem Ch. do Rajmunda M. po pieniądze. Nie odbierał telefonu, a był mi winien 50 złotych. Znamy się spod celi. Najpierw do budynku wszedł Kamil, ja zostałem koło furtki. Wrócił po kilkunastu minutach wystraszony, bo Rajmunda nie ma, a na jego łóżku leży we krwi jakiś facet, z twarzy miazga i chyba nie żyje. Poszliśmy tam razem. Poznałem Damiana, chodziliśmy razem do jednej klasy.

"Kocham cię, mamo"

Małgorzata Biskupska nie może usnąć w nocy z 26 na 27 kwietnia. - Czułam ból po całym ciele i smak krwi w ustach - zezna później w prokuraturze. Jest matką Damiana - ostatni raz widziała syna poprzedniego dnia. Kiedy był u niej na obiedzie, zostawił portfel z dowodem osobistym; wieczorem go odebrał, bo nazajutrz chciał się zapisać na kurs przekwalifikowania zawodowego.

Biskupska ma przeczucie, że coś się stało. Rano biegnie do mieszkania, które syn wynajmuje - niestety, drzwi są zamknięte. Milczą telefony do jego kolegów. W tej niepewności i wpatrywaniu się w komórkę upływa jej 20 godzin. Wreszcie telefon się odzywa, ale nie od syna. Ma wezwanie do prokuratury.

Małgorzata Biskupska

Małgorzata Biskupska ARCHIWUM PRYWATNE

- Pani syn nie żyje, został zamordowany - słyszy jak przez watę, bo zaraz zemdleje. W kostnicy czeka ją identyfikacja zwłok. Rozpoznaje syna po tatuażu na ramieniu: "Kocham cię mamo".

Sekcja zwłok wykazuje pięciokrotne uderzenia obuchem siekiery w głowę, szósty cios był w plecy. Ofiara nie broniła się, miała we krwi alkohol. Prawdopodobnie użyto dwóch narzędzi zbrodni.

Śledczy pytają, czy pokrzywdzony miał jakieś kłopoty. - Skądże! - zaprzecza matka. Gdyby jej ukochany jedynak narozrabiał, wiedziałaby. Wcześniej, owszem, zdarzyła mu się kolizja z prawem, musiał odsiedzieć niewielki wyrok. Miał też problem z alkoholem, odbył kilka terapii, ale nałóg wrócił. Tydzień przed śmiercią skontaktował się z ośrodkiem leczenia, chciał podjąć walkę od nowa.

Te wszystkie potknięcia Małgorzata Biskupska tłumaczy zbyt dużą ufnością syna do obcych ludzi, którzy sprowadzali go na złą drogę. Jej zdaniem, nakładała się na to wrodzona nadwrażliwość młodego mężczyzny. Kiedy zdarzyło mu się rozczarowanie miłosne, przestał w siebie wierzyć i topił smutki w alkoholu. Nie o wszystkim jej mówił. Czy to możliwe, że nie spłacał długów? Sprawdziła jego rachunki. Miał pieniądze, w należnościach za czynsz, media oraz abonament telefoniczny widniały nadpłaty.

Gdzie jest skarpeta?

Przyznanie się Rajmunda M. do użycia siekiery (na ubraniu ofiary stwierdzono DNA głównego oskarżonego), zamyka śledztwo. Mężczyzna jest oskarżony o zabójstwo. Jego dwaj kumple Paweł Ż. i Kamil Ch. o to, że nie powiadomili policji o śmiertelnym zranieniu Damiana.

Można wysłać do sądu akt oskarżenia.

Takie postępowanie organów ścigania nie przynosi ulgi cierpiącej matce zamordowanego. Przez 16 miesięcy prowadzi prywatne, kosztowne śledztwo, zatrudnia detektywa. Jest przekonana, że zarówno Paweł Ż., jak i Kamil Ch., wiedzieli, kim jest umierający mężczyzna na łóżku Rajmunda M. Możliwe też, że uczestniczyli w zabójstwie.

Kobieta domaga się rozszerzenia zarzutów dla dwóch z trzech oskarżonych. Wszak zacierali ślady, nie udzielili ofierze pomocy. - Oni mają na rękach krew mojego syna - mówi ze łzami w oczach. Przytacza opinię biegłego sądowego, który ustalił, że do obrażeń Damiana mogło dojść zarówno w wyniku działania jednego, jak i większej liczby sprawców.

Biskupska oskarża prokuraturę o opieszałość i nierzetelną pracę w postępowaniu przygotowawczym. Nie wykonano żadnych ekspertyz, konfrontacji pomiędzy oskarżonymi, nie przesłuchano wszystkich świadków. Nie szukano skradzionych ofierze butów. Zginęła skarpeta, wsadzona Damianowi w usta. Czy na pewno użył jej Rajmund M.?

W przekonaniu oskarżycielki posiłkowej prokurator sporządził akt oskarżenia na kolanie, zbyt zawierzono Rajmundowi M., który na przykład twierdził, że nóż znalazł poprzedniego dnia, wracając z pracy. Sprawdziła. M. nigdzie nie był zatrudniony.

Dużo pytań pozostało bez odpowiedzi. Na przykład, dlaczego Damian prosił Michała G. o jego numer konta, aby wziąć w Providencie pożyczkę? Dlaczego ze strony Pawła Ż. czuł tak wielkie zagrożenie, że w środku nocy zabiegał o wysoko oprocentowaną pożyczkę? Co się za tym kryło?

Matka nie wierzy, że jej syn pobił Rajmunda M. Twierdzi, że wbrew temu, co mówił oskarżony w śledztwie, agresorem był Paweł Ż. Upewnia się w swoich przypuszczeniach, gdy M. pokazywał na wizji, jak Damian, trzymając nóż w prawej ręce, wielokrotnie miał uderzyć go lewą pięścią w twarz. - Gdyby tak to wyglądało - wnioskuje - obrażenia powinny być po prawej stronie twarzy, a oskarżony miał podbite lewe oko. Nie jest też możliwe, że Damian sterroryzował Rajmunda M. nożem, wyjętym z kieszeni kurtki gospodarza. Biegli nie znaleźli na tym przedmiocie odcisków palców ofiary.

- Mój syn czuł się zagrożony - przekonuje prokuratora Małgorzata Biskupska. - To wynika z informacji, jaką telefonicznie Rajmund M. przekazał Pawłowi Ż.: "Damian powiedział mi, że musi ci oddać hajs, bo ci wisi, a on się ciebie boi". Co się kryło za tymi słowami?

W przekonaniu matki ofiary lista kłamstw oskarżonych jest bardzo długa.

Gubią się w kłamstwach

Rajmund M. twierdzi, że pierwszy raz zetknął się Damianem w nocy z 26 na 27 kwietnia 2022 roku. Natomiast na rozprawie sądowej wyjaśnia, że dzień przed zabójstwem widział go jeżdżącego w Ząbkach na hulajnodze.

- Oskarżony gubi się w kłamstwach - komentuje Małgorzata Biskupska. - Hulajnoga, o której mowa, jest od dawna uszkodzona i leży u mnie w garażu. M. znał Damiana. Potwierdza to do protokołu Paweł Ż. Dlaczego morderca wypiera się tej znajomości?

Niewiarygodnie - zdaniem oskarżycielki posiłkowej - brzmią wyjaśnienia pozostałych podsądnych. Raz po raz sobie przeczą.

Kamil Ch. mówi, że M. stroni od narkotyków, następnie informuje, że ten jego kumpel jest uzależniony od substancji psychotropowych. Może tylko dwa razy odwiedził oskarżonego w jego mieszkaniu - podkreśla. A z informacji pozyskanych przez wynajęte prywatne biuro śledcze, jak i zeznań świadków wynika, że był tam częstym gościem. Kłamie zeznając, że gdy rozpoznali Damiana na łóżku Rajmunda M., powiadomili właściciela mieszkania. Ale ten twierdzi, że wprowadzili go w błąd zapewniając, że na wyrku śpi zamroczony alkoholem Rajmund.

W nagranej rozmowie telefonicznej między Pawłem Ż. i Rajmundem M. padają takie słowa głównego oskarżonego: "Ty wyszedłeś w*****ony, mówię 'oho, dobra', bo zaraz znowu mi dop*******sz, to już się wolę nie odzywać". Rajmund M. zapytany przez prokuratora o SMS-a od Pawła Ż. wysłany dwie godziny po dokonanej zbrodni, tak komentuje treść tej wiadomości: "On mi groził, żebym nie mówił, że był u mnie przed wejściem Damiana". Wynika z tego, jak wnioskuje oskarżycielka posiłkowa, że to nie jej syn pobił Rajmunda M., lecz Paweł Ż.

Również ten oskarżony - jej zdaniem - kręci. Mówi, że ponownie poszli z Damianem do sklepu Żabka około godziny 23:20 i tam się rozstali. - To nie jest prawda - twierdzi Biskupska. - Ż. był w tym czasie u Rajmunda M. Potwierdzają to słowa innego świadka, Dominika G. I tak wynika z bilingów.

Ż., ponownie przesłuchiwany, wyjaśnił, że o śmierci Damiana dowiedział się od swojej matki.

- Kolejne kłamstwo - oburza się Biskupska. - Paweł Ż. wcześniej był na miejscu zbrodni i widział zmasakrowane ciało mojego syna.

Małgorzata nagrywa wypowiedź pewnego mieszkańca Ząbek, kiedy opowiedział jej o okolicznościach agonii jej syna. Świadek miał te informacje od swego kolegi, który podobno widział i słyszał coś, czego nie powinien. Ponoć w nocy z 26 na 27 kwietnia w pokoju Rajmunda M. siedzieli wszyscy trzej oskarżeni. "Grała głośna muzyka, a oni pili i kombinowali, co zrobić z konającym Damianem. Chcieli nawet pozbyć się ciała. Za drobne talary chłopaka za***ali, włożyli mu skarpetę w usta, bo charczał".

Właściciel pokoiku wynajmowanego Rajmundowi M. powiedział detektywom, że 27 kwietnia rano o godzinie 10 chciał wejść do pokoju Rajmunda, ale drzwi były zamknięte od wewnątrz. Zatem kto był w środku? Sylwester Sz. nie dociekał, skwitował sprawę uwagą "bujajta się", ale śledczy powinni to wyjaśnić.

Niestety, w postępowaniu przygotowawczym żaden ze świadków nie został przesłuchany na tę okoliczność.

Robert Sz., który również mieszka w budynku, gdzie odnaleziono ofiarę, w pierwszym przesłuchaniu zeznał, że był w pracy do godziny 21 i o zbrodni dowiedział się od żony. W kolejnych zeznaniach twierdził, że widział zmasakrowane ciało ofiary. Słyszał krzyki swojego brata, który odnalazł ciało denata.

W przekonaniu Małgorzaty świadek kłamał. Sprawdziła: 27 kwietnia 2022 roku nie był w pracy, miał wolne i nie dowiedział się o zabójstwie od swojej żony.

Kolejny świadek Dominik G. twierdził podczas przesłuchania, że nie żądał od Biskupskiej gratyfikacji finansowej za pomoc w prywatnym śledztwie. Nie jest to prawda, gdyż do akt sprawy został dołączony screen SMS-a od niego o treści: "Jutro kopertę poproszę. Ja za dużo ryzykuję na gadki z nimi".

Mogłeś to inaczej rozegrać

Małgorzata Biskupska przychodzi na proces mordercy jej syna z dużą fotografią Damiana w żałobnej ramce. - On był dla mnie lekarstwem i światłem w tunelu - mówi, czule dotykając zdjęcia uśmiechniętego młodego mężczyzny.

Oskarżony Rajmund M. twierdzi, że zabił w obronie koniecznej. Powołuje się na swą telefoniczną rozmowę z Ż. z aresztu, której zapis jest w aktach prokuratorskich. Brzmiała następująco:

"On przyszedł odebrać mój dług wobec ciebie - 15 zł. Ja siedziałem na łóżku. (...) On trzymał jedną ręką nóż na moim gardle, a drugą bił mnie pięścią. Wyjąłem spod łóżka siekierę i mu k***a wp******iłem od razu strzała. Zaraz padł. Tylko oczy postawił. Rozumiesz? Chciał zrobić ruch, ale nie zdążył. I zdarzył się nieszczęśliwy wypadek, ale nie chcę o tym mówić (...) Wziąłem jego telefon. Kartę wyjąłem, rozłożyłem go k***a na części i (słowo niezrozumiałe) w lesie.

- A pieniądze miał? - pyta Paweł Ż.

- Nie miał, to była ściema. Nie wiem, co mu k***a odjechało z tym Providentem, w środku nocy.

- A skąd on wiedział, że ty masz nóż w kurtce?

- Wziął moją kurtkę, chciał mi ją zajebać, rozumiesz? No i wymacał. Nie wiem, co mu pierdolnęło w ten łeb.

- Mogłeś to inaczej rozegrać.

- Ja wiem, ale stało się, jak się stało, po prostu. Zareagowałem tak, a nie inaczej".

W przekonaniu Małgorzaty Biskupskiej jest to blef podpowiedziany Rajmundowi M. w więzieniu przez recydywistów. Wykalkulowana linia obrony, czego dowodzi wypowiedź oskarżonego w trakcie badań psychologicznych. Na pytanie, co myśli o swej przyszłości, Rajmund M. odpowiada: - Nie wiem, co myśleć. Jak we własnej obronie, to [wyrok będzie] od 8 lat w górę.

Na wszelki wypadek oskarżony udawał, że jest chory psychicznie. Zdecydował się nawet na samookaleczenie.

- Zimny, bezwzględny drań - twierdzi zrozpaczona matka. - Zabił człowieka i nie ma wyrzutów sumienia, nie wyraża też żadnej skruchy. Zapytany przez psychologa o samopoczucie informuje, że dobrze mu się śpi, ma apetyt, jest tylko smutny z powodu izolacji. Morderstwo, jakiego się dopuścił, nazywa nieszczęśliwym wypadkiem.

Jest przekonana, że to Paweł Ż., który żądał pieniędzy od jej syna, jak i Rajmunda M., nakłonił Damiana, aby poszedł do tej meliny i wyegzekwował dług. A syn bał się Pawła Ż. Nie wiadomo, dlaczego.

Nie znała oskarżonych wcześniej, ale w rozmowie z mieszkańcami Ząbek dowiedziała się, że uzależniony od narkotyków Ch. uchodzi za agresywnego i bardzo posłusznego Pawłowi Ż. Na żądanie swego guru pobił świadków w toczącym się procesie o zabójstwo Damiana.

Dotarła do SMS-a wysłanego przez Pawła Ż. świadkowi obrony: "Trafię cię. Paralizator w kieszeni trzymaj. Będziesz bity i kopany, farmazonie".

Pakt milczenia

W finale procesu prokurator odrzuca wyjaśnienia głównego oskarżonego, że jego czyn był nieszczęśliwym wypadkiem i wyniknął z obrony koniecznej. - Rajmund M. robił wszystko, aby ofiara nie przeżyła - twierdzi stanowczo oskarżyciel publiczny w mowie końcowej. - Wyrok może być tylko jeden: dożywocie. Matce ofiary należy się 200 tys. zł nawiązki.

Kamila Ch. i Pawła Ż prokurator uznaje za wysoce zdemoralizowanych. Oskarżeni ignorują sąd, ani razu nie pojawili się na rozprawie, zastraszali świadków. Publiczność na sali rozpraw odnosi wrażenie, że prokurator chętnie wnioskowałby o karę wyższą, niż trzy lata więzienia przewidziane w Kodeksie karnym.

- Zarzut niepowiadomienia policji o przestępstwie postawiony Pawłowi Ż. i Kamilowi Ch. powinien być skorygowany o nieudzielenie pomocy pobitemu - twierdzi pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej. Nie wiadomo, po co poszli do mieszkania Rajmunda M. Może sprawdzić, czy Damian Biskupski żyje i będzie w stanie składać obciążające ich zeznania?

Drugi adwokat oskarżycielki posiłkowej zwraca uwagę sądu na aurę tajemnicy otaczającej tę zbrodnię.

- Na pierwszy rzut oka - przypomina - jest brutalne pobicie siekierą przez znanego sprawcę. Jednakże, kiedy bliżej się przyjrzeć tragicznemu wydarzeniu, pojawia się wiele znaków zapytania. Oskarżony nie walczy o niższy wyrok, godzi się na wszystko, co go czeka. Nie powiedział niczego na swoją obronę.

Wygląda na to, że doszło do jakichś ustaleń i paktu milczenia, który wiąże trzy oskarżone osoby. Zastanawia nienaturalna energia Pawła Ż. Jego telefony, SMS-y antycypują to, co się ma zdarzyć. Nie wiemy, co zostało zakryte. Jest wiele pytań bez odpowiedzi. Na przykład, dlaczego ofiara nie miała butów, kto je zabrał? Może był na nich ślad innej osoby? Co wynika z opinii biegłych, że obrażenia mogły powstać od dwóch narzędzi? Damian może miałby szanse na przeżycie, gdyby został uderzony tylko raz, a pozostałe osoby powiadomiły pogotowie. Dlaczego M. tak się znęcał nad swoją ofiarą?

Kiedy w ostatnim słowie Rajmund M. przeprasza oskarżycielkę posiłkową, słyszy w odpowiedzi: - Nie udawaj skruszonego, śmieciu.

Sąd ogłasza wyrok. 45-letni Rajmund M. pójdzie za kratki na 25 lat i zapłaci Małgorzacie Biskupskiej skromne 20 tysięcy złotych zadośćuczynienia. A to dlatego, że w przekonaniu sądu oskarżycielkę posiłkową i jej syna nie łączyła bliska relacja.

Sąd nie ma wątpliwości, że gdyby skazany M. chciał się bronić, uciekłby z lokalu po pierwszym uderzeniu, kiedy pokrzywdzony upadł. Tymczasem zadawał kolejne ciosy, a na koniec wcisnął ofierze skarpetę do ust.

Wyroki dla 41-letniego Kamila Ch. i 31-letniego Rafała Ż. zapadają zgodnie z wnioskiem prokuratora. Sędzia wymienia dowody, bezsporne w przekonaniu składu orzekającego: Rajmund M. został uderzony przez Biskupskiego, z tego powodu miał na twarzy obrzęk. Uzupełnienie opinii biegłych, że obrażenia powstały w wyniku większej liczby ciosów nie świadczy, że napastników było więcej. Nie ujawniono innych śladów. Prywatna analiza tragicznego wydarzenia sporządzona przez oskarżycielkę posiłkową ma znikomą wartość.

Kilka minut później, główny oskarżony opuszcza w kajdankach salę sądową. Przechodząc koło matki Damiana kieruje w jej stronę wulgarny gest z użyciem środkowego palca. Towarzyszą temu słowa: "Pier****na szmata".

Prokurator apeluje

Małgorzata Biskupska nie takiego wyroku oczekiwała. Chciała, aby sąd wymierzył najsurowszą z możliwych kar. - Nie umiem z tym żyć - wyznaje mi płacząc. - Odwołam się, będę walczyć do śmierci. Ten człowiek z premedytacją dokonał egzekucji. Powinien usłyszeć wyrok dożywotniego pozbawienia wolności.

Również prokurator wystosował apelację w przekonaniu, że sąd przecenił jedyną okoliczność łagodzącą, jaką było przyznanie się M. do winy. Oskarżyciel publiczny wnioskował o skazanie zabójcy na dożywocie i dziesięciokrotne zwiększenie nawiązki dla matki zamordowanego.

Co do Kamila Ch. i Pawła Ż. sąd pierwszej instancji nie wyjaśnił kilku istotnych okoliczności. Na przykład tego, że Rajmund M. mówił o trzech uderzeniach siekierą w głowę ofiary, a sekcja zwłok wskazuje na sześć ciosów; zatem mogło być więcej sprawców.

Gdyby dokonano właściwej analizy zgromadzonego materiału dowodowego, mogłoby się okazać, że Kamil Ch. i Paweł Ż. mieli większy udział w zabójstwie niż tylko niezawiadomienie organu powołanego do ścigania przestępstw.

Zabezpieczona rozmowa telefoniczna Rajmunda M. z Pawłem Ż. została potraktowana jako wiarygodny dowód, że jedynym zabójcą jest Rajmund M. A wiele wskazuje na to, że została wyreżyserowana dla wprowadzenia postępowania procesowego na fałszywe tory. Z nagrania wynika, że Paweł Ż. za wszelką cenę próbował pokierować rozmową w taki sposób, aby nie połączyć go ze zbrodnią.

Te zastrzeżenia popiera oskarżycielka posiłkowa. W jej apelacji dominuje gorycz, że sąd tłumaczył wysokość zadośćuczynienia nikłą więzią matki z synem. Zrozpaczona kobieta przyjęła tę ocenę jako głęboko niesprawiedliwą.

Nie zweryfikowano w sposób właściwy - pisze w odwołaniu - linii obrony oskarżonych. Wyjaśnienia Pawła Ż. od samego początku są mętne. Z początku oskarżony ukrywa przed organami ścigania, że w dniu zabójstwa razem z pokrzywdzonym szedł w kierunku mieszkania Rajmunda M. Przyznaje się dopiero w momencie, gdy potwierdził to monitoring zarejestrowany przy sklepie Żabka.

Rajmund M. podaje różne informacje o obecności Ż. w jego mieszkaniu w momencie zbrodni. Najpierw twierdzi, że ten oskarżony przyszedł do niego na kwadrans przed Damianem. W kolejnych wyjaśnieniach, że pokrzywdzony zjawił się tam kilka sekund po wyjściu kolegi Pawła. W rozmowie telefonicznej z Ż. zauważa: "Sam wiesz, jak było na momencie", co może sugerować, że Paweł Ż. mógł pomagać w zacieraniu śladów.

Apelacje obrońców oskarżonych Kamila Ch. i Pawła R. ograniczają się do zarzutu rażąco wysokiej kary (trzy lata pozbawienia wolności), niewspółmiernej do popełnionego przestępstwa.

To jeszcze nie koniec

Sąd Apelacyjny orzekł: Rajmund M. popełnił przestępstwo w zamiarze nagłym, w warunkach przekroczenia granic obrony koniecznej. W takiej sytuacji karą adekwatną - zdaniem sądu - jest 15 lat pozbawienia wolności.

Zasądzenie na rzecz oskarżycielki posiłkowej zadośćuczynienia w wysokości 20 tysięcy złotych nie jest zasadne. Przyznana kwota winna odpowiadać doznanej krzywdzie i nie może być symboliczna. Damian był jedynym dzieckiem Małgorzaty Biskupskiej. O sile jej więzi emocjonalnych z synem jednoznacznie świadczy jej ponadprzeciętna aktywność w toku postępowania w celu wyjaśnienia okoliczności zabójstwa. Zadośćuczynienie w kwocie 100 tysięcy złotych jest odpowiednie do rozmiaru doświadczonej tragedii.

Co do pozostałych dwóch oskarżonych, sąd odwoławczy orzekł, że postępowanie procesowe w pierwszej instancji było prawidłowe, natomiast orzeczone kary są zbyt surowe. Dlatego zostały zmniejszone do wymiaru jednego roku i sześciu miesięcy.

Małgorzata Biskupska wystąpiła do Sądu Najwyższego o kasację wszystkich trzech wyroków. Nieustępliwością w dążeniu do wyjaśnienia wszystkich okoliczności śmierci syna przysporzyła sobie wrogów. Przed rokiem nieznani sprawcy zniszczyli grób Damiana w rodzinnym Lądku-Zdroju.

.

. .

Podejrzewa, że wandale przyjechali z Ząbek, bo od mieszkańców tego uzdrowiskowego miasteczka spotyka ją tylko serdeczność, jako że organizowała dla nich pomoc po tragicznej powodzi.

W połowie października prokuratura zwróciła się do Sądu Najwyższego o oddalenie kasacji, jako bezzasadnej, gdyż na tym etapie "zarzut błędu w ustaleniach faktycznych nie podlega rozpoznaniu". SN jeszcze nie odpowiedział.

- To nie koniec mojej walki - zapowiada matka zamordowanego. - W razie odrzucenia kasacji zwrócę się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Przeczytaj źródło