Jako dziecko straciła bliskich w katastrofie Heweliusza. Ta relacja chwyta za serce

1 miesiąc temu 26

W 1993 roku w katastrofie promu „Jan Heweliusz” zginęli najbliżsi 11-letniej Agnieszki Gajowskiej. Tego samego dnia życie odmieniło się również w szwedzkiej rodzinie Karlssonów. Dziennikarze „Wysokich Obcasów” opisali tragedię obu rodzin.

Agnieszka dowiedziała się o wypadku z telewizji. W domu nikt z nią nie rozmawiał, a na ekranie widziała obraz przewróconego promu. Czteroletnia siostra dziewczynki była najmłodszą ofiarą katastrofy.

„Byłam zbyt mała, aby uczestniczyć w procesie, ale nie nazbyt młoda, aby doświadczyć bólu po stracie wszystkich najbliższych” – mówi po latach, wspominając moment, w którym została wyrzucona z posiedzenia Izby Morskiej w Szczecinie.

W Szwecji rodzina Karlssonów, która straciła męża i ojca, kierowcę ciężarówki Bo Karlssona, śledziła te same ujęcia. Laila Karlsson długo walczyła o odnalezienie ciała męża i przez lata interweniowała w instytucjach państwowych. Na salę sądową w Szczecinie przychodziła z kartką: „POLSKA ZABIŁA MOJEGO MĘŻA”.

To właśnie podczas jednej z rozpraw pani Karlsson zaprosiła 11-letnią Agnieszkę na miesiąc do Szwecji. Dziewczynka przyjęła zaproszenie, mimo że nie znała języka. „Będą musiały minąć kolejne 32 lata, by Agnieszka i Laila Karlsson – już jako dorosłe kobiety – mogły same siebie zapytać, jak do tego doszło” – czytamy w reportażu.

Na „Heweliuszu” straciły najbliższych. Spotkały się po 32 latach

Jako 19-latka Agnieszka wyjechała do Włoch. Z czasem przestała używać polskiego. Gdy ekipa pracująca nad podcastem „12 000 dni, katastrofa promu Jan Heweliusz” zaczęła jej szukać, odpowiedziała po włosku. Wyjaśniała, że język związał się z traumą. „Nie wiem, jakiego rodzaju opowieści oczekujecie, ale nie wahajcie się zadawać mi pytań” – odpisała im po włosku.

W sierpniu 2025 roku Agnieszka wróciła do Szwecji. Laila Karlsson zginęła półtora roku wcześniej w wypadku podczas jazdy konnej. „Miała siedemdziesiąt cztery lata i za nic nie chciała zrezygnować ze swoich przejażdżek” – czytamy.

Polkę przywitała Aili, jedna z córek Laili, jej rówieśniczka. To ona opowiedziała dziennikarzom o tym, jak tragedia wyglądała w jej rodzinie, pokazała wycinki starych gazet. To właśnie w rozmowie z Ailą Agnieszka wspomniała, jak została wyrzucona z sali sądowej, czy jak się czuła, kiedy tragedia była obecna wszędzie dookoła niej.

Polka nadal mieszka we Włoszech. Prowadzi tam małą pizzerię.

Czytaj też:
Największa morska tajemnica III RP. „Heweliusz” to katastrofa, której nie rozliczono
Czytaj też:
Kiedy tragedia staje się scenariuszem. Recenzja „Heweliusza”

Przeczytaj źródło