Autorka raczy nas trzema, na pierwszy rzut oka niezwiązanymi ze sobą opowieściami. Poznajemy Arthura, biednego chłopca z wiktoriańskiego Londynu, Zaleekhah, współczesną naukowczynię na życiowym rozdrożu postanawiającą zamieszkać na barce pływającej po Tamizie oraz Narin, młodą jazydkę, której lud prześladowany jest przez władze dzisiejszej Turcji. Jak zostają na początku złączone ich losy? Przez całą historię przewija się wątek „pamięci wody” - ta sama kropla może odwiedzić nasz świat w wielu momentach, w różnych czasach. Tym więc sposobem pewna kropla ląduje na głowie króla starożytnej Niniwy. Ta sama kropla, pod postacią śniegu, wpada do otwartej buzi maleńkiego Arthura. Po wielu wiekach zostaje także kroplą użytą do chrztu Narin, a następnie staje się pierwszą łzą uronioną przez Zaleekhah w jej nowym domu na wodzie.
Przyznam szczerze, że początkowo połączenie to wydało mi się mocno naciągane. Wraz z upływem stron okazało się jednak, że autorka ma na to wszystko pomysł. Woda okazała się jedynie początkowym łącznikiem, równie istotnym, co losy starożytnej Niniwy, archeologia, prześladowania religijne. Mimo pewnych dłużyzn, które nadwyrężyły moją cierpliwość, zdołałem dotrzeć do końcówki. Musicie zaś wiedzieć, iż ostatnie rozdziały „Tam na niebie są rzeki” złapią Was mocno i nie puszczą aż do ostatniej strony. Spokojna do tej pory narracja wprowadza islamskich ekstremistów, dyskusje filozoficzne, nawet powodzie.
Do pewnego momentu powieści możemy mieć wrażenie, że występuje dysproporcja. Losy Arthura są nie tylko najciekawsze, ale też zajmują najwięcej miejsca. Chłopiec z małego żebraka przemienia się bowiem w drukarza, pracownika muzeum, a w końcu w popularnego archeologa. Z wypiekami na twarzach możemy śledzić jego losy, które z czasem zamieniają książkę w prawdziwą powieść przygodową. W pewnym momencie jednak żywota bohaterów zaczynają się krzyżować, przenikać przez płaszczyzny czasowe, a czytelnik może zrozumieć, jak bardzo nasze działania mogą mieć wpływ na kolejne pokolenia.
Elif Shafak nie szczędzi tu także filozoficznych rozterek. Sama przyznaje, że uznaje literaturę za płaszczyznę do dialogu, gdzie może przedstawić opinie każdej ze stron danej debaty. W tym przypadku mowa o archeologii i wywożenia zabytków z mniej rozwiniętych państw do muzeów w światowych stolicach. Tu bowiem pojawia się pytanie – czy dany eksponat powinien zostać w swojej ojczyźnie, przy swoich prawowitych właścicielach, chociaż grozi mu tam niebezpieczeństwo, czy też raczej zostać przeniesiony (lub raczej uprowadzony) do sterylnego muzeum, gdzie może nie tylko edukować, ale też być poddany badaniom. Czy to jeszcze kradzież, czy już opieka? Takie i wiele innych rozterek napotkacie w powieści.
Powieść jest świetna, chociaż muszę przyznać, że miejscami trochę się męczyłem. Otrzymujemy to trzy, wydawałoby się, zupełnie różne historie. Od wiktoriańskiego Londynu, przez Kurdystan sprzed 10 lat, aż po współczesne Zjednoczone Królestwo. Trójka postaci z różnych czasów, których łączy... woda. Bo to właśnie woda jest najważniejszą postacią tej złożonej powieści. To moje pierwsze spotkanie z autorką, jednak z pewnością sprawdzę też jej pozostałe utwory.
Piotr Tomczuk
The Polish Cowboy

1 miesiąc temu
34







English (US) ·
Polish (PL) ·