Gehenna zwierząt. Radny ujawnia, co dzieje się w schronisku

1 dzień temu 5

Zarzuty są bardzo poważne, a zdjęcia i relacje wywołały ogromne emocje wśród mieszkańców. Radny Bytomia mówi wprost o dręczeniu zwierząt, fatalnych warunkach sanitarnych i dotychczasowym braku reakcji władz miasta. Podjęto jednak pierwsze kroki, by naprawić sytuację bytomskiego azylu.

Wokół Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Bytomiu wybuchła poważna afera. O skandalicznych warunkach, w jakich mają przebywać psy i koty, alarmują wolontariusze, społecznicy oraz lokalni politycy. Sprawą od miesięcy zajmuje się Maciej Bartków, radny Prawa i Sprawiedliwości w Bytomiu.

– Zwierzęta są dręczone. Żyją w przepełnionych kojcach, które od lat pozostają niewyremontowane. Psy brodzą wokół własnych odchodów. Fekalia znajdują się nawet w wodzie, a szczury defekują do żywności – alarmuje w rozmowie z Onetem radny.

Schronisko opiekuje się obecnie około 150 psami i 100 kotami. Jest to placówka prywatna, prowadzona od 2014 roku przez firmę należącą do Anny Kornas. Wcześniej schronisko funkcjonowało jako jednostka publiczna.

Kontrole wykazały zagrożenie dla zdrowia zwierząt

Jak podkreśla Bartków, pierwsze sygnały o nieprawidłowościach dotarły do niego już jesienią 2025 roku od wolontariuszy współpracujących ze schroniskiem. – Do tej pory zgromadziłem obszerną dokumentację. Łącznie ze zdjęciami wykonanymi we wnętrzu schroniska oraz w trakcie spacerów z psami – tłumaczy.

Według radnego każda kolejna kontrola potwierdzała poważne problemy, jednak – jego zdaniem – władze Bytomia nie reagowały wystarczająco stanowczo.

– Niedawny protokół kontroli Wydziału Inżynierii Środowiska Urzędu Miejskiego w Bytomiu zwraca uwagę na stan zdrowia psów. Zwierzęta mają stałe biegunki, defekują razem z krwią. Są brudne i przetrzymywane po zabiegach w wilgotnych pomieszczeniach. Wszystkie z nich mają w sobie pasożyty, co wykazały testy na ich obecność – wyjaśnia radny.

„Stwierdzone nieprawidłowości — w szczególności w zakresie warunków sanitarnych i zdrowotnych zwierząt — powinny być traktowane jako sprawy pilne i wymagające natychmiastowych działań naprawczych. Niestety dalsza postawa Zarządcy może prowadzić do pogłębiania się zagrożeń dla dobrostanu zwierząt oraz naruszenia interesu Gminy Bytom” – głosi oświadczenie opublikowane na oficjalnej stronie miasta.

Z kolei Państwowa Inspekcja Weterynaryjna miała wskazać na zagrożenia związane z konstrukcją bud dla psów – w ich wnętrzu miały znajdować się ostre, niebezpieczne elementy. Radny dodaje, że zwierzęta są niedożywione, a w budach brakuje słomy, co jest szczególnie groźne zimą.

Mieszkańcy protestują, miasto nie widzi uhybień

Sprawa wywołała poruszenie wśród mieszkańców oraz lokalnych aktywistów. Od kilku dni w mediach społecznościowych publikowane są relacje i nagrania z terenu schroniska. Zapowiedziano także cichy protest pod placówką – w sobotę 17 stycznia o godzinie 10 przy ulicy Łyszczaka 18 w Miechowicach.

Przedstawiciele schroniska odmówili dziennikarzom udzielenia komentarza.

Tymczasem władze Bytomia przekonują, że sytuacja jest pod kontrolą. „Przedstawiciele Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej w Katowicach na bieżąco przeprowadzają kontrole między innymi stanu schroniskowej infrastruktury i warunków bytowania zwierząt. Urzędnicy Wydziału Inżynierii Środowiska w Bytomiu kontrolują schronisko codziennie” – czytamy w oficjalnym komunikacie miasta.

Urzędnicy zapewniają, że po pojawieniu się zdjęć i nagrań wszystkie kojce zostały dodatkowo zabezpieczone, a chore zwierzęta przeniesiono do ogrzewanych pomieszczeń. „Wszelkie powielane w internecie doniesienia, jakoby było inaczej, są nieprawdziwe” – dodają na koniec urzędnicy.

Pieniądze, zyski i zarzuty o działalność biznesową

Zdaniem polityka źródłem problemu jest model funkcjonowania schroniska. – Problemem jest prowadzenie biznesowej działalności w schronisku przez podmiot gospodarczy. Tego typu schroniska powinny być prowadzone przez podmioty działające non-profit, a nie nastawione na zysk jak firma – tłumaczy radny z PiS.

Do schroniska trafiają zwierzęta z Bytomia oraz dziewięciu sąsiednich gmin, między innymi Knurowa, Piekar Śląskich i Radzionkowa. Każda z nich płaci za przyjęcie zwierząt. Jak podaje radny, samo wyłapanie jednego psa kosztuje Piekary Śląskie 2,7 tysięcy złotych.

Dodatkowe kontrowersje budzi fakt, że firma Kornas dzierżawi od miasta pięć kojców za 189 złotych miesięcznie. – We wrześniu 2025 roku do schroniska trafiły 42 psy z okolicznych gmin. Właścicielka schroniska trzyma je w kojcach należących do miasta Bytom, nie ponosząc żadnych dodatkowych kosztów. To czysty zysk – mówi Bartków.

Przy schronisku działa również Stowarzyszenie Pomocy Porzuconym i Dręczonym Zwierzętom, którym także kieruje Kornas.

– Stowarzyszenie zbiera datki, a także 1,5 procent podatku. Według rozliczenia za 2024 roku zebrano ponad 500 tysięcy złotych, z czego 200 tysięcy złotych wypłacono w formie wynagrodzeń – dodaje radny.

Emocje, chaos i dezinformacja

W czwartek przed schroniskiem zaczęli gromadzić się mieszkańcy poruszeni doniesieniami medialnymi. W sieci pojawiły się liczne nagrania – nie wszystkie zgodne z prawdą.

Jedna z influencerek opublikowała informację o rzekomym wywożeniu zwłok zwierząt.

– Jest to kłamstwo. Wywożone są chłodnie, które od roku stały przy drodze dojazdowej do schroniska. Sam zwracałem na to uwagę władz Bytomia – wyjaśnia Bartków.

Potwierdza natomiast, że na terenie placówki trwa intensywne sprzątanie. – Likwidowane są domki dla wolno żyjących kotów. Okłamano nas, że to tylko przenosiny. W rzeczywistości zostały zutylizowane, a koty zostały bez schronienia – podsumowuje.

Efektem afery zmiany na górze

W czwartek, krótko po godzinie 10 na oficjalnym profilu Łukasza Litewki pojawił się post z informacją o zakończeniu współpracy z dotychczasowym kierownictwem schroniska.

„Dziś w tym miejscu zamyka się pewien etap w którym dochodziło do nieprawidłowości. Dla jednej strony to nieprawidłowość, dla ludzi takich jak My, to ból i cierpienie niewinnych zwierząt, które nie są niczemu winne” – napisał Litewka.

facebookCzytaj też:
Wrocławianie wezwali policję do szczekających psów. Widok w mieszkaniu był makabryczny
Czytaj też:
Dramat czworonogów z Arciechowa. „Psy, tak jak ludzie, czasem się zabijają”

Przeczytaj źródło