W internacie w Ropczycach na Podkarpaciu doszło do eksplozji telefonu. W wyniku zdarzenia osiem osób w wieku od 16 do 18 lat przetransportowano do szpitala.
Fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl
Eksplozja w internacie
W czwartek 4 grudnia kilka minut po północy w internacie w Ropczycach (woj. podkarpackie) doszło do groźnego incydentu. "W jednym z pomieszczeń eksplodowała bateria telefonu komórkowego używanego przez 16-latka" - opisał portal Rzeszów News. Eksplozja spowodowała huk. Policja poinformowała, że do spitala przetransportowano osiem osób w wieku od 16 do 18 lat. Na szczęście nikt nie odniósł poważnych obrażeń. Większość osób opuściła placówkę jeszcze tego samego dnia.
"Według ustaleń mundurowych bateria telefonu uległa wybuchowi w momencie jego użytkowania. Płonące elementy urządzenia spadły na podłogę, powodując duszący dym, który zaczął rozprzestrzeniać się po korytarzu. Strażacy, którzy przybyli na miejsce, błyskawicznie zneutralizowali zagrożenie, ale zanim sytuacja została opanowana, konieczne było wyprowadzenie wszystkich mieszkańców internatu na zewnątrz" - czytamy. W wyniku zdarzenie zniszczone zostało wyposażenie pokoju.
Zobacz wideo Policja rozbiła grupę przestępczą zajmującą się handlem narkotykami
Strażacy zabezpieczyli miejsce zdarzenia
- Na szczęście nie doszło do pożaru. Strażacy przy użyciu mierników gazowych sprawdzili pomieszczenia, aby wykluczyć obecność toksycznych gazów. Zabezpieczyli miejsca zdarzenia, przewietrzyli budynek. Po ponownym sprawdzeniu obiektu mieszkańcy mogli wrócić do internatu - przekazał w rozmowie z lokalnym portalem Marcin Betleja, rzecznik prasowy Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej. Policja zabezpieczyła telefon. Według wstępnych ustaleń doszło do mechanicznego uszkodzenia baterii lub była ona wadliwa.
Eksplozja baterii na pokładzie samolotu. "Biegł z płonącym telefonem"
Temat eksplozji baterii w telefonach co jakiś czas pojawia się w mediach. Ostatnio informowaliśmy o incydencie, do którego doszło na pokładzie samolotu lecącego z warszawskiego Okęcia do Stambułu. Maszyna musiała zawrócić po około 20 minutach lotu z powodu awarii baterii w telefonie jednego z pasażerów. - W pewnym momencie przez samolot zaczął biec mężczyzna. Świadek, z którym rozmawialiśmy, powiedział, że w ręku trzymał płonący telefon, z którego wydobywał się dym - relacjonował reporter TVN, który rozmawiał z jednym z pasażerów. Więcej na ten temat przeczytasz w artykule pod tym linkiem.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!



English (US) ·
Polish (PL) ·