– Odnoszę wrażenie, że czasami politycy szukają tych grup, którym można poprawić sytuację niewielkimi środkami, a później hucznie ogłosić wielką poprawę ogólnej sytuacji. Taki mechanizm określa się spijaniem śmietanki – mówi w rozmowie z „Wprost” dr hab. Ryszard Szarfenberg. Ekspert odnosi się do nowego raportu o polskiej biedzie, a także wskazuje, jak trudno jest wyrwać się ze skrajnego ubóstwa.
Magdalena Frindt, „Wprost”: Z raportu Szlachetnej Paczki wynika, że w 2024 r. w tzw. Biedańsku, czyli fikcyjnym mieście, które ma zwracać uwagę na problem skrajnego ubóstwa w Polsce, żyło 1,9 mln ludzi. Rok wcześniej było to ok. 2,5 mln, czyli o 600 tys. więcej. Czy możemy mówić o powiewie optymizmu, kiedy wciąż jest wiele osób w bardzo trudnej sytuacji?
Dr hab. Ryszard Szarfenberg, przewodniczący Polskiego Komitetu Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu: Raport Szlachetnej Paczki skupia się na metaforze Biedańska i indywidualnych historiach. Nasz raport „Poverty Watch” koncentruje się na zagadnieniach związanych z polityką społeczną czy strategiami, które przyjmuje państwo w odpowiedzi na problem biedy. Traktujemy te dwa dokumenty jako wzajemnie uzupełniające się.
Jeśli alarmistyczny wskaźnik skrajnego ubóstwa zmniejsza się znacząco, to jest to dobry znak. Trzeba jednak pamiętać, że wciąż 1,9 mln osób żyje w niezwykle trudnych warunkach. To jest o wiele za duża liczba.Nie ma powodów do hurraoptymizmu, bo Biedańsk – jak piszą autorzy raportu, nie jest już samotną wyspą, a stał się aglomeracją i otacza go obwarzanek rozrastających się mniejszych miejscowości, w których żyją ludzie w zasięgu ubóstwa relatywnego. A w miejscowościach Niedosyt, Podkreska i Chorowite, nazywanych też sypialniami Biedańska, żyje ponad 13 proc. Polaków, czyli blisko 5 mln ludzi.
Liczba 5 mln dotyczy łącznie ubóstwa skrajnego i relatywnego. Bieda nie zawsze przyjmuje postać skrajną, w której niemożliwe staje się zaspokojenie potrzeb podstawowych. Poziom życia dużej grupy Polaków jest znacznie niższy niż ten, który uznajemy za przeciętny. A w takiej sytuacji – mimo że liczba osób, które mierzą się ze skrajnym ubóstwem maleje – to rośnie ubóstwo łączne, na które składa się zarówno ubóstwo skrajne, jak również relatywne.
Warto pamiętać, że różnica między skrajną a relatywną biedą, jeśli chodzi o ujęcie w statystykach, sprowadza się do 300 zł miesięcznie dla gospodarstwa jednoosobowego, czyli jest to równowartość 10 zł dziennie.I teraz trzeba zadać sobie pytanie, czy jeżeli konkretna rodzina zmaga się z licznymi trudnościami, a ma 300 zł więcej niż inni potrzebujący, to, czy ta kwota powoduje, że jej sytuacja diametralnie się poprawia i może pozwolić sobie na realizację godnego standardu życia?
Odpowiedź jest prosta.
Im jest choć trochę łatwiej, bo jednak mają te 300 zł więcej w budżecie, ale nadal są bardzo ubodzy i daleko im do sytuacji, którą moglibyśmy określić jako przeciętny poziom życia. Przykładów może być wiele. Możemy np. pomyśleć o osobie, która jest w kryzysie bezdomności, nie ma jakichkolwiek dochodów i mieszka w schronisku, ale możemy też wspomnieć o tych, którzy żyją w bardzo złych warunkach mieszkaniowych, mają mnóstwo problemów i trudności życia codziennego, ale jednak mają swój własny kąt.
Jeśli więc mówimy o spadku o 600 tys. liczby Polaków, którzy żyją w skrajnym ubóstwie, należy pamiętać, że chociaż jest to pozytywny trend, to przysłania go wzrost dystansu wielu rodzin do średniej.A jaki jest dziś profil polskiej biedy? Kogo ten problem dotyka najczęściej?



English (US) ·
Polish (PL) ·