Data utworzenia: 18 listopada 2025, 9:13.
Służby ustaliły, kto kupił karty SIM użyte w telefonach przygotowanych do zdalnego odpalania ładunków na torach trasy Warszawa-Lublin, co może zmienić bieg śledztwa, choć pojawia się przy nim kluczowe zastrzeżenie.
Nieoficjalne ustalenia reportera RMF FM Krzysztofa Zasady rzucają nowe światło na akt dywersji w okolicach miejscowości Mika. Jeden ładunek wybuchł, drugi nie zadziałał – ale oba pozostawiły po sobie ślad, który zainteresował śledczych.
Akt dywersji. Nowy trop: karty SIM i paszport
Według informacji RMF FM eksplozja miała zostać wywołana zdalnie, przy użyciu telefonów komórkowych. Na miejscu zabezpieczono urządzenia wraz z kartami SIM. Jak ustalił dziennikarz, były to karty polskiego operatora, a ich rejestracja prowadzi do konkretnego paszportu. Służby podkreślają jednak, że osoba, na którą je zarejestrowano, nie musi być bezpośrednio związana z dywersją – ale sam trop uznano za "bardzo ważny" dla ustalenia sprawców.
Wybuch na torach. Śledztwo rusza pełną parą
Prokuratura Krajowa wszczęła postępowanie w sprawie sabotażu, za który grozi od 10 lat więzienia do dożywocia. Utworzono specjalny zespół – prokuratorów, funkcjonariuszy CBŚP i ABW. Ich zadaniem jest ustalenie, kto miał zdalnie zdetonować ładunki oraz dlaczego drugi z nich nie eksplodował. Służby nie komentują szczegółów, ale potwierdzają, że zabezpieczone karty i telefony odegrają kluczową rolę w dalszych analizach.
Ten artykuł to informacja pilna. Jest w trakcie aktualizacji. Wkrótce napiszemy więcej na temat tego wydarzenia.

2 miesięcy temu
28


English (US) ·
Polish (PL) ·