Dywersja na kolei. Znaleziono kabel, który prawdopodobnie służył do zainicjowania wybuchu

2 miesięcy temu 32

"Zabezpieczyliśmy szereg dowodów" - tak o śledztwie ws. dywersji na kolei mówił w Polsat News rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak. Przekazał, że na miejscu zdarzenia w powiecie garwolińskim znaleziono kabel, który najprawdopodobniej służył do zainicjowania wybuchu.

Na trasie Warszawa - Dorohusk doszło w dniach 15-17 listopada do dwóch aktów dywersji. W miejscowości Mika (woj. mazowieckie, pow. garwoliński), eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy. W innym miejscu, niedaleko stacji kolejowej Gołąb (pow. puławski, woj. lubelskie), pociąg z 475 pasażerami musiał nagle hamować z powodu uszkodzonej linii kolejowej. We wtorek odbyło się nadzwyczajne posiedzenie rządowego komitetu ds. bezpieczeństwa z udziałem dowódców wojskowych, szefów służb i przedstawiciela prezydenta.

Na miejscu zdarzeń zabezpieczyliśmy szereg dowodów. Te ślady pomogą nam w ustaleniu sprawców, a następnie postawieniu ich przed sądem. W powiecie garwolińskim znaleziono kabel, który najprawdopodobniej służył do zainicjowania wybuchu - powiedział rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak w Polsat News.

Jak nieoficjalnie dowiedział się dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada, służby wiedzą, kto kupił dwie karty SIM do telefonów służących do zdetonowania ładunków na torach trasy kolejowej Warszawa-Lublin. 

Eksplozja na torach miała być zainicjowana zdalnie - z użyciem telefonów komórkowych. Jeden ładunek zdetonowano, drugi - z niewyjaśnionych przyczyn nie eksplodował.

Funkcjonariusze zabezpieczyli karty SIM z odnalezionych urządzeń. Na ich podstawie udało się dotrzeć do danych paszportu, na który te karty zakupiono.

Z tego co nieoficjalnie ustalił dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada, mowa o kartach SIM polskiego operatora. Jak usłyszał nasz reporter, to bardzo ważny trop w wykryciu sprawców dywersji na torach, mimo że właściciel paszportu, na które zarejestrowano karty, wcale nie musi być poszukiwanym sabotażystą.

Premier Donald Tusk przekazał natomiast w Sejmie, że za akty dywersji na kolei odpowiada dwóch obywateli Ukrainy współpracujących z Rosją. 

W poniedziałek Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo w sprawie tego aktów dywersji "o charakterze terrorystycznym, skierowanych przeciwko infrastrukturze kolejowej i popełnionych na rzecz obcego wywiadu".

Jak przekazał rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak, przedmiotem śledztwa jest uszkodzenie w dniach 15-17 listopada infrastruktury linii kolejowej nr 7 na trasie Warszawa Wschodnia-Dorohusk. Chodzi o uszkodzenie przy użyciu materiałów wybuchowych torów w okolicach miejscowości Mika (pow. garwoliński) oraz uszkodzenia torów w okolicach miejscowości Gołąb (pow. puławski).

Śledztwo zostało wszczęte w kierunku szpiegostwa, sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym oraz wytwarzania lub obrotu substancjami i urządzeniami niebezpiecznymi. Za te czyny grozi dożywocie.

Przeczytaj źródło