Śledczy badający sprawę sabotażu na linii kolejowej między Warszawą a Lublinem biorą pod uwagę dwa możliwe scenariusze - przekazują media. Cztery osoby usłyszały już zarzuty.
Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl
Cztery osoby usłyszały zarzuty
Po sabotażu na kolei na wschodzie kraju służby zatrzymały grupę osób podejrzanych o udział w przygotowaniu zamachu. Cztery osoby usłyszały zarzuty. Według ustaleń śledczych ich zadaniem było pomocnictwo w przeprowadzeniu ataku terrorystycznego oraz działanie na rzecz obcego wywiadu. Jak informują źródła Onetu w służbach, sprawa jest rozwojowa, a badane są dwa główne scenariusze.
Zwerbowani przez internet
Zatrzymani to cztery osoby pochodzące z Donbasu, w tym jedna kobieta - obywatele Ukrainy, mówiący po rosyjsku, którzy od pewnego czasu przebywali w Polsce. Według śledczych zostali zwerbowani zdalnie przez rosyjski wywiad, prawdopodobnie przez aplikacje internetowe. Co istotne: nie mieli ze sobą kontaktu i najpewniej nie wiedzieli o wzajemnym istnieniu. - Każdy miał inne zadanie, w tym zorganizowanie i dostarczenie na miejsce materiału wybuchowego, który został użyty w wysadzeniu torów pod Warszawą - przekazało źródło Onetu. Jak ustalono, "mózg operacji" miał znajdować się poza granicami Polski. Dwaj bardziej doświadczeni współpracownicy rosyjskich służb przyjechali z Białorusi, a niedługo po eksplozji opuścili kraj tą samą drogą. Jak podkreślają funkcjonariusze, najprawdopodobniej mogli być kluczowymi wykonawcami, podczas gdy czwórka zatrzymanych miała jedynie odegrać poboczną rolę.
Zobacz wideo Sikorski stanowczo o wydarzeniach na kolei: To akt terroru państwowego
Śledztwo w rękach ABW
Sprawą zajmuje się kontrwywiad Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego pod nadzorem prokuratury. To funkcjonariusze ABW prowadzą przesłuchania i analizują zebrane materiały, dlatego prokuratura do tej pory nie ujawniła statusu zatrzymanych, mimo że minęło ustawowe 48 godzin. Wobec całej czwórki skierowano już wnioski o tymczasowe aresztowanie. Służby tymczasem rozważają dwa możliwe warianty wydarzeń. - Według pierwszej przygotowywany był zamach, który doprowadzić miał do wykolejenia pociągu, ale przeszkodził w tym błąd lub niechlujstwo zamachowców. Według drugiej cała akcja miała na celu tylko wystraszenie społeczeństwa i pokazanie, że "Rosja już tu jest" - mówi źródło. Na pełne informacje trzeba poczekać do decyzji sądu, który ma rozstrzygnąć o areszcie. Po tym śledczy zapowiedzieli przedstawienie szczegółów opinii publicznej. Wszystko wskazuje na to, że to jeden z najpoważniejszych przypadków dywersji kolejowej w ostatnich latach.
Co się stało na torach?
W miniony weekend na polskich torach doszło do "aktów sabotażu". We wsi Mika (woj. mazowieckie) dwóch Ukraińców na zlecenie obcych służb miało zdetonować ładunek umieszczony na torach. W wyniku tego działania szyna została przerwana, co spowodowało ogromne zagrożenie wykolejenia pociągów. Dzień później służby zostały poinformowane o tym, że w miejscowości Gołąb niedaleko Puław (woj. lubelskie) doszło do zerwania trakcji. Uszkodzona linia uszkodziła okna w pociągu, którym jechało 475 pasażerów.



English (US) ·
Polish (PL) ·