Skutek cyklicznych spazmów w sprawie kolejnych planów pokojowych dla Ukrainy jest zawsze ten sam. Europa hamletyzuje o amerykańskiej zdradzie i upadku dobrych sojuszniczych obyczajów, by na koniec ogłosić kolejny etap przejmowania odpowiedzialności za ciężar prowadzenia wojny z Rosją. Czyż nie o tym od początku nowej kadencji mówił Donald Trump?
Jest taki stary dowcip o tym, co myśli kogut, biegnąc za kurą. Nie będę go tu cytować, bo jest wulgarny, a poza tym i tak go chyba wszyscy znają. Do opisu kolejnej odsłony światowej psychodramy o tym, jak Amerykanie sprzedają Ukrainę Putinowi, nadaje się jednak doskonale. Oto jurny kogut zza oceanu rusza w kolejną pogoń za iluzorycznym pokojem, nie przejmując się w zasadzie niczym innym poza samym truchtem. Bo ruch, jak wiadomo, to samo zdrowie.
W imię tej zasady Donald Trump wydaje się więc kompletnie ignorować kompromitujące jego administrację szczegóły, np. ujawnione przez agencję Bloomberg nagrania, świadczące o pełnej kolaboracji jego zausznika, Steve’a Witkoffa, z Kremlem. Nie jest aż tak istotne, kto wsypał totumfackiego Trumpa: zazdrosny o wpływy sekretarz stanu Marco Rubio, patrioci w amerykańskich służbach, niechętni jakiemukolwiek pokojowi Rosjanie, czy może Ukraińcy, próbujący odstrzelić trzymającego z Moskwą negocjatora.
Czytaj też:
Broń nuklearna w rękach Ukrainy? To może być groźny skutek uboczny negocjacji. Gen. Koziej ostrzega
Znacznie ważniejsze jest to, że Rosjanie tylko z pozoru mogą cieszyć się z wpływów, jakie daje im Witkoff. W rzeczywistości jego prorosyjskie szarże negocjacyjne zawsze kończą się tak samo.
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.



English (US) ·
Polish (PL) ·