Czysta energia na celowniku rosyjskiej dezinformacji. Rząd chce walczyć, ale czasem szkodzi

1 miesiąc temu 17

- Jako branża zdecydowanie odczuwamy skutki działań dezinformacyjnych - mówi Gazeta.pl Paweł Lachman, prezes organizacji PORT PC (Polska Organizacja Rozwoju Technologii Pomp Ciepła). - Wykonane przez nas badania pokazują, że ponad 80 proc. użytkowników pomp ciepła jest z nich zadowolonych, a tylko 5 proc. niezadowolonych. Tymczasem po tym, co widzimy w internecie, można odnieść wrażenie, że ludzie tylko żałują ich zakupu - wskazuje. 

Zobacz wideo Rosyjskie trolle atakują, a nikt nie moderuje komentarzy na profilu szefa MSZ

Szef organizacji, która skupia firmy z branży pomp ciepła, zwrócił niedawno uwagę na masową dezinformację, która podważa zasadność korzystania z tych urządzeń. Jednak problem jest o wiele szerszy, a na celowniku są też wiatraki, samochody elektryczne, zielone technologie i polityka klimatyczna. 

Rząd, w tym Ministerstwo Klimatu, coraz więcej mówi o walce z dezinformacją, alarmuje o problemie i tworzy kampanie, mające rozpowszechniać rzetelne informacje. Jednak skuteczność walki z fake newsami i manipulacjami nie zawsze jest zadowalająca, a zdaniem Lachmana rządzący czasem sami są częścią problemu.

Zmasowany atak na pompy ciepła

- Kampanie zmasowanej dezinformacji nieraz pojawiają się, gdy o danym temacie robi się głośno. Na przykład masa fałszywych publikacji o wiatrakach towarzyszyła decyzji prezydenta ws. ustawy wiatrakowej - zauważa Lachman.

- Taka wielka kampania przeciwko pompom ciepła - według naszych szacunków mająca wartość reklamową ponad miliona złotych – została rozkręcona po konferencji, na której mężczyzna skarżył się Szymonowi Hołowni na "rachunki grozy". Nota bene jego problem wcale nie dotyczył pompy ciepła, tylko rozliczeń fotowoltaiki. Ale pojawiło się ponad 20 artykułów w ciągu dwóch tygodni, czasem 2-3 dziennie, pokazujących pompy ciepła tylko w negatywnym świetle - mówi prezes organizacji branżowej.

W październiku zwrócił on uwagę na stronę legaartis.pl. Choć to teoretycznie blog kancelarii prawnej, w praktyce przypomina on portal informacyjny. Tyle że artykuły - w ocenie narzędzi do wykrywania tekstów wygenerowanych przez sztuczną inteligencję - nie powstały ręką człowieka. Zresztą także "redaktor" i "dziennikarz" tej strony mają zdjęcia wygenerowane przez AI.

'Redakcja' strony legaartis.pl to nieistniejące osoby

'Redakcja' strony legaartis.pl to nieistniejące osobyŹródło: legaartis.pl

Lachman zwrócił uwagę, że wśród wielu artykułów pojawiają się tam dziesiątki tekstów, które w nagłówkach straszą wysokimi rachunkami, awariami czy zakazami związanymi z pompami ciepła. Nieraz teksty nawiązują do prawdziwych wydarzeń - jak np. przyjęcie przepisów europejskich, dotyczących pomp ciepła, ale zwierają manipulujące, emocjonalne nagłówki. - Najlepsza dezinformacja bierze jakiś kawałek prawdy, czasem prawdziwą historię, i buduje wokół niej fałszywą narrację, która ma powodować erozję zaufania np. do pomp ciepła - podkreśla Lachman.

O stronie legaartis.pl pisał już kilkukrotnie magazyn branżowy "Press", pojawiała się ona także w serwisie fact-checkingowym Demagog. "Press" opisywał, że na stronie pojawia się "antyukraińska propaganda", a - według raportu przygotowanego przez naukowców z Alliance for Securing Democracy - także treści z prokremlowskich mediów. Wysłaliśmy prośbę o komentarz na adres podany na stronie legaartis.pl, ale do momentu publikacji nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. 

Wiatraki na celowniku 

Bartłomiej Derski, dziennikarz specjalizujący się w energetyce, pisał na portalu X, że "ta strona miała identyczną częstotliwość, gdy ważyły się losy wprowadzenia zakazu budowy turbin wiatrowych i trzeba było wywierać presję na posłów PiS, aby poparli zakaz".

Także branża wyraźnie zauważa problem. - Jesteśmy przed ogromnym atakiem rosyjskiej dezinformacji wobec polskiej energetyki wiatrowej - mówił Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej na wtorkowej konferencji branżowej. Dotyczy to także morskich wiatraków, a przedmiotem dezinformacji jest m.in. bezpieczeństwo. W odpowiedzi sektor prowadzi kampanię informacyjną. - Jesteśmy obecni w mediach tradycyjnych i społecznościowych. Będziemy walczyć z dezinformacją - zapewnił Gajowiecki.

Inwestorzy widzą "zmasowane akcje" dezinformacyjne w miejscowościach, gdzie planowane są inwestycje w farmy wiatrowe. Dotyczą wszelkich - najczęściej niemających nic wspólnego z rzeczywistością - efektów sąsiedztwa turbin wiatrowych. Pojawiają się informacje o rzekomej degradacji gleby, masowym zabijaniu ptaków, negatywnym wpływie na zdrowie fizyczne i psychiczne, wartość nieruchomości. W rozmowach z osobami z takich społeczności przedstawiciele firm słyszą pytania o to, czy "drgania z turbin wiatrowych powodują depresję, zawały serca, nadciśnienie". 

Kolejne publikacje naukowe - także przygotowane przez polskich specjalistów - pokazują, że wiatraki są bezpieczne dla zdrowia człowieka oraz środowiska. A osoby, które mieszkają w pobliżu turbin wiatrowych od wielu lat, często nie skarżą się na takie sąsiedztwo. Protesty -i dezinformacja - pojawią się tam, gdzie wiatraków jeszcze nie ma. I potrafią być skuteczne. 

Rząd walczy z dezinformacją, ale czy skutecznie?

Skala dezinformacji wokół energetyki jest potężna. Opublikowane niedawno dane Instytutu Monitorowania Mediów (IMM) pokazują, że w latach 2022–2025 odnotowano blisko 70 tys. publikacji o dezinformacji wokół sektora energetyki, które wygenerowały zasięg 1,19 mld kontaktów z przekazem.

W ostatnich miesiącach zarówno Ministerstwo Klimatu, jak i nowe Ministerstwo Energii informowało o działaniach wymierzonych w nieprawdziwe informacje i manipulacje. Wiceministerka klimatu Urszula Zielińska ogłosiła w tym tygodniu, że resort, wspólnie z Polskim Stowarzyszeniem Energetyki Wiatrowej, uruchamia kampanię przeciwko dezinformacji wokół wiatraków. 

- Cała Polska, ale zwłaszcza obszary, w których toczą się bądź są planowane inwestycje w wiatraki, są dotknięte dezinformacją. To zniechęca ludzi, którzy mogliby być największymi beneficjentami tych inwestycji w nowoczesne, czyste źródła energii - mówiła Zielińska. Zapowiedziała m.in. spotkania z ekspertami i konferencje w różnych częściach Polski. Choć ta kampania dotyczy tylko energetyki wiatrowej, to ministerka zadeklarowała, że jest "otwarta" na pomysły kampanii edukacyjnych i informacyjnych dotyczących innych technologii.

Jednak zdaniem przedstawicieli branży OZE te działania bywają niewystarczające, a czasem rząd wręcz staje się częścią problemu. - Dezinformacja trafia tam, gdzie rzetelnych informacji i wiedzy brakuje. I tak niestety jest na polu energetyki i transformacji, gdzie brakuje polityki klimatycznej rządu, dokumentów strategicznych i dobrych kampanii informacyjnych z realnymi przykładami. Mało tego - zdarza się, że rząd sam wzmacnia te nieprawdziwe narracje, na przykład o tym, że pompa ciepła nadaje się tylko do budynków w pełni poddanych termomodernizacji - uważa Paweł Lachman. 

Rosyjski trop

- Widzimy dezinformację głównie w mediach społecznościowych, karmioną przede wszystkim ruchem generowanym za pomocą botów. To bardzo liczne konta, które są aktywne tylko po to, żeby podawać nieprawdziwe treści i wzmacniać się wzajemnie - mówi o obserwowanej dezinformacji ws. pomp ciepła Paweł Lachman. 

Wskazana przez niego strona legaartis.pl była oskarżana o pokazywanie rosyjskiej dezinformacji. Zdaniem ekspertów odnawialne źródła energii mogą być celem ataków Rosji, ponieważ bezpośrednio godzą w jej interesy. Każdy samochód elektryczny to mniej zużytego paliwa, pompy ciepła czy wiatraki ograniczają zużycie gazu, tymczasem to na ich sprzedaży Moskwa zarabia. Nawet jeśli Europa w dużej mierze odcięła się od importu paliw kopalnych z Rosji, to w jej interesie i tak jest utrzymanie jak najdłużej jak największego popytu na nie. 

W sprawie rosyjskiego udziału w dezinformacji nie musimy posługiwać się wyłącznie hipotezami, bo widzimy też konkretne ślady. - Analizując na bieżąco nowe tematy, zmiany narracji w rosyjskich agencjach prasowych i innych mediach jesteśmy w stanie przewidzieć, co niedługo pojawi się w Polsce - mówi nam prof. UW Grzegorz Gudzbeler, zastępca dyrektora w Sieci Badawczej Łukasiewicz – Warszawskim Instytucie Technologicznym. 

Jak tłumaczy ekspert w dziedzinie nauk o bezpieczeństwie, Rosja "testuje" wewnętrznie, jak działa dezinformacja i manipulujące narracje, zanim zostaną one wykorzystane za granicą. Dzięki temu - wykorzystując m.in. narzędzia sztucznej inteligencji - można starać się przewidywać, na jakie tematy zostanie położony nacisk w działaniach dezinformacyjnych. 

- Już sama świadomość tego, że pewne tematy będą pojawiały się w naszej przestrzeni informacyjnej,  pozwala prowadzić działania wyprzedzające. Prostowanie nieprawdziwych informacji może zapobiegać efektowi kuli śnieżnej i osiąganiu przez nie bardzo dużych zasięgów w sieci - mówi prof. Gudzbeler.

Ekspert zwraca uwagę, że w ostatnich kilku latach "znacząco zmieniła się skala" dezinformacji w internecie. - To nie są już wpisy pisane przez ludzi na farmie trolli gdzieś pod Petersburgiem, tylko treści generowane w dużych modelach językowych, wrzucane do sieci de facto automatycznie - mówi. Nieraz treści powstające w rosyjskich agencjach prasowych są tłumaczone przez takie modele językowe na polski i inne języki, a później rozpowszechnianie przez sieci kont i stron. 

To oznacza, że do walki z dezinformacją nie wystarczy już "ręczna" praca małych grup, na przykład serwisów fact-checkingowych. Konieczne jest wykorzystanie narzędzi cyfrowych oraz sztucznej inteligencji. Przykładem takich działań jest tworzony m.in. przez Uniwersytet Warszawski system IKONA - czyli "Identyfikacja, KOlekcjonowanie i oceNA nieprzyjaznych operacji dezinformacyjnych w cyberprzestrzeni, prowadzonych w oparciu o narzędzia teleinformatyczne". Modele językowe rozpoznają m.in. emocjonalne nacechowanie treści, mieszanie prawdy i fałszu lub układanie ich w taki sposób, aby osiągały jak największy zasięg w internecie. - System automatycznie takie treści wykrywa - wyjaśnia prof. Gudzbeler.

Jednak dezinformacja kierowana bezpośrednio ze wschodu to tylko część problemu. Bo czasem jej źródła są także w kraju, a nieraz są nimi sami politycy, którzy jednocześnie deklarują, że chcą z dezinformacją walczyć.

Przeczytaj źródło