Czy Rian Johnson to następca Agathy Christie? Seria „Na noże” zapowiada nową erę kryminału

23 godziny temu 11
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Czy Rian Johnson to następca Agathy Christie? Seria „Na noże” zapowiada nową erę kryminału

Ida Marszałek

8 stycznia 2026

Grono podejrzanych i detektyw Benoit Blanc w filmie „Żywy czy martwy” (Fot. materiały prasowe)

Grono podejrzanych i detektyw Benoit Blanc w filmie „Żywy czy martwy” (Fot. materiały prasowe)

Zamknięte grono podejrzanych, mieszanina specyficznych charakterów i genialny detektyw, który jak magik przed oniemiałymi widzami wyciąga mordercę z kapelusza. Brzmi jak opis filmu z serii „Na noże", ale wielbiciele klasyki kryminału mogą się kłócić, że to raczej streszczenie dowolnego utworu Agathy Christie. Od premiery pierwszego kryminału Riana Johnsona nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to wszystko już gdzieś widziałam. Nadchodząca premiera serialu Netflixa „Siedem zegarów Agathy Christie" to kolejny argument za tym, że znów wchodzimy w złotą erę opowiadania detektywistycznego.

„Miałam go przed oczyma – niedużego, schludnego jegomościa, wiecznie coś porządkującego, lubiącego, żeby rzeczy były do pary i kanciaste, a nie okrągłe. I musi być bardzo bystry – powinien mieć szare komórki (...) Nazywać się musi jakoś wspaniale, tak jak Sherlock Holmes i jego rodzina” – tak w swojej autobiografii Agatha Christie wspominała moment, gdy Hercule Poirot zaczął urzeczywistniać się w jej głowie. Niski Belg o głowie w kształcie jajka i ogromnej przenikliwości nie był jedynym detektywem w twórczości Christie, ale nie bez powodu stał się tym najsłynniejszym i najdłużej występującym. Gdy po raz pierwszy zobaczyłam Benoit Blanc na ekranie, wiedziałam, że to nie może być przypadek. Charakterystyczny akcent, ekscentryczne zachowanie, nawet francusko brzmiące nazwisko. To wszystko wręcz krzyczało „naśladowca Poirota!”.

Agatha Christie pisząca na maszynie w swoim domu, Greenway House, Devon, styczeń 1946 r. (Fot. Getty Images)

Agatha Christie pisząca na maszynie w swoim domu, Greenway House, Devon, styczeń 1946 r. (Fot. Getty Images)

Rian Johnson nigdy nie ukrywał inspiracji twórczością pisarki.

„Myślałem o filmach Agathy Christie, w których Peter Ustinov grał Poirota, kiedy to pisałem. Były dla mnie punktem odniesienia, z tym poczuciem gwiazdorskiej obsady, grupy aktorów, których uwielbiasz oglądać, świetnie się bawiących” – powiedział w jednym z wywiadów.

Podobieństwa nie kończą się jednak na postaci detektywa ani na plejadzie gwiazd, która – jak z łatwością mogę sobie wyobrazić – ma na planie porównywalny ubaw jak podczas produkcji filmów Wesa Andersona.

Różne zagadki, jeden detektyw. Konstruując swój kryminał Johnson sięgnął po strukturę, która sprawdziła się w przypadku Christie, a wcześniej u Arthura Conana Doyle’a. Postać śledczego spaja poszczególne części, tworzy świat ponadtekstowy, a zarazem daje możliwość rozpoczęcia każdej odsłony serii z czystym kontem i nowym zestawem podejrzanych. Tak zapoczątkowana formuła ma niemal niewyczerpane możliwości, o ile nie znudzi się widzom. Ale patrząc na niedawny sukces trzeciej części „Na noże": „Żywy czy martwy” raczej nie wydarzy się to w najbliższych latach.

Znajoma twarz daje publiczności kinowej bohatera, któremu może nieustannie kibicować, wolnego od podejrzeń (choć ten, kto zna literaturę Christie, wie, że nie zawsze była to u niej reguła). Krótka powieść, czy dwugodzinny film nie zapewni pogłębionej analizy każdego z bohaterów. Ale Herculesa Poirota czytelnicy mogli poznawać stopniowo i szczegółowo, na przestrzeni poszczególnych prowadzonych przez niego spraw kryminalnych. Szef belgijskiej policji, zwolniony ze służby wojskowej ze względu na obrażenia odniesione w bitwie pod Sommą, zmuszony do ucieczki podczas I wojny światowej, osiadł w Anglii, gdzie zaczął rozwiązywać sprawy cywilne jako prywatny detektyw. Cechy Poirota objawiały się w jego wyglądzie zewnętrznym: wywoskowanym wąsiku i idealnie skrojonym garniturze. Był pedantyczny, skrupulatny, próżny, zadufany w sobie i jak na przenikliwą postać przystało: w dużej mierze samoświadomy. Przez swój akcent bywał brany za Francuza (Anglicy i Francuzi stereotypowo nie darzą się sympatią) i obraźliwie nazywany „żabojadem”, jego nietypowe zachowanie i ubiór często powodowały uniesienie brwi. Nieznośny charakter, pochodzenie i podejście do życia – wszystko to, co czyniło go natychmiast rozpoznawalnym, sprawiało zarazem, że Poirot w otaczającym go świecie był outsiderem. Podobnie jak bohater serii „Na noże”.

Brytyjski aktor David Suchet, jeden z najsłynniejszych odtwórców Herculesa Poirota w serialu stacji LWT (Fot. Avalon/Getty Images)

Brytyjski aktor David Suchet, jeden z najsłynniejszych odtwórców Herculesa Poirota w serialu stacji LWT (Fot. Avalon/Getty Images)

Choć o granym przez Daniela Craiga Benoicie Blancu nie wiemy nawet w połowie tyle, poszczególne części serii, zostawiają nam poszlaki do rozwikłania jego zagadkowej osobowości. Na ten moment możemy rozpoznać akcent. Jak go określiła postać Chrisa Evansa w „Na noże”: „śpiewny, jak z kentuckyjskiej smażalni Foghorn Leghorn”. Południowa wymowa wraz z francuskim nazwiskiem wskazuje na pochodzenie z okolic Luizjany. Z drobnych aluzji, szczątków rozmów dowiadujemy się, że jego ojciec również był detektywem, a Blanc wychowywał się w religijnym domu, co mogło przesądzić o jego obecnym ateizmie. Mieszka ze swoim mężem, Phillipem (w tej epizodycznej roli wystąpił Hugh Grant w uroczym różowym fartuszku). A jego wymuskana garderoba plasuje się gdzieś pomiędzy stylem kowboja, a profesora z Oxfordu. W filmach wspomniane zostają też wcześniejsze sprawy detektywa, które przyniosły mu sławę i rozpoznawalność – nie codziennie trafia się na łamy New Yorkera. Po okruszkach do celu. Myślę, że Rian Johnson celowo nie odkrywa wszystkich kart, żeby przy każdej kolejnej części serii wzmagać naszą ciekawość. Blanc z pewnością wyróżnia się na tle szarego, a nawet kolorowego tłumu. I tak jak Poirot, ma problemy, by wpasować się w otoczenie.

Towarzystwo, w jakim obraca się bohater, nie zachęca jednak do tego, by dorównać do jego standardów. Już w pierwszym filmie serii „Na noże” Benoit Blanc trafia do prawdziwego piekła na ziemi – zamożnego domu pełnego krwiożerczych spadkobierców. Upiorna rodzinka w walce o spadek po zamordowanym nestorze rodu (Christopher Plummer) posunie się do wszystkiego. Swojską patologię tworzą ekscentryczne postacie grane przez: Jamie Lee Curtis, Toni Collette, Michaela Shannona, Chrisa Evansa, Katherine Langford. Karykaturalne przedstawienie bogaczy wpisuje wszystkie trzy filmy z rodziny „Na noże” w bardzo popularny ostatnio gatunek „eat the rich”. Zazwyczaj patrzący na wszystkich z góry, schodzą do poziomu parteru i walczą o wpływy i korzyści finansowe, nie inaczej niż tłumy rzucające się na promocje z okazji Black Friday. Komentarz społeczny Johnsona uderza w kolejne warstwy bogaczy. W „Glass Onion" w potentatów technologicznych w rodzaju Elona Muska, a w „Żywy czy martwy” we wpływowych reprezentantów instytucji kościelnych.

Bogata rodzinka z piekła rodem w filmie  „Na noże\

Bogata rodzinka z piekła rodem w filmie „Na noże" (Fot. materiały prasowe)

Ośmieszenie elit, choć bardziej subtelne, odbywa się także w powieściach i filmach z Herculesem Poirotem. Z uwagi na koszty jego usług i ogromną dyskrecję, po pomoc belgijskiego detektywa zgłaszały się zwykle reprezentanci wyższych sfer. Kryminalne intrygi dawały wstęp do ich niedostępnego świata, naruszały wrażenie nietykalności. Ciekawe, że złota era kryminału, do której przyczyniła się twórczość Agathy Christie, przypadała na lata 20. i 30. XX wieku, okres największego światowego kryzysu gospodarczego. Wielka Depresja, następnie II wojna światowa powodowały, że czytelnicy chętnie nabijali się z możnych tego świata, a także uciekali w rozrywkową lekturę. Wobec obecnego kryzysu i wojen być może mamy do czynienia z podobnym eskapizmem.

A jeśli o rozrywce mowa, zarówno Agatha Christie, jak i Rian Johnson wiedzą, co robią. Oboje z wprawą żonglują gatunkami, tworząc mieszanki urozmaicające klasyczną opowieść kryminalną. Powieść Christie „I nie było już nikogo” nosi znamiona slashera, a „Kurtyna” to thriller rekonstruujący działania seryjnego mordercy. Akcja jej utworów toczy się zarówno na wsi, przy archeologicznych wykopaliskach, na łodzi płynącej Nilem, w samolocie i Orient Expressie. Jak Johnson przyznał w wywiadzie, idąc za przykładem Christie, w ramach serii o Benoit Blanc, chce wprowadzić jak największą różnorodność, nie tylko gatunkową, ale także dotyczącą miejsc zbrodni. W pierwszej części detektyw bada sprawę w zakurzonym domu, pełnym amerykańskich wartości, w drugiej (na wzór serialu „Biały lotos”) zabiera nas na prywatną wyspę w Grecji, w trzeciej ląduje w wiejskiej parafii w północnej części stanu Nowy Jork. Kto wie, gdzie nas poniesie w czwartej odsłonie serii?

Potentat technologiczny Miles Bron (Edward Norton) z zaproszonymi gośćmi na prywatnej greckiej plaży w filmie „Glass Onion\

Potentat technologiczny Miles Bron (Edward Norton) z zaproszonymi gośćmi na prywatnej greckiej plaży w filmie „Glass Onion" (Fot. materiały prasowe)

Zmiana lokacji, bohaterów i tragicznych okoliczności, to jednak tylko wycinek rozrywkowego potencjału, jaki dostarcza twórczość Christie i Johnsona. Myślę, że najbardziej angażujący z aspektów to zaproszenie odbiorcy do wspólnej gry. Jedną z naczelnych cech klasycznego kryminału jest zasada „fair play”, zgodnie z którą zakres wiedzy czytelnika i detektywa musi być taki sam, aby ich szanse na rozwiązanie tajemnicy były równe. Oznacza to, że widz sam może wcielić się w detektywa i popisać przenikliwością, wyznaczając mordercę, zanim napisy końcowe wjadą na ekran. Pamiętam jakim wyzwaniem i wysiłkiem intelektualnym było dla mnie rozwiązanie każdej ze spraw zainscenizowanych przez Christie, kiedy jako nastolatka pochłaniałam jej książki i filmy z Davidem Suchetem w roli Poirota. Rian Johnson niestety musi jeszcze popracować nad zwodzeniem widza na manowce. Zaskakujące finały jego filmów nie są nawet w połowie tak zaskakujące, jak w przypadku angielskiej mistrzyni kryminału.

Nie bez powodu użyłam wcześniej słowa „inscenizacja”. Wiele z powieści i opowiadań Agathy Christie miało czysto teatralny charakter. Jedność miejsca, a w niektórych wypadkach także czasu, konkretne grono podejrzanych, częste wykorzystanie przebieranek, morderca kontrolujący sytuację i manipulujący poszczególnymi osobami dramatu niczym reżyser – to motywy konsekwentnie powracające w jej literaturze. Nic dziwnego, że jej twórczość tak świetnie sprawdzała się na deskach teatru. Hermetyczną atmosferę z powodzeniem naśladuje Johnson. W ramach „teatru w teatrze” w jego najnowszym filmie „Żywy czy martwy” niemożliwe do wykonania morderstwo rozgrywa się przy kościelnym ołtarzu, na oczach zgromadzonych w ławach wiernych. Od pytania „kto zabił?”, istotniejsze staje się: „jak zabił?” – co również u Christie stanowiło łamiącą głowę zagadkę.

Nie samą rozrywką człowiek żyje. Oprócz dobrej zabawy lektura Agathy Christie oferowała też pogłębiony obraz pokolenia naznaczonego dwiema światowymi wojnami. W swoich książkach uchwyciła zachodzące zmiany społeczne, powolne zanikanie sztywnych podziałów klasowych i płciowych oraz niepokojący rozwój kapitalizmu. Natomiast tok rozumowania Herculesa Poirota, detektywa skupiającego się na psychologii mordercy, był punktem wyjścia do rozważań bardziej egzystencjalnych, na temat natury człowieka oraz moralności. Jednym z największych etycznych wyzwań w karierze detektywa staje się sprawa z powieści „Morderstwo w Orient Expressie", w którym Poirot postanawia samodzielnie zadecydować o losie mordercy, zamiast oddać go w ręce policji.

Choć Rian Johnson w swoich filmach często stawia na efekt komediowy, również całkiem dobrze udaje mu się oddać ducha współczesnych czasów. Na przykładzie skłóconych rodzin, grup przyjaciół i wiejskich mikrospołeczności porusza problemy klasowe, rasowe, genderowe, zmieniając typowy seans z popcornem w okazję do głębszych refleksji. W tym wymiarze sprawdza się zwłaszcza „Żywy czy martwy”. Błyskotliwa fabuła gromadzi pod dachem kościoła wszystkie możliwe uprzedzenia ukazując, w jaki sposób zakompleksione jednostki dowartościowują się przez podział na „my” i „oni”. Zadaje także pytanie o prawdziwą rolę Kościoła w dzisiejszym świecie. Jedna z najśmieszniejszych scen filmu, rozmowa telefoniczna księdza Juda Duplenticy, byłego boksera i nieoficjalnego pomocnika Benoita Blanca, z parafianką, która może być kluczowym świadkiem w sprawie, przeradza się niespodziewanie w najbardziej wzruszającą scenę wspólnej modlitwy. Duża w tym zasługa Josha O'Connora, który w roli duchownego z tatuażem na szyi i ogromnym powołaniem w sercu, bije całą gwiazdorską obsadę filmu na głowę.

Detektyw Benoit Blanc (Daniel Craig) i Wielebny Jud Duplenticy (Josh O'Connor) w filmie „Żywy czy martwy” (Fot. materiały prasowe)

Detektyw Benoit Blanc (Daniel Craig) i Wielebny Jud Duplenticy (Josh O'Connor) w filmie „Żywy czy martwy” (Fot. materiały prasowe)

O roli Riana Johnsona w ożywieniu gatunku według współczesnych założeń, będziemy mogli podyskutować tak naprawdę za kilka lat, kiedy seria będzie liczyć kolejnych 10 części, ale ogromna oglądalność „Na noże” z pewnością wskazuje na pewien przełom. Być może Johnson wraz z Craigiem doczekają się nawet godnej konkurencji. Nowy serial Netflixa, „Siedem Zegarów Agathy Christie”, którego premiera zaplanowana jest na 15 stycznia, ma na to zadatki. Jest nadzieja, że produkcja na podstawie powieści „Tajemnica Siedmiu Zegarów” Agathy Christie, z Heleną Bonham Carterter w obsadzie nie zaszlachtuje klasyki kryminału tak jak koszmarne ekranizacjeautorstwa Kennetha Branagha, a to już wielki plus. Potrzebujemy dobrych detektywów i logicznego myślenia. Jak mawiał Hercules Poirot: „Jeśli szare komórki nie pracują, rdzewieją”.

Autopromocja

Przeczytaj źródło