Dbałością o dobro obywateli można wytłumaczyć pozyskiwanie wszelkich możliwych danych osobowych. A dzięki nowoczesnym technologiom państwo i tak już wie lub może wiedzieć nie tylko to, ile ktoś zarabia i gdzie pracuje, lecz także to, co kupił na śniadanie, jakiej muzyki lub podcastów słucha, z kim i kiedy rozmawia, dokąd jeździ na wakacje. Czy naprawdę musi też wiedzieć, jaka jest jego waga?
Jeśli wybierasz się np. do Hiszpanii lub Włoch i chcesz skorzystać z zakwaterowania w formie Airbnb, musisz przesłać właścicielowi najmowanego lokalu zdjęcie swojego dowodu osobistego (obu stron). Automatycznie pojawia się wówczas pytanie: to jak to jest z tą ochroną danych osobowych? Na obszarze UE obowiązuje przecież RODO, media trąbią o tym, żeby nie udostępniać informacji o sobie, a dowód lepiej tylko okazać, niż podać komuś do ręki. Ponadto trzeba uważać na oszustów podszywających się pod inne osoby. A tu nagle jeśli chcę skorzystać z noclegu, to muszę wysyłać zdjęcia swojego dowodu osobistego obcej osobie i to na dodatek za granicę. Bo takie jest tamtejsze prawo, choć przecież to kraj UE.
RODO a wizyta u lekarza
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Łukasz Guza
zastępca redaktora naczelnego DGP
Zobacz
Popularne Zobacz również Najnowsze
Przejdź do strony głównej

2 dni temu
6







English (US) ·
Polish (PL) ·