- Odejście od paliw kopalnych jest nieuniknione. Pozostaje odpowiedzieć na pytania: jak szybko i w jaki sposób - mówiła na szczycie klimatycznym COP30 Irene Vélez Torres, ministerka środowiska Kolumbii. Po ponad 30 latach globalnych negocjacji ws. klimatu część krajów chce wreszcie odnieść się do głównych źródeł problemu: ropy, węgla i gazu.
Fot. REUTERS/Douglas Pingituro
Pożar, który wybuchł w tym tygodniu w jednym z pawilonów szczytu klimatycznego w Belem w brazylijskiej Amazonii, aż prosi się, by potraktować go metaforycznie. "Planeta płonie", ludzie w garniturach biegają w popłochu, a grupka strażaków walczy z ogniem. Czy brazylijski szczyt przyniesie coś, czego nie udało się uzyskać przez 29 wcześniejszych spotkań COP?
Już od ponad pół wieku wiemy, że paliwa kopalne - ropa, węgiel i gaz - są główną przyczyną zmiany klimatu (za mniejszą część odpowiada rolnictwo, wycinki lasów i przemysł). Jednak przez ponad 30 lat globalnych negocjacji i szczytów klimatycznych były one niczym niewygodny "elephant in the room" ("słoń w pokoju"), którego się ignoruje, by nie sprawiać sobie kłopotów. Porozumienia i konwencje mówiły o emisjach gazów cieplarnianych i stopniach Celsjusza ocieplenia, ale nie o odejściu od paliw kopalnych, które są źródłem problemu.
Dopiero dwa lata temu na szczycie w Dubaju kraje świata zgodziły się podpisać dokument z jednym kluczowym zdaniem, deklaracją "odchodzenia od paliw kopalnych etapami w sposób zrównoważony". Teraz, na konferencji COP30, gospodarz - Brazylia - i grupa innych krajów chcą przekuć tę deklarację w konkrety. Powstać ma nowy proces, który wypracuje plan, tzw. mapę drogową, odchodzenia od paliw kopalnych.
Co na to Polska?
Chociaż kraje od ponad 30 lat pracują nad rozwiązaniem problemu zmian klimatu, a w 2015 roku postawiły sobie limit wzrostu globalnej temperatury, to emisje gazów cieplarnianych cały czas rosną. W ostatnich latach znacznie przyspieszył też rozwój czystych technologii, jak odnawialne źródła energii oraz samochody elektryczne.
Jednak zdaniem krajów stojących za inicjatywą "mapy drogowej" w ślad za odchodzeniem od paliw kopalnych nie poszła dyskusja i wymiana doświadczeń choćby w kwestii tego, jak kraje (a nawet poszczególne firmy) mogą w "bezpieczny i sprawiedliwy" sposób ograniczać produkcję ropy, węgla i gazu. Dlatego pomysłodawcy "mapy drogowej" chcą stworzyć forum do takiej debaty i wypracowania konkretnego planu. Pierwsze spotkanie miałoby odbyć się w przyszłym roku w Kolumbii, która jest jednym z najzagorzalszych zwolenników inicjatywy. Stworzony plan miałby odnosić się do zróżnicowanej sytuacji krajów na świecie - od bogatych państw wydobywających ropę, jak Norwegia i Arabia Saudyjska, które muszą znaleźć nowe źródła dochodu, po państwa ubogie, gdzie paliwa kopalne są traktowane jako narzędzie rozwoju.
Na liście wspierających inicjatywę jest już ponad 80 krajów świata, w tym Niemcy, Meksyk, Holandia, Korea Południowa i Wielka Brytania. Wśród nich nie ma Polski. Na szczycie kraj reprezentuje wiceminister Krzysztof Bolesta, który na spotkaniu z Sekretarzem Generalnym ONZ "podkreślił znaczenie sprawiedliwej transformacji oraz konieczność wyważenia rezultatów rozmów dotyczących adaptacji z globalnym wysiłkiem państw na rzecz redukcji emisji".
Swoje poparcie dla inicjatywy "mapy drogowej" wyraziła jednak Unia Europejska, co oznacza de facto zgodę wszystkich krajów członkowskich, w tym także Polski.
Brazylijska prezydencja szczytu i prezydent kraju Luiz Inácio Lula da Silva stawiają sobie za cel wypracowanie porozumienia, które rozpocznie prace nad "mapą drogową" odejścia od paliw kopalnych, a także analogicznymi inicjatywami wokół ochrony lasów na świecie i finansowania walki ze zmianą klimatu.
Szczyt COP30 powinien teoretycznie zakończyć się w piątek, jednak konferencje klimatyczne zazwyczaj przedłużają się do momentu wynegocjowania porozumienia - zatem może ono zostać przyjęte w sobotę lub niedzielę.
Nie ma czasu do stracenia
W przyjętym 10 lat temu Porozumieniu paryskim kraje świata zgodziły się zatrzymać wzrost globalnej temperatury na poziomie "znacznie poniżej" dwóch stopni Celsjusza, najlepiej - półtora stopnia. Jednak ten niższy poziom zostanie przebity już w kolejnej dekadzie, a teraz trwa walka o to, aby temperatura nie wzrosła dużo powyżej półtora stopnia. To wymaga jednak błyskawicznych działań.
Emisje dwutlenku węgla nie tylko muszą przestać rosnąć - konieczne jest to, żeby zaczęły szybko spadać. "Musimy zacząć już teraz ograniczać emisję CO2 z paliw kopalnych o co najmniej pięć proc. rocznie. Jest to konieczne, aby uniknąć niemożliwych do opanowania i niezwykle kosztownych skutków zmian klimatycznych, które dotkną wszystkich ludzi na świecie" - napisano w specjalnym oświadczeniu grupy czołowych specjalistów od klimatu, w tym profesora Johana Rockstroma, dyrektora Poczdamskiego Instytutu Badań nad Klimatem.
Jak piszą naukowcy, świat musi "zbliżyć się jak najbardziej do zerowej emisji paliw kopalnych do 2040 r., najpóźniej do 2045 r. Oznacza to brak nowych inwestycji w paliwa kopalne na całym świecie, zniesienie wszystkich dotacji do paliw kopalnych oraz opracowanie globalnego planu sprawiedliwego wprowadzania odnawialnych i niskoemisyjnych źródeł energii, a także szybkiego wycofania paliw kopalnych".
Opublikowana w czasie szczytu analiza pokazuje, że gwałtowne przyspieszenie transformacji może jeszcze pozwolić nam zatrzymać ocieplenie na umiarkowanie bezpiecznym poziomie. Potrojenie mocy energii odnawialnej, podwojenie efektywności energetycznej i ścięcie emisji metanu do 2030 roku pozwoliłoby złagodzić wzrost temperatury. Zamiast prognozowanych obecnie niespełna trzech stopni ocieplenia - z katastrofalnymi skutkami - dałoby to szanse na zatrzymanie wzrostu temperatury na poziomie 1,7 stopnia Celsjusza.



English (US) ·
Polish (PL) ·