Świnia, czyli jeden z bohaterów drugiej odsłony akcji #OswajamyPodróże, wywołała kontrowersje. – Kampania utrwala najbardziej bolesne stereotypy – mówi w rozmowie z „Wprost” Ewa Godlewska, prezes Zarządu Fundacji na rzecz Leczenia Otyłości. Swoje „ale” zgłaszają także mazowieccy Zieloni. ZTM reaguje na krytykę, ale zapowiedziane działanie, a właściwie jego tempo, nie wszystkich satysfakcjonuje.
#OswajamyPodróże to kampania edukacyjna Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie. Jej celem jest kształtowanie dobrych nawyków u osób korzystających z komunikacji, aby wszyscy pasażerowie – których blisko miliard rocznie podróżuje Warszawskim Transportem Miejskim – mogli czuć się komfortowo i bezpieczne. I choć cel jest słuszny, sposób realizacji budzi poważne wątpliwości.
Żółw, kura, goryl i… świnia. Warszawska kampania wywołała burzę
W pierwszej odsłonie kampanii pojawiło się dwóch bohaterów. Żółw miał symbolizować pasażerów z plecakami, którzy utrudniają innym poruszanie się w autobusach, tramwajach i innych środkach transportu. Z kolei kura miała być metaforą tych podróżnych, którzy zakłócają innym spokój, prowadząc głośne rozmowy telefoniczne lub hałasując w inny sposób.
Nowa odsłona akcji przyniosła dwóch kolejnych bohaterów. Jednym z nich jest goryl, który utrudnia wsiadanie i wysiadanie innym pasażerom, stojąc w drzwiach lub przejściu. Ale to nie on wywołał kontrowersje. Prawdziwa burza przetoczyła się wokół kolejnej postaci.
„Świnia symbolizuje pasażerów, którzy pojazdy WTP traktują jak restaurację. Jedzenie i picie w autobusie, tramwaju, czy metrze często kończy się zabrudzeniem siedzeń i podłóg, a unoszący się zapach także wpływa na komfort podróżowania współpasażerów. A przecież to nasza wspólna przestrzeń” – czytamy na stronie Warszawskiego Transportu Miejskiego.Wspomniana świnia to tak właściwie człowiek z głową tego zwierzęcia. Ma widoczną nadwagę. Je kanapkę typu fast food, na jego białej bluzce widać czerwoną plamę z sosu. Swoim zachowaniem przyciąga spojrzenia innych pasażerów, a na twarzy siedzącej w pobliżu kobiety maluje się pewnego rodzaju odraza.
Fundacja na rzecz Leczenia Otyłości grzmi ws. głośnej kampanii. „Bolesne stereotypy”
Oburzenia nie kryje Ewa Godlewska, prezes Zarządu Fundacji na rzecz Leczenia Otyłości. – Jak po raz pierwszy zobaczyłam tę kampanię, pomyślałam: „Jak tak można?”. Jak można w taki sposób promować coś, co jest de facto słuszne, żeby nie spożywać posiłków w komunikacji miejskiej? Jak można uderzyć tak mocno w grupę pacjentów, którzy są i tak bardzo pokrzywdzeni, nierozumiani, stygmatyzowani i dyskryminowani? – pyta w rozmowie z „Wprost”.
– Chociaż zamysł tej kampanii jest słuszny, to jej wykonanie jest po prostu szkodliwe i wywołuje z jednej strony ogromny smutek, a także poczucie krzywdy, niesprawiedliwości i upokorzenia. Kampania utrwala najbardziej bolesne stereotypy – podkreśla nasza rozmówczyni.Godlewska przypomina, że „otyłość to choroba, której nie da się ukryć, jak w przypadku innych problemów zdrowotnych”. – Ona publicznie obnaża, widać ją na pierwszy rzut oka. A przecież często nie chcemy, żeby ktoś wiedział, na co chorujemy – mówi.
– My, jako Fundacja na rzecz Leczenia Otyłości, chcemy odczarować tę chorobę, żeby raz na zawsze skończyć ze stereotypem, że choroba otyłościowa dotyczy osób leniwych, zaniedbanych, jedzących byle co, dużo i w każdym miejscu. Ta kampania to po prostu straszny cios dla pacjentów i organizacji pacjenckich, która powoduje, że na nowo odżywa szkodliwy stereotyp dotyczący choroby otyłościowej – dodaje nasza rozmówczyni.
ZTM reaguje po fali krytyki. „Wygaszamy prezentowanie tej postaci”
Zwróciliśmy się do rzecznika Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie z prośbą o odniesienie się do krytycznych głosów, a także z pytaniem, jakie działania zostaną podjęte.
„Celem kampanii jest zwrócenie uwagi na zachowania niepożądane w komunikacji miejskiej, poprzez użycie metafor dla wzmocnienia przekazu. Kampania nie kategoryzuje ludzi ze względu na ich cechy fizyczne, a więc nie piętnuje także osób otyłych. W trakcie przygotowań kampanii nie odnotowaliśmy żadnego głosu krytycznego w tym kontekście (przeprowadzone były m.in. badania opinii publicznej). Natomiast zawsze jesteśmy otwarci na wszelkie uwagi, dlatego stopniowo wygaszamy prezentowanie tej postaci” – informuje Tomasz Kunert w wiadomości wysłanej do „Wprost”.


English (US) ·
Polish (PL) ·