Czegoś takiego w skokach jeszcze nie było. Nadchodzi rewolucja

23 godziny temu 5

Domen Prevc od początku poustawiał pionki na narciarskiej szachownicy tak, jak chciał. Żałować może co najwyżej tego, że z tercetu skoczków, którzy wygrali wszystkie cztery konkursy TCS, nie uczynił kwartetu. Co nie znaczy, że TCS przeszedł bez historii. One były, na czele z pasjonującą rywalizacją w Innsbrucku i premierowym zwycięstwem w karierze Rena Nikaido. Japończyk nie tylko już na zawsze wpisał się na listę konkursowych triumfatorów w Pucharze Świata, ale też dokonał sztuki, która jest wręcz szokująco rzadka.

Zobacz wideo Niesamowity wyczyn Tomasiaka. Czekaliśmy na to 18 lat

Skoczek XXI wieku na szczyt idzie powoli. Tylko dwóch zwycięzców

Trudno w to uwierzyć, ale triumf Nikaido było dopiero dziesiąte w historii PŚ konkursowe zwycięstwo skoczka urodzonego w XXI wieku. Mało tego! Wszystkie dziewięć poprzednich, a także kolejne, dwa dni później w Bischofshofen, należy do Daniela Tschofeniga (2002), więc rok starszy od niego Japończyk to dopiero drugi taki zawodnik w dziejach. Przez lata skoki jawiły się jako dyscyplina, w której nawet ci mniej doświadczeni nie mieli kłopotów z szybkim sięganiem szczytów. W ostatniej dekadzie to się zmieniło, a młodość już tak często nie wylatuje nad poziomy.

Nie sugerujemy oczywiście, że 1 stycznia 2001 r. doszło do ewolucyjnego tąpnięcia i po tej dacie nagle zaczęli się rodzić skoczkowie mniej utalentowani. Choć akurat miłośnicy magii lub teorii spiskowych mieliby podstawy do doszukiwania się pewnej klątwy... Wszak akurat wtedy noworoczny konkurs w Ga-Pa wygrał Noriaki Kasai, czyli zawodnik najmocniej kojarzony z udowadnianiem wszystkim, iż sportowo stary człowiek też potrafi. Fakty są jednak takie, że skoczek XXI wieku to najczęściej skoczek bez wielkich triumfów.

Rewolucja zaczyna się teraz? Ten TCS był wyjątkowy

Do zmiany pokoleniowej w końcu dojdzie, a częściowo już doszło. Ze skoczków, którzy w drugiej dekadzie XXI wieku zdobywali Kryształową Kulę, w światowej czołówce są już tylko Ryoyu Kobayashi i Stefan Kraft. Za to Gregor Schlierenzauer, Peter Prevc czy Severin Freund pokończyli już kariery, a Kamil Stoch zrobi to za niespełna trzy miesiące. Jednak ostatnie 10, a nawet 15 lat to w skokach okres, w którym próżno szukać historii a'la Schlierenzauer czy Thomas Morgenstern, którzy potrafili ustawiać rywali po kątach jeszcze zanim mogli legalnie kupić alkohol lub zrobić prawo jazdy. Nawet patrząc na sam Turniej Czterech Skoczni, to Daniel Tschofenig, Ren Nikaido i Stephan Embacher meldując się w Top 10, dokonali sztuki naprawdę rzadkiej.

Przed bieżącą edycją, od sezonu 2015/16 tylko trzykrotnie zdarzyło się, by tę imprezę w czołowej dziesiątce kończył skoczek urodzony w XXI w. Co więcej, takich skoczków było tylko dwóch, bo Tschofenig robił to dwa razy, zajmując ósme miejsce w sezonie 2022/23 i wygrywając poprzedni TCS. Również w zeszłym roku dziewiąty był Maximilian Ortner (rocznik 2001). Tym razem Tschofenig dokonał tego po raz trzeci, a do grona dołączyli Embacher oraz Nikaido. Japończyk to w tym gronie pierwszy nie-Austriak. Podsumowując, bieżąca edycja zgromadziła tyle samo XXI-wiecznych skoczków w czołowej dziesiątce, co dziesięć poprzednich razem wziętych.

Skoczkowie urodzeni w XXI wieku, którzy zajmowali miejsce w Top 10 TCS-u w latach 2016-2026:

  • 2022/23 - 8. Daniel Tschofenig
  • 2024/25 - 1. Daniel Tschofenig, 9. Maximilian Ortner
  • 2025/26 - 3. Stefan Embacher, 4. Ren Nikaido, 7. Daniel Tschofenig

Szkoda, że w Bischofshofen Top 10 uciekło Kacprowi Tomasiakowi (12. miejsce), ale jego rezultat to też bardzo duży wyczyn. Skoczków urodzonych w tym stuleciu z Top 15 TCS-u na koncie było przed tą edycją tylko sześciu (prócz Tschofeniga i Ortnera jeszcze Nikaido, Kristoffer Eriksen Sundal, Benjamin Oestvold i Tate Frantz). 

Poprzednie pokolenie szło znacznie pewniej. Ale to się może zmienić

Ale czy na pewno ta długa niemoc skoczków najnowszej generacji to tak dziwna sprawa? Czy wcześniej nie było tak samo? Postanowiliśmy wziąć pod lupę wcześniejszą dekadę, czyli zawodników urodzonych w latach 1991-2000 i ich dokonania w TCS-ach także 10 lat wstecz tzn. od sezonu 2005/2006 do 2014/15. Cóż nam wyszło z tej analizy? Ano to, że różnica jest mocno zauważalna. 

W tym okresie zawodnicy urodzeni od roku 91' do 00' wchodzili do czołowej dziesiątki Turnieju Czterech Skoczni łącznie 12 razy, czyli przeszło czterokrotnie więcej, niż przedstawiciele następnej dekady. Kto był pierwszy? Cóż, jeśli ktoś chciałby kiedyś stworzyć quiz o skokach, to pytanie o pierwszego skoczka urodzonego po rozpoczęciu 1991 roku w Top 10 TCS-u, byłoby idealne i trudne. Wszak Pascala Bodmera pamiętają zapewne głównie zagorzalsi fani. Skoczek-kometa. Szybko się pojawił, zniknął jeszcze szybciej. Jeden całkiem udany sezon w PŚ (2009/10), okraszony siódmym miejscem w 58. Turnieju Czterech Skoczni. Bodmer we sezonie 09/10 wywalczył 336 punktów. Przez całą resztę kariery łącznie tylko 147. 

Następcami Niemca byli m.in. Peter Prevc, czy jego rodacy Richard Freitag oraz Andreas Wellinger. Natomiast pierwszego triumfatora z lat 91-00 doczekaliśmy się w sezonie 2013/14. Historia absolutnie jeszcze bardziej szalona, niż z Bodmerem. Thomas Diethart (rocznik 92') zasadniczo zrobił to samo, co wcześniej Niemiec. Nagle się pojawił, a potem nagle zniknął. Tyle że u Austriaka skala była większa, bo on sensacyjnie wygrał TCS, a cały sezon PŚ finiszował na ósmym miejscu w klasyfikacji generalnej (dorzucił też wicemistrzostwo olimpijskie w drużynie w Soczi). W dodatku zapracował sobie na znak rozpoznawczy, czyli... różowe świnki, które Diethart z pasją kolekcjonował. 

Skoczkowie urodzeni między 1991 a 2000 rokiem, którzy zajmowali miejsce w Top 10 TCS-u w latach 2006-2016:

  • 2009/10 - 7. Pascal Bodmer
  • 2011/12 - 10. Richard Freitag
  • 2012/13 - 8. Peter Prevc, 9. Andreas Wellinger
  • 2013/14 - 1. Thomas Diethart, 4. Peter Prevc, 10. Andreas Wellinger
  • 2014/15 - 1. Stefan Kraft, 2. Michael Hayboeck, 3. Peter Prevc, 6. Richard Freitag
  • 2015/16 - 1. Peter Prevc, 3. Michael Hayboeck, 5. Stefan Kraft, 6. Johann Andre Forfang, 8. Anders Fannemel, 9. Richard Freitag

Tomasiak czyni rzeczy, których od Małysza nie widzieliśmy

Polaków na tych wszystkich listach znaleźć niełatwo, a właściwie jest to prawie niemożliwe. Nazywajmy rzeczy po imieniu, pokolenie lat 90. to nasza bardzo duża porażka. Bartłomiej Kłusek, Andrzej Stękała, Jan Ziobro, Krzysztof Biegun, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł i wielu więcej. Potencjał był, ale na nim się kończyło. Oczywiście poza Kłuskiem i Biegunem z wyżej wymienionych jeszcze wszyscy skaczą, ale o ile ktoś z nich nie pójdzie w ślady Manuela Fettnera i nie zacznie odnosić największych sukcesów bliżej 40-tki, sukcesów już naszym skokom nie przyniosą. Z nich wszystkich tylko Kot potrafił wskoczyć do Top 15 TCS-u. Zajął 12. miejsce w sezonie 2013/14, czyli tak, jak teraz Tomasiak. Przy czym Maciej miał już wtedy 22 lata, a nie 18. 

Tym bardziej należy doceniać to, co w tym sezonie robi Kacper Tomasiak. Rzecz jasna kluczowe będzie podtrzymanie formy w następnych latach, ale polskim skoczkom aż tak wczesne wysoki, nawet pojedyncze, praktycznie się nie zdarzają. Nasze talenty, nie licząc Adama Małysza, kwitną powoli. Kot pierwszy konkurs wygrał, mając 25 lat, Dawid Kubacki miał ich niespełna 29, Piotr Żyła 26, ale pierwszy medal mistrzostw świata (brąz w Lahti 2017) zdobył już jako 30-latek. Z obecnej kadry tylko Kamil Stoch zdobył pierwsze punkty, będąc młodszym niż Tomasiak obecnie (nie miał jeszcze 18 lat), ale nasz najlepszy obecnie skoczek już teraz zdobył więcej punktów PŚ (284), niż Stoch przez swoje pierwsze cztery sezony razem wzięte (245). 

Nie mogę jeszcze zrobić prawa jazdy. Ale być w czołówce TCS-u to już owszem

Z pewnością Polak ma duże szanse być w gronie zawodników, którzy przejmą kontrolę nad skokami narciarskimi w następnych latach. Był w minionym już TCS-ie drugim najwyżej sklasyfikowanym nastolatkiem, jedynie za Stephanem Embacherem. Austriak ledwo zdążył, bo 12 stycznia skończy 20 lat, ale fakt pozostaje faktem. Jest skoczkiem, który ukończył Turniej w Top 10 wciąż mając "naście" lat. A to rzadka sztuka. 

Od 1 stycznia 2001 roku udało się to tylko ośmiu zawodnikom. Nazwiska? Większość naprawdę ciekawa. Matti Hautamaeki, Andreas Kofler, Thomas Morgenstern (2 razy), Gregor Schlierenzauer (3 razy), Andreas Wellinger (2 razy). Embacher jest pierwszym, któremu się to udało od 2017 roku. Poprzednik? Jest nim... tegoroczny triumfator Domen Prevc (9. miejsce w sezonie 2016/17, miał wówczas 17 lat). Mówi się, że nie ma przypadków, są tylko znaki. 

Nastolatkowie w Top 10 TCS-u w XXI wieku:

  • Matti Hautamaeki - 6. miejsce 2000/01, (ukończone) 19 lat
  • Stephan Hocke - 10. miejsce 2001/02, 18 lat
  • Andreas Kofler - 4. miejsce 2002/03, 18 lat
  • Florian Liegl - 8. miejsce 2002/03, 19 lat
  • Thomas Morgenstern - 10. miejsce 2002/03, 16 lat
  • Thomas Morgenstern - 4. miejsce 2003/04, 17 lat
  • Thomas Morgenstern - 3. miejsce 2004/05, 18 lat
  • Gregor Schlierenzauer - 2. miejsce 2006/07, 16 lat
  • Gregor Schlierenzauer - 3. miejsce 2008/09, 18 lat
  • Gregor Schlierenzauer - 4. miejsce 2009/10, 19 lat
  • Pascal Bodmer - 7. miejsce 2009/10, 19 lat
  • Andreas Wellinger - 9. miejsce 2012/13, 17 lat
  • Andreas Wellinger - 10. miejsce 2013/14, 18 lat
  • Domen Prevc - 9. miejsce 2016/17, 17 lat
  • Stefan Embacher - 3. miejsce 2025/26, 19 lat

Embacher i Tomasiak mogą przejść do historii. Na tej liście są sami wielcy

Embacher, Tomasiak, Nikaido, Tschofenig. To może być w końcu ta grupa, która pokaże światu, że choć skoczek XXI-wieku jak dotąd na szczyt mozolnie, powoli się wspinał, a nie wskakiwał z łatwością, jego czas w końcu nadchodzi. Z Kryształową Kulą już w tym sezonie może być ciężko, bo nawet trzeci obecnie w klasyfikacji generalnej Nikaido traci już do Domena Prevca 549 punktów. Jednak Tomasiak jako jedyny z tego grona może dołączyć do klubu zawodników, którzy finiszowali sezon w Top 10 Pucharu Świata w wieku nastoletnim (Embacher w Planicy będzie miał już skończone 20 lat).

Mowa o elitarnym klubie, bo przypadkowych nazwisk tam nie uświadczymy. Zaczął Matti Hautamaeki, 6. zawodnik sezonu 2000/2001. Potem byli Austriaccy arcymistrzowie, czyli Morgenstern i Schlierenzauer. Obaj dokonywali tej sztuki trzy razy, a ten drugi zdobył Kryształową Kulę mając 19 lat (sezon 2008/2009). Za to właśnie od 2009 roku drzwi do klubu "wybitnych nastolatków" trochę się zakurzyły i przyrdzewiały. Otwierano je bowiem tylko trzykrotnie. 18-letni wówczas Andreas Wellinger zrobił to w 2014 roku, 17-letni Domen Prevc w 2017, a jak dotąd ostatni dołączył Timi Zajc w 2019 roku, gdy lat miał 18. Cóż, Kacprze Tomasiaku, panowie ewidentnie mają miejsce w swojej loży. Można się przysiąść i oby się udało! 

Nastolatkowie w Top 10 Pucharu Świata w XXI wieku:

  • Matti Hautamaeki - 6. miejsce 2000/01, 19 lat
  • Thomas Morgenstern - 6. miejsce 2003/04, 17 lat
  • Thomas Morgenstern - 7. miejsce 2004/05. 18 lat
  • Thomas Morgenstern - 5. miejsce 2005/06, 19 lat
  • Gregor Schlierenzauer - 4. miejsce 2006/07, 17 lat 
  • Gregor Schlierenzauer - 2. miejsce 2007/08, 18 lat
  • Gregor Schlierenzauer - 1. miejsce 2008/09, 19 lat
  • Andreas Wellinger - 9. miejsce 2013/14, 18 lat
  • Domen Prevc - 6. miejsce 2016/17, 17 lat
  • Timi Zajc - 9. miejsce 2018/19, 18 lat

Bieżący sezon przynosi bezsprzecznie pewien przełom. Turniej Czterech Skoczni wprowadził do czołówki nieco nowych twarzy, w wielu przypadkach nowych. XXI wiek nadal ma wiele do nadgonienia, jedna edycja z trzema skoczkami w Top 10 to nadal mało. Jednak na tej scenie w końcu ktoś się pojawił. Nowe pokolenie skoczków przestaje pukać do drzwi czołówki i pytać "czy można?", tylko zaczyna otwierać je na pewniaka. Kacper Tomasiak też łapie za tę klamkę i trzymajmy kciuki, by jej nie puścił. 

Przeczytaj źródło