Czarzasty bez konkurencji
- Zdecydowałem się startować na przewodniczącego partii - ogłosił Czarzasty podczas czwartkowej konferencji w Sejmie. Nie było to zaskoczenie, bo informacje, że dotychczasowy lider planuje walczyć o reelekcję, docierały do nas od kilku tygodni.
Jak słyszymy od polityków Nowej Lewicy, niedzielny kongres partii został zresztą tak przygotowany, by to Czarzasty był jego faworytem. Delegatów na zjazd wskazywały bowiem struktury wojewódzkie partii i - jak przekonują nasi rozmówcy w NL - w zdecydowanej większości są to osoby przychylne marszałkowi Sejmu. - Wybrano ich w taki sposób, że nie zdziwię się, jak Czarzasty dostanie sto procent głosów - mówiła nam kilka dni temu jedna z działaczek.
Zobacz wideo Zandberg: Usiadłbym do stołu z Bosakiem, by doprowadzić do resetu sądów
W tej sytuacji - jak słyszymy - inni kandydaci, którzy przymierzali się do startu: wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, poseł Tomasz Trela oraz ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk nie mieli wyjścia - musieli porozumieć się z Czarzastym. Rozmowy w tym temacie toczyły się m.in. we wtorek i w środę.
Obecny lider NL postanowił jednak wyciągnąć rękę do całej trójki i zaproponował im wejście w skład kierownictwa. - Będziemy prosili kongres, żeby pan premier Gawkowski został pierwszym wiceprzewodniczącym w partii. Jednym taka decyzja będzie się podobała, drugim nie, ale my uważamy, że jest czas stabilności, czas ekipy - mówił Czarzasty na czwartkowej konferencji prasowej. - Nie wyobrażamy sobie takiej sytuacji, żebyśmy, walcząc o to, co jest dla nas najważniejsze programowo, zastanawiali się i sprzeczali w gronie dziesięciu osób, kto ma startować na przewodniczącego partii. Dla nas najważniejszy jest los formacji, los tego rządu, który współtworzymy i stabilność, która przez najbliższe dwa lata będzie bardzo potrzebna Polsce - dodał.
Te słowa to prawdopodobnie przytyk pod adresem współkoalicjantów z Polski 2050, bo tam o przywództwo w partii zamierza ubiegać się w styczniu aż siedmioro kandydatów (ministra funduszy i rozwoju regionalnego Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, europoseł Michał Kobosko, a także czworo posłów: Joanna Mucha, Ryszard Petru, Rafał Kasprzyk i Bartosz Romowicz).
Czarzasty, wszystko na to wskazuje, będzie za to jedynym kandydatem niedzielnego kongresu partii. Cała trójka niedoszłych konkurentów: Gawkowski, Dziemianowicz-Bąk i Trela zadeklarowało poparcie dla kandydatury obecnego szefa Nowej Lewicy.
Marszałek Sejmu obiecał przy tym, iż w kierownictwie będzie parytet płci - połowę składu mają stanowić mężczyźni, połowę kobiety. Nie odpowiedział jednak w środę na nasze pytanie o to, kogo widziałby jeszcze w tym gronie. - Mamy zjazd i najważniejszymi uczestnikami tego zjazdu są delegaci, w związku z tym my i tak z pokorą będziemy coś proponowali. Czy nasza propozycja zostanie przyjęta? Zobaczymy - odpowiedział Czarzasty.
Co z ludźmi dawnej Wiosny?
W ostatnich dniach, po tym jak 6 grudnia zakończył się etap wyborów władz Nowej Lewicy na niższych szczeblach, w partii pojawił się zgrzyt. Gdy w 2019 roku dawne SLD łączyło się z Wiosną (partią założoną przez europosła Roberta Biedronia), w nowej formacji przyjęto model współprzewodniczenia - zarówno we władzach szczebla centralnego, jak i regionalnego, wybierano po dwóch szefów - jednego wywodzącego się z SLD i jednego z Wiosny.
W tym roku jednak po zmianach statutowych przywrócono dawną zasadę, zgodnie z którą jest tylko jeden przewodniczący (zarówno całej partii, jak i władz w regionach). Po serii zjazdów wojewódzkich okazało się bowiem, że we wszystkich szesnastu strukturach wybrano polityków i działaczy dawnego SLD. To wywołało rozczarowanie ludzi związanych z Wiosną. - Powycinano nas - mówiła nam osoba związana w przeszłości z ugrupowaniem Roberta Biedronia.
Włodzimierz Czarzasty zapewnił jednak w czwartek, iż nie ma zamiaru marginalizować koleżanek i kolegów z Wiosny i dał do zrozumienia, że część z nich znajdzie się w nowym zarządzie partii. - Pan Krzysztof Śmiszek, zgodnie ze statutem, jest już członkiem zarządu, bo jest szefem naszej delegacji (w Parlamencie Europejskim - red.). Nie wyobrażam sobie polityki w Polsce bez pani (Joanny) Scheuring-Wielgus, nie wyobrażam sobie polityki bez pani (Anity) Kucharskiej-Dziedzic, nie wyobrażam sobie polityki bez pana (Krzysztofa) Śmiszka, nie wyobrażam sobie polityki bez pani (Katarzyny) Kotuli - podkreślał marszałek Sejmu. - Nikt nie jest odsuwany - zapewnił.
Kotula wiceprzewodniczącą?
Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że Katarzyna Kotula, sekretarz stanu w KPRM odpowiedzialna za politykę równościową, może także zostać jedną z wiceprzewodniczących. Do tej pory była tylko członkinią zarządu.
Jeśli niedzielny kongres partii poprze rekomendację Czarzastego, partyjny awans czeka także Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk i Tomasza Trelę - oni również od tej pory byli zwykłymi członkami zarządu NL. Krzysztof Gawkowski zasiada już w kierownictwie ugrupowania, choć nie jako pierwszy wiceprzewodniczący.
Obecnie wiceszefami partii są także m.in. b. minister nauki Dariusz Wieczorek, b. poseł i b. sekretarz generalny SLD Marek Dyduch,b. Wiceszef MSZ Andrzej Szejna, europoseł Krzysztof Śmiszek i posłanka Anita Kucharska-Dziedzic.



English (US) ·
Polish (PL) ·