Co jeśli USA zaatakują Grenlandię? Sprawdziłam. Duńska armia może "strzelać bez rozkazu"

20 godziny temu 9
Donald Trump, USA i Grenlandia
Co jeśli Trump zaatakuje Danię? Cztery możliwe scenariusze Fot. Shutterstock / Tomas Ragina // X / The White House // montaż: naTemat

Powracające deklaracje Donalda Trumpa o chęci przejęcia Grenlandii wywołały w Danii i Europie falę niepokoju. W tym kontekście przypomina się o obowiązującym od 1952 roku przepisie, który zobowiązuje duńskich żołnierzy do natychmiastowej odpowiedzi na atak – nawet bez czekania na rozkazy. Wskazano też, że w przypadku hipotetycznego uderzenia USA na Grenlandię Dania i jej sojusznicy z NATO mieliby do dyspozycji cztery zasadnicze drogi działania, nie tylko militarne.

Daj napiwek autorowi

Grenlandia, autonomiczne terytorium wchodzące w skład Królestwa Danii, od lat ma kluczowe znaczenie strategiczne dla Stanów Zjednoczonych. Na wyspie działa baza Pituffik Space Base, funkcjonująca nieprzerwanie od 1943 roku na mocy umowy obronnej z 1951 r.

To jednak nie zmienia faktu, że Grenlandia pozostaje terytorium NATO należącym do Danii – a ewentualne użycie siły przez innego członka Sojuszu oznaczałoby bezprecedensowy kryzys. Tymczasem prezydent USA Donald Trump ma coraz większe zakusy na największą wyspę świata, które – w kontekście niedawnego ataku Amerykanów na Wenezuelę – coraz bardziej niepokoją opinię publiczną.

6 stycznia 2026 roku siedmiu europejskich przywódców, w tym Emmanuel Macron z Francji, Friedrich Merz z Niemiec, Giorgia Meloni z Włoch, Keir Starmer z Wielkiej Brytanii i Donald Tusk podpisało wspólne oświadczenie, w którym jasno zaznaczono, że "Grenlandia należy do jej mieszkańców", a decyzje dotyczące wyspy mogą zapadać wyłącznie w Danii i na Grenlandii. Liderzy podkreślili także, że bezpieczeństwo Arktyki ma kluczowe znaczenie i dla Europy, i dla bezpieczeństwa transatlantyckiego.

Do amerykańskich ambicji odniósł się również premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen. – Sytuacja nie wygląda tak, że Stany Zjednoczone mogą podbić Grenlandię – powiedział podczas konferencji prasowej w Nuuk, apelując o zachowanie spokoju. We wpisie w mediach społecznościowych podkreślił, że Grenlandia nie jest "czymś, co można zaanektować tylko dlatego, że ma się na to ochotę".

Jak zareagowałaby Dania na atak USA na Grenlandię? Cztery możliwe scenariusze, w tym "walka bez rozkazów"

W analizie opublikowanej przez amerykański "Newsweek" podkreślono, że w przypadku hipotetycznego ataku Stanów Zjednoczonych na Grenlandię Dania i jej europejscy sojusznicy stanęliby przed czterema zasadniczymi możliwościami działania.

Najbardziej bezpośrednią, choć jednocześnie najbardziej ryzykowną ścieżką byłaby odpowiedź wojskowa. W tym kontekście duński dziennik "Berlingske" przypomniał o obowiązującym Rozporządzeniu o środkach ostrożności z 1952 roku, wydanym po niemieckiej inwazji na Danię w 1940 r.

Przepis ten mówi, że w razie ataku na terytorium Danii lub na duński personel wojskowy – również poza granicami kraju – siły zbrojne mają obowiązek "podjąć walkę bez wahania, nie czekając na rozkazy ani nie prosząc o nie". Duńskie Ministerstwo Obrony potwierdziło, że regulacja ta nadal obowiązuje.

Kapitan marynarki wojennej i badacz Duńskiej Akademii Wojskowej Kenneth Ohlenshlaeger Buhl powiedział agencji Ritzau, że przepis jest "jednoznaczny". – Gdyby – hipotetycznie – amerykańscy żołnierze pojawili się na Grenlandii i próbowali przejąć kontrolę nad budynkami rządowymi lub zagrozili duńskim wojskowym, zostałoby to uznane za atak – wyjaśnił, zastrzegając jednak, że sytuacja musiałaby zostać formalnie zgłoszona i oceniona przez dowódcę Arktycznego Dowództwa.

Buhl ostrzegł również przed prowokacją. – Mógłby to być koń trojański. Jeśli zareagujemy zbyt emocjonalnie, może to dać pretekst do przejęcia kontroli – podkreślił.

NATO odpowiedziałoby USA? Ekspert: nie byłoby żadnej odpowiedzi militarnej Europy

Jednocześnie eksperci wątpią, że taki przepis mógłby realnie powstrzymać Donalda Trumpa. Rasmus Sinding Søndergaard z Duńskiego Instytutu Studiów Międzynarodowych podkreślił w rozmowie z "Newsweekiem", że przejęcie kontroli nad Grenlandią mogłoby nastąpić bardzo szybko.

– Byłoby bardzo niewiele oporu, jeśli w ogóle. Stany Zjednoczone są już de facto militarną potęgą na Grenlandii dzięki swojej bazie, więc chodziłoby jedynie o wysłanie oddziałów specjalnych – ocenił.

Søndergaard zwrócił uwagę, że konsekwencje byłyby znacznie poważniejsze w przypadku realnych walk. – Trudno w ogóle spekulować, bo niezwykle trudno wyobrazić sobie sytuację, w której amerykańscy żołnierze walczą z europejskimi wojskami na Grenlandii – dodał.

Choć teoretycznie możliwe byłoby zwiększenie obecności wojskowej Danii lub Francji, co sugerował Paryż, ekspert zaznaczył, że prowadziłoby to do bezpośredniej konfrontacji. – Efekt byłby ten sam. Jeśli Stany Zjednoczone chciałyby przejąć kontrolę militarną, mogłyby to zrobić – podsumował.

Ale czy NATO odpowiedziałoby na ewentualny atak USA na Grenlandię? Rasmus Sinding Søndergaard z Duńskiego Instytutu Studiów Międzynarodowych ocenił, że "nie widzi żadnej odpowiedzi militarnej". Ewentualne walki miałyby bowiem katastrofalne konsekwencje polityczne dla całego Sojuszu.

Jeśli nie walki na Grenlandii, to co? Droga dyplomatyczna i "narzędzia nacisku" Europy na USA

Znacznie bardziej prawdopodobnym scenariuszem – jak zauważa "Newsweek" – byłoby potraktowanie ewentualnych działań USA jako kryzysu politycznego wewnątrz NATO, a nie klasycznego konfliktu zbrojnego. Roger Hilton z think tanku GLOBSEC podkreślił, że Sojusz już wcześniej mierzył się z głębokimi napięciami pomiędzy własnymi członkami, wskazując na turecką interwencję na Cyprze w 1974 roku.

– Priorytetem byłoby znalezienie negocjowanego kompromisu, który zabezpieczy strategiczne interesy USA, jednocześnie szanując duńską suwerenność i normy sojusznicze – powiedział. Jego zdaniem w pierwszej kolejności uruchomione zostałyby kanały dyplomatyczne, mediacje sojusznicze i mechanizmy Rady Północnoatlantyckiej.

Trzeci możliwy kierunek reakcji dotyczyłby presji politycznej i ograniczeń wobec USA. Marion Messmer, dyrektorka programu bezpieczeństwa międzynarodowego w Chatham House, zwróciła uwagę, że państwa europejskie dysponują realnymi narzędziami nacisku.

Mogłyby one obejmować odmowę tankowania amerykańskich okrętów w europejskich portach, ograniczenie dostępu do baz wojskowych czy renegocjację warunków stacjonowania wojsk USA w Europie. Jak podkreśliła Messmer, usunięcie lub ograniczenie europejskiej infrastruktury wspierającej amerykańskie wojsko "uczyniłoby część operacji USA w Arktyce i na Bliskim Wschodzie znacznie trudniejszą".

NATO bez USA? Jest i taka opcja

Najbardziej radykalną, choć najmniej prawdopodobną w krótkiej perspektywie opcją byłoby rozpoczęcie realnej debaty o przyszłości NATO bez Stanów Zjednoczonych, pisze "Newsweek".

Zdaniem Marion Messmer państwa europejskie muszą poważnie zastanowić się nad tym, jak wyglądałoby NATO bez Stanów Zjednoczonych, oraz zwiększyć inwestycje w obszarach, w których USA pozostają najsilniejsze, takich jak systemy dowodzenia i kontroli oraz obrona powietrzna.

– Europa będzie teraz musiał także poważnie rozważyć, jakim przeciwnikiem mogłyby stać się Stany Zjednoczone, zwłaszcza w sytuacji, gdyby zaatakowały Grenlandię – dodając, że państwa na Starym Kontynencie "nie mogą już pozwolić sobie na ignorowanie tej możliwości".

Przeczytaj źródło