Chwila nieuwagi i 40 tys. zł w plecy. Aż złapał się za głowę. Jego "wyczyn" nagrały kamery

4 dni temu 6

Data utworzenia: 14 stycznia 2026, 12:10.

Na jednej ze stacji benzynowych w Dobrym Mieście (woj. warmińsko-mazurskie) doszło do niebezpiecznego zdarzenia, który mógł być tragiczy w skutkach. Rankiem kierowcy zobaczyli tam zrujnowany dystrybutor. Nagranie z kamer monitoringu, do których dotarł "Fakt", pokazują wszystko jak na dłoni. Straty wyceniono na 40 tys. zł.

Awaria dystrybutora na stacji benzynowej. Wiemy, co stało się wcześniej Foto: - / Fakt.pl

W nocy, gdy stacja funkcjonuje wyłącznie w trybie samoobsługowym, kierowca samochodu osobowego po zakończonym tankowaniu odjechał, zapominając wyjąć pistolet do nalewania paliwa z baku. W efekcie przewód zaklinował się, a gwałtowne szarpnięcie niemal wyrwało dystrybutor z fundamentu.

Na szczęście nie doszło do wybuchu, jednak – jak podkreślają pracownicy stacji – wystarczyłaby iskra, by doszło do prawdziwej katastrofy. — Podczas tankowania gazu dość często zdarzają się takie sytuacje, że roztargniony klient zapomni odłączyć pistolet od zaworu i odjeżdża — mówi jeden z pracowników stacji. — Jednak na stacjach z gazem stosowane są specjalne zabezpieczenia, tzw. zrywki, które sprawiają, że przewód po prostu się urywa. W tym przypadku mieliśmy do czynienia ze starym dystrybutorem (ze zwykłym paliwem - przyp. red.), w którym nie było takich rozwiązań. Nowoczesne urządzenia są już wyposażone w zabezpieczenia, które pozwalają na bezpieczne oderwanie węża przy pistolecie.

Całe zdarzenie zarejestrowały kamery monitoringu

Z zapisu monitoringu wynika, że do dystrybutora podjechał samochód osobowy. Pasażer rozpoczął tankowanie, a w tym czasie kierowca rozmawiał z inną osobą. Po zakończonym tankowaniu kierowca, sądząc, że pasażer wyjął pistolet z baku, ruszył z miejsca, przewracając dystrybutor. Gdy zorientował się, co się stało, zostawił swój numer telefonu na kartce, którą wsunął w drzwi stacji.

— Nikomu nic się nie stało i nie doszło do wybuchu — podkreśla pracownik stacji. — Zadziałały zabezpieczenia, jednak dystrybutor został całkowicie zniszczony i nie nadaje się do naprawy. Koszt nowego urządzenia to około 40 tys. zł i zostanie pokryty z polisy OC sprawcy.

Wnioski: bezpieczeństwo na stacjach paliw to podstawa

To zdarzenie pokazuje, jak ważne są procedury bezpieczeństwa oraz nowoczesne zabezpieczenia na stacjach paliw. Nawet chwila nieuwagi może doprowadzić do poważnych strat materialnych i zagrożenia życia. Warto pamiętać o zachowaniu ostrożności podczas tankowania i zawsze upewnić się, że pistolet został prawidłowo odłożony przed odjazdem.

Zamiast tlenu podali ciężarnej podtlenek azotu? "Po 8 napisała mi ostatnią wiadomość"

Brutalny atak nożem na 77-latkę we Wrocławiu. Sprawca wciąż poszukiwany. Rodzina mówi o młodej kobiecie

Tragedia na przejeździe kolejowym w Chrośli. Służby ujawniają pierwsze szczegóły

/10

- / Fakt.pl

Kierowca tankował paliwo.

/10

- / Fakt.pl

Zostawił pistolet do nalewania paliwa w baku.

/10

- / Fakt.pl

Samoobsługowa stacja wymaga ostrożnego działania.

/10

- / Fakt.pl

Chwila rozmowy, a pistolet wciąż w baku.

/10

- / Fakt.pl

Tutaj też widać jeszcze pistolet we wlewie paliwa.

/10

- / Fakt.pl

Kierowca wsiada.

/10

- / Fakt.pl

Rusza, zrywając połączenie: pistolet-bak.

/10

- / Fakt.pl

Niestety przy okazji niszczy dystrybutor.

/10

- / Fakt.pl

Ponieważ na stacji nie ma pracowników, zostawia namiar na siebie na kartce.

/10

- / Fakt.pl

Zniszczenia są kosztowne — jak się dowiedzieliśmy, trzeba będzie wstawić nowy dystrybutor, a to wydatek około 40 tys. zł.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Newsletter

Najlepsze teksty z Faktu! Bądź na bieżąco z informacjami ze świata i Polski

Zapisz się

Masz ciekawy temat? Napisz do nas list!

Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas!

Napisz list do redakcji

Przeczytaj źródło