Polskie firmy tracą oddech. Nie tylko przez podatki czy biurokrację, lecz także przez styl życia swoich kadr. Lawinowo rośnie liczba zwolnień lekarskich spowodowanych otyłością, nadużywaniem alkoholu i paleniem tytoniu. Co gorsza – pracownicy znikają z firm na coraz dłużej, a problem zaczyna dotyczyć młodszych.
Wzrost wynagrodzeń, paradoksalnie, zamiast przekładać się na inwestycje w zdrowie, często finansuje destrukcyjne nawyki. Skutek? Polski rynek pracy zaczyna przypominać szpitalny oddział, a koszty tego zjawiska są liczone w dziesiątkach milionów złotych. Tylko w ubiegłym roku Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłacił renty z tytułu niezdolności do pracy spowodowanej nadużywaniem alkoholu i otyłością o łącznej wartości niemal 68 mln zł.
Wiele wskazuje na to, że tegoroczny rachunek będzie jeszcze wyższy. I nie jest to wyłącznie kwestia marcowej waloryzacji świadczeń – choć ta podniosła stawki (1878,91 zł za całkowitą niezdolność do pracy i 1409,18 zł za częściową) – ale też wzrostu liczby chorych. Statystyki są nieubłagane: choroby cywilizacyjne przestały być hasłem z podręczników medycznych, a stały się realną pozycją w bilansach strat polskich przedsiębiorstw.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Zobacz
Popularne Zobacz również Najnowsze
Przejdź do strony głównej

1 miesiąc temu
19


English (US) ·
Polish (PL) ·