Przypomnijmy: po kwalifikacjach w Innsbrucku Wąsek został zdyskwalifikowany, bo po kontroli jego nart w smarze, który wykorzystali Polacy, wykryto stężenie fluoru - zakazanego przez Międzynarodową Federację Narciarską (FIS) we wszystkich jej dyscyplinach od trzech sezonów. Sprawę szerzej opisywaliśmy w korespondencji z Turnieju Czterech Skoczni. Później komentował ją i wyjaśniał kontroler sprzętu FIS Mathias Hafele, a także menedżer FIS ds. fluoru Augusto Gillio.
Zobacz wideo Ogromne zamieszanie wokół dyskwalifikacji Polaka na TCS. O co chodzi z zakazem fluoru?
Polacy mówili o winie producenta. Szwajcarzy odpowiedzieli. Teraz nie wykluczają współpracy
Po wszystkim, kolejnego dnia po dodatkowej kontroli FIS, polski sztab wskazał, że użył niewłaściwego lub zanieczyszczonego smaru firmy TOKO. Producent zapewnił Sport.pl, że to niemożliwe, żeby Polakom sprzedano zły produkt, bo smarów fluorowych Szwajcarzy nie robią już od sześciu lat.
Sprawa nie została w pełni wyjaśniona. Na ten moment na najbardziej prawdopodobne wyglądają dwa scenariusze.
Pierwszy: Polacy mogli pomylić używany smar - przez błąd sztabu użyto takiego kupionego kilka lat temu i wciąż zawierającego fluor. Na pewno kupiono go od firmy pośredniczącej, a nie bezpośrednio od wspomnianego TOKO. - Dostarczamy tysiące produktów we wszystkich dyscyplinach pod egidą FIS i to niemożliwe, żeby były zanieczyszczone. Podkreślam: niemożliwe. Nie jesteśmy oficjalnym dostawcą sprzętu dla Polaków, mogą jedynie kupować nasze produkty od pośredników. Ale jeśli w przyszłości chcieliby skorzystać z takiej współpracy, jesteśmy na to otwarci. Choć oczywiście tylko na produkty bez zawartości fluoru, innych nie mamy - zapewnia nas Bruno Kernen, dyrektor zarządzający firmy TOKO.
Drugi: oczywiście nie możemy też wykluczyć, że Polacy mogli użyć fluorowego smaru specjalnie, intencjonalnie: np. w ramach testów. Fluor w skokach może jednak pomóc tylko w przypadku deszczowych warunków, w wysokiej temperaturze lub przy bardzo mokrych torach najazdowych. Niestety, w takim wypadku ten scenariusz można byłoby rozpatrywać jako próbę oszustwa.
PZN miał wyjaśnić sprawę dyskwalifikacji Wąska. Oświadczenia jak nie było, tak nie ma
Po Turnieju Czterech Skoczni PZN zapowiadał wydanie oświadczenia w tej sprawie. - Odniesiemy się do tego. Będzie oświadczenie, które wydamy po Turnieju Czterech Skoczni - przekazał cytowany przez Interię kierownik polskiej kadry Wojciech Jurowicz. Tymczasem minęły już cztery dni od finału TCS w Bischofshofen i żadnego komunikatu ze związku nie ma.
Już wtedy od osób pracujących dla związku usłyszeliśmy, że z perspektywy sztabu i wcześniejszych pokrętnych tłumaczeń najlepiej byłoby zostawić sprawę w spokoju i przestać o tym mówić.
Tak zachował się sam Maciusiak, który, gdy wyjaśnialiśmy sprawę na Sport.pl, kontaktując się z firmą TOKO, przekazał tylko: "Dla nas sprawa jest zamknięta", choć wcześniej zapowiadał, że będziemy mogli porozmawiać np. z naszymi serwismenami.
Polacy mieli skorzystać z jednego z tych produktów. Duży błąd
Tymczasem dzięki kontaktowi z firmą TOKO dotarliśmy do zdjęć oznaczeń produktu, którego mieli użyć Polacy.
Podział jest bardzo prosty. Produkt zawierający fluor, niedozwolone substancje, ma oznaczenie "PFC Regulation 2020" na etykiecie, alarmujące o tym, co znajduje się w składzie smaru. Natomiast produkty bez stężenia fluoru w smarze są oznaczane jako: "TripleX", "Fluor Free" i "PFC Free". Zdjęcia pokazujące różnicę w oznaczeniach prezentujemy powyżej.
Z tego wynika, że Polacy musieli użyć smaru TOKO z oznaczeniem "PFC Regulation 2020". To duży błąd sztabu - niezależnie od tego, czy zostało to zrobione przypadkowo, czy intencjonalnie. To po prostu nie powinno się wydarzyć. A polski sztab i PZN powinni się do tego błędu wyraźnie przyznać i sprawę wyjaśnić.
Filmik ze Szwajcarii ujawnił, jak wszyscy śmieją się z Polaków. "O k***a!"
Słychać i widać, że to temat, który pozostaje aktualny i o którym rozmawia się na skoczni. Co ciekawe, zdjęcia, które publikujemy w tym tekście, firmie TOKO podesłał Erik Simon. Tak nazywa się serwismen pracujący dla sztabu niemieckich skoczków.
Jeszcze podczas Turnieju Czterech Skoczni w związku z tą sprawą Polaków atakowali Norwegowie. Robili to jednak w przesadzony sposób - zrównywali ze sprawą dyskwalifikacji Wąska swoje oszustwo z mistrzostw świata w Trondheim z zeszłego roku. A ważne, żeby zaznaczyć, że żadna sprawa dotycząca obecności fluoru na nartach, nawet w sportach, w których pomaga on o wiele bardziej niż w skokach, nie była przez FIS dodatkowo wyjaśniana - były klasyfikowane jako "zwykłe" dyskwalifikacje.
A już najciekawiej wygląda reakcja szwajcarskiej kadry. Po internecie niesie się krótki film, który nagrał jej serwismen Bjoern Schneider. Sztabowiec stworzył postać "Dr. Waxa", który przebrany w biały kitel i z wielkimi oczami nałożonymi na okulary szuka smaru do nart. Pod garnkiem znajduje gumową kaczkę z oznaczeniem "PFC Regulation 2020 Flour". Najpierw jej nie zauważa i zaczyna smarowanie narty firmy BWT - producenta sprzętu Wąska, a następnie orientuje się, co zrobił i w tle słychać głośne: "O k***a!". Następnie Schneider pokazuje się ponownie z małym transparentem, na którym napisał "Nie róbcie tak" i dopytywał w kierunku kamery: "Okej?".
Film Schneidera, opublikowany na Facebooku czy Instagramie, to oczywiście przede wszystkim żart z sytuacji. Podobny robił w przypadku sytuacji z dyskwalifikacjami za szerokość nart firmy Petera Slatnara, gdzie prezentował, jak skutecznie je spiłować.
Jednak wskazuje to na to, że o sytuacji z nartami Wąska i fluorem nadal się mówi. I to raczej niezbyt pozytywnie. Wygląda na to, że cały świat skoków śmieje się z Polaków. A posty serwismena Szwajcarów w mediach społecznościowych polubili m.in: ekspert Eurosportu Martin Schmitt, zawieszony za oszustwo z MŚ z Trondheim były asystent trenera Norwegów Thomas Lobben, były sprzętowiec Norwegów Kenneth Gangnes, wspomniany Peter Slatnar, a także sporo skoczków: Włoch Alex Insam, Fatih Arda Ipcioglu z Turcji, Amerykanin Tate Frantz, Niemiec Martin Hamann czy całe grono Szwajcarów.
Wątpliwości może budzić za to fakt, że Schneider to były serwismen polskich kombinatorów norweskich. Do kadry skoczków ze Szwajcarii trafił właśnie z PZN. Z tego co wiemy, ze związkiem rozstawał się w niezbyt miłej atmosferze - odszedł razem z trenerem Dannym Winkelmannem, który został zwolniony przez działaczy. Schneider był gościem jednego z odcinków "BalcerSki podcast", w którym wspominał pracę w Polsce oraz opisywał np. wpływ zakazu używania fluorowych smarów na skoki i rozwój całego świata sportów zimowych.
Małysz zapowiedział wyjaśnienie sprawy. Może wypowie się w Zakopanem?
Miejmy nadzieję, że Polacy w Zakopanem odniosą się jeszcze - być może ostatecznie - do sprawy dyskwalifikacji Wąska. To kluczowe, żeby móc przejść dalej i przestać ją analizować.
Wyjaśnienie wszystkiego, co związane z tą dyskwalifikacją, zapowiadał prezes PZN Adam Małysz. Były wybitny polski skoczek jest obecny na Wielkiej Krokwi, choć weekend zawodów PŚ jest tu krótki i dość intensywny, więc Małysz nie będzie miał też ogromu czasu dla mediów.
Zawody w Zakopanem rozpoczną sobotnie kwalifikacje i konkurs duetów. Pierwsze zawody na Wielkiej Krokwi zaplanowano na godzinę 16:10. Niedzielny konkurs indywidualny rozpocznie się natomiast o 16:00. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

17 godziny temu
5







English (US) ·
Polish (PL) ·