- Niemcy jako gospodarz dają 100 procent gwarancji, że to będzie wielkie wydarzenie. W Polsce w piłce kobiecej zrobiliśmy spory postęp, ale ciągle dzieli nas od niektórych państw duży dystans - takimi słowami Michał Listkiewicz w rozmowie z dziennikarzem Weszło, Jakubem Radomskim, skomentował porażkę polskiej kandatury na organizację kobiecego Euro 2029. Jak były prezes PZPN jeszcze tłumaczyl, że UEFA podjęła jego zdaniem słuszną decyzję?
fot, Screen: https://www.youtube.com/watch?v=-3IX1KQzb5E
"Starania o organizację kobiecego Euro 2029 skończyły się wielopoziomową porażką - Polsce obok nosa przeszła wielka szansa na rozwój kobiecej piłki, a PZPN został wręcz zdeklasowany w wyścigu wpływów i skutecznego lobbingu w UEFA. Na kandydaturę Niemiec członkowie Komitetu Wykonawczego oddali 15 głosów, na wspólną ofertę Danii i Szwecji zagłosowały dwie osoby, a Polska dostała okrągłe zero głosów. Wielka szkoda" - napisał dziennikarz Sport.pl, Dawid Szymczak.
Zobacz wideo Niezrozumiała decyzja UEFA. Takiego wyniku nikt się nie spodziewał
Listkiewicz: "Szczerze? To było raczej oczywiste, że turniej zgarną Niemcy"
Decyzja działaczy UEFA może wywoływać w Polsce brak zrozumienia. Ani jeden głos oddany za polską kandydaturą może z kolei uchodzić za absolutną klęskę polskiej piłkarskiej dyplomacji. Michał Listkiewicz w rozmowie z Weszło przedstawił jednak inny pogląd na tę sprawę. Były prezes PZPN nie ukrywał nawet, że sam oddałby głos na kandydaturę naszych zachodnich sąsiadów.
- Szczerze? To było raczej oczywiste, że turniej zgarną Niemcy. Piłka kobieca w tym kraju to potęga. Już w 2011 roku odbyły się tam mistrzostwa świata i były dużym sukcesem. Nie będę ściemniał, sam bym tak głosował i na miejscu UEFA podjąłbym identyczną decyzję. Niemcy jako gospodarz dają 100 procent gwarancji, że to będzie wielkie wydarzenie. W Polsce w piłce kobiecej zrobiliśmy spory postęp, ale ciągle dzieli nas od niektórych państw duży dystans - powiedział Listkiewicz.
72-latek nie krył zdziwienia faktem, że Polska nie otrzymała od delegatów UEFA ani jednego głosu. Rywalizację naszej kandydatury z Niemcami porównał bowiem do sytuacji partii politycznej, która nie ma szans wygrać wyborów.
- Trochę to przykre, ale widocznie w UEFA podeszli do tego realistycznie. To trochę jak z wyborami politycznymi. Zdarza się, że sympatyzujemy z kimś, ale jednocześnie mamy świadomość, że ta osoba albo partia nie wzniesie się ponad parę procent głosów i dociera do nas, że głos w pewnym sensie będzie stracony - podsumował sytuację Polski w staraniach o Euro Listkiewicz.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

1 miesiąc temu
21


English (US) ·
Polish (PL) ·