Burza po publikacji ws. szefa BBN. Izba lekarska reaguje, Dobrzyński odpowiada Cenckiewiczowi

1 miesiąc temu 15

Publikacja "Gazety Wyborczej" na temat leków, które miał przyjmować szef BBN, wywołała mnóstwo komentarzy. Sławomir Cenckiewicz ocenił, że artykuł jest kolejnym dowodem na przekazywanie przez tajne służby wrażliwych danych. "Polskie służby działają na podstawie obowiązujących przepisów, w ich granicach i przestrzegając zasad prawa. Nikomu nie przekazują żadnych niejawnych informacji" - zapewnia z kolei Jacek Dobrzyński. Głos w sprawie zajęła też Naczelna Izba Lekarska.

Sławomir Cenckiewicz Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Komentarz szefa BBN

Szef BBN Sławomir Cenckiewicz do planowanej publikacji "Gazety Wyborczej" odniósł się w niedzielę. "Spokojnie! Posiadać kolejny dowód na to, jak tajne służby przekazują dane wrażliwe patologicznym nienawistnikom - to jest spory uzysk. Pamiętajcie, pójdziecie do lekarza, wykupicie receptę i, nie daj Bóg, macie konserwatywne poglądy - opiszą to w gazecie!" - napisał. "I dlatego dobry wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego jest dla nich takim ciosem! Stąd nienawiść i taka walka. Ale prawda zwycięży" - dodał. 

Dobrzyński odpowiada Cenckiewiczowi

Cenckiewiczowi odpowiedział rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński. "Agresywne atakowanie służb specjalnych w niedzielną noc jest raczej przejawem fobii niż jakimkolwiek 'uzyskiem'. Polskie służby działają na podstawie obowiązujących przepisów, w ich granicach i przestrzegając zasad prawa. Nikomu nie przekazują żadnych niejawnych informacji" - napisał. "Proszę powiedzieć kolegom, żeby odpuścili sobie te nocne bombardowanie służb specjalnych kłamstwami i oszczerstwami. W ciągu ostatnich tygodni już wystarczająco napluliście na mundury funkcjonariuszy, publicznie ich upokarzając" - dodał. W późniejszym wpisie stwierdził, że "jeżeli ktoś coś zataił i nie podał tego w ankiecie bezpieczeństwa, a później publicznie oskarża służby o wyciek nazw czegoś, co przed służbami ukrył i w ogóle w ankiecie nie wpisał, to najwyraźniej jest perfidnym manipulantem nakręcającym kłamstwem swoich wyznawców".

Szef gabinetu prezydenta reaguje

Artykuł skomentował także szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker. "To, co obserwujemy dziś wokół ujawnienia informacji z niejawnych dokumentów dot. leczenia i zdrowia ministra Sławomira Cenckiewicza, Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, jest rażącym naruszeniem zasad państwa i poważnym sygnałem alarmowym" - napisał.

Zobacz wideo Morawiecki u Sroczyńskiego: Bliżej mi do koalicji z Braunem niż z Tuskiem

Szefernaker podkreślił, że "nie jest to incydent ani spór personalny, lecz sytuacja, która uderza w fundamenty bezpieczeństwa i zaufania do instytucji państwowych". "Media informują o sprawach prywatnych, które znalazły się w niejawnych dokumentach osobowych. Takie dokumenty mają jeden cel: rzetelnie ocenić ryzyka i chronić państwo, a nie dostarczać materiału do publicznej gry. Ich ujawnianie niszczy zaufanie na najbardziej podstawowym poziomie, tam, gdzie państwo musi opierać się na szczerości i poufności" - stwierdził Szefernaker. Jak dodał, podobny mechanizm był używany przeciwko Karolowi Nawrockiemu w kampanii wyborczej. "Dziś jest używany przeciwko szefowi BBN. Jutro może zostać użyty przeciwko każdemu, kto pełni funkcję państwową wymagającą zaufania i odpowiedzialności" - dodał.

"Standardy rodem z Białorusi"

Mateusz Morawiecki w komentarzu na X stwierdził, że "Polska nie może funkcjonować według standardów rodem z Białorusi czy Rosji". "A dziś tak jest" - dodał. W ocenie byłego premiera "to jest odwrócenie porządku państwa". "To jest złamaniem elementarnych zasad odpowiedzialności. To jest zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego" - napisał Morawiecki i wyraził solidarność z szefem BBN. Krytycznie do publikacji odniosła się też Marcelina Zawisza z Partii Razem. "Nie ma znaczenia, kto rządzi. Nie ma znaczenia, kto ujawnia takie dane. Nie ma znaczenia, co uważacie o szefie BBN. Uprawianie polityki na ujawnieniu kto bierze jakie leki to wybitne skur***. I za chwilę może uderzyć w Was" - napisała. 

NIL chce postępowania wyjaśniającego

Naczelna Izba Lekarska podkreśliła, że "informacje o przyjmowanych przez pacjenta lekach są daną szczególnie wrażliwą i ich publiczne ujawnienie nigdy nie powinno mieć miejsca". NIL przekazała, że zwróciła się do organów państwa o "o natychmiastowe wszczęcie postępowania wyjaśniającego w sprawie wycieku tych danych, z niezwłocznym ujawnieniem opinii publicznej źródła tego wycieku". Izbie odpowiedział Wojciech Czuchnowski, autor artykuł w "GW". "A jeśli pacjent sam ujawnia i przy okazji kłamie, to jest w porządku? Wyobraźmy sobie taką sytuację: pacjent Y ogłasza, że lekarz X obciął mu zdrową nogę. Na lekarza X spada fala krytyki. Dziennikarz ujawnia, że X nie obciął Y żadnej nogi (ani zdrowej ani chorej) i podaje informację, jaki zabieg wykonał dr X. Czy ma do tego prawo?" - zapytał. 

Co ustaliła "Gazeta Wyborcza"? 

"Gazeta Wyborcza" podała w poniedziałek, że w ankiecie bezpieczeństwa szef BBN Sławomir Cenckiewicz nie napisał, iż w 2020 roku przyjmował leki działające na ośrodkowy układ nerwowy. Powołując się na informatora, gazeta podała, że jeden z preparatów jest zaliczany do leków psychotropowych, a drugi ma charakter psycholeptyczny i przy przedawkowaniu jest groźny dla życia. W lipcu 2024 rok SKW odebrała Sławomirowi Cenckiewiczowi poświadczenie bezpieczeństwa, które jest wymagane przy dostępie do informacji niejawnych. Tę decyzję uchylił w czerwcu tego roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Decyzja jest nieprawomocna, KPRM zaskarżyła ją do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok
Przeczytaj źródło