Bracia zginęli w śmigłowcu. W Studzianie płacze cała wieś

1 miesiąc temu 25

Data utworzenia: 1 grudnia 2025, 13:40.

Niebo było całe we mgle. Tej soboty, 29 listopada, w Cierpiszu pod Rzeszowem nie widać było nawet pięciu metrów przed sobą. Chwilę po 15.30 w lesie runął śmigłowiec Robinson R44. Uderzył w czubki drzew, a potem rozbił się o ziemię i stanął w ogniu. Na pokładzie byli Krzysztof (†44 l.) i Mariusz S. (†41 l.) S. Bracia, znani przedsiębiorcy z powiatu przeworskiego. Żaden z nich nie przeżył. Ta tragedia poruszyła nie tylko ich bliskich, ale całą okolicę. W Studzianie, rodzinnej miejscowości ofiar, nie mówi się dziś o niczym innym. Zginęli ludzie, którzy budowali coś własnymi rękami, pomagali innym, byli naszą dumą — mówią z żalem sąsiedzi.

Siedziba firmy Sub-Fol, prowadzonej przez braci Krzysztofa i Mariusza S. Foto: facebook / LASKAR-MEDIA

Maszyna przyleciała z Krosna, miała międzylądowanie w Zagorzycach. Cel: Przeworsk, niecałe 30 km dalej. Śmigłowiec lądował i startował z posesji młodszego z braci we wsi Studzian. — Mieli go od trzech lat. Nie latali codziennie. Jak coś było do załatwienia, wtedy. Kilka dni wcześniej byli w Krakowie — mówi jeden z sąsiadów.

"Wszyscy wiedzieli, że to ich maszyna"

Służby zostały zawiadomione o godz. 15.50. Pierwsze zastępy dotarły o 16.07. Karetka utknęła w błocie. Ratowników na miejsce dowożono quadami. — Bez tego nie dałoby się tam w ogóle dojść — mówią żołnierze z 3. Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej.

Mieszkańcy Cierpisza i Studziana nie mieli złudzeń. — Chyba jeden taki śmigłowiec w powiecie. Ludzie od razu dzwonili do siebie. Nikt nie chciał uwierzyć, ale wszyscy wiedzieli — opowiada pan Mieczysław, mieszkaniec rodzinnej wsi braci.

Zbudowali firmę od zera. Dziś to imperium

Bracia byli właścicielami firmy Sub-Fol, producenta reklamówek i opakowań foliowych. Siedziba zakładu mieści się w byłym młynie, tuż za szyldem Studziana, już na terenie Przeworska. — Ojciec zaczął, ale to oni to wszystko rozwinęli. Dziś są hale, silosy, ciężarówki z logo. Wielu ludzi ma tam pracę — opowiada jeden z mieszkańców.

Firma działała normalnie już dwa dni po tragedii. — Nie było zniczy przed bramą. Ale każdy to czuje. Każdy przeżywa. Nikt nie wie, co będzie dalej — mówi jeden z pracowników.

Dla siebie i dla innych

Mieszkańcy wspominają braci nie tylko jako zaradnych przedsiębiorców. — To byli wspaniali, serdeczni ludzie. Zrobili dla całej okolicy więcej, niż wielu zdaje sobie sprawę. Zawsze gotowi pomóc, nigdy nie odmawiali wsparcia — mówi z wyraźnym wzruszeniem sołtys Studziana Antoni Żyła. — Dla nas wszystkich to ogromna strata. Każdy czuje ten żal głęboko w sercu.

Bracia nie tylko prowadzili firmę. — Ufundowali witraż do kościoła w Dębowcu, dorzucali się na gminne uroczystości. Pomagali biedniejszym. Nie żyli tylko dla siebie — dodaje mieszkanka.

Mariusz S. miał troje dzieci, Krzysztof dwoje. — Rodzice stracili dwóch synów. Teraz została im tylko córka. To się nie mieści w głowie — mówią sąsiedzi.

Sołtys w poniedziałek roznosił opłatki po domach. — Wszędzie tylko o tym się rozmawia. Ludzie płaczą. Każdy przeżywa to na swój sposób — przyznaje. W imieniu całej wsi złożył rodzinie kondolencje.

Śledztwo trwa. Mgła mogła być przyczyną

1 grudnia Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie wszczęła śledztwo w sprawie katastrofy. Jak ustalono, śmigłowiec Robinson R44 wystartował z Krosna, po czym miał międzylądowanie w miejscowości Zagorzyce. Następnie kontynuował lot w kierunku Przeworska. Na wysokości Malawy maszyna nagle zboczyła z kursu w stronę północną, zaczęła tracić wysokość, zahaczała o czubki drzew, aż w końcu runęła w lesie, około 700 m od asfaltowej drogi między Malawą a Wolą Rafałowską.

Śledczy przyznają, że warunki były ekstremalne. Mgła była tak gęsta, że widoczność spadała do kilkunastu metrów. Wrak helikoptera całkowicie spłonął, a ciała braci zostały zabezpieczone do sekcji.

— Na miejscu ujawniono dokumenty, które wskazują, że dzień przed zdarzeniem helikopter przeszedł pozytywnie przegląd techniczny w specjalistycznej firmie — przekazuje Katarzyna Drupka, zastępca prokuratora okręgowego w Rzeszowie.

Śledczy zabezpieczyli dokumentację, przesłuchali świadków, pobrali próbki paliwa i oleju z wraku. Wszystkie elementy maszyny zostały zinwentaryzowane i zabezpieczone. Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych ma 30 dni na przedstawienie wstępnej opinii.

Przyczyna tragedii wciąż nie została ustalona. Jednym z najbardziej prawdopodobnych czynników były skrajnie trudne warunki pogodowe.

/16

facebook / LASKAR-MEDIA

Siedziba firmy Sub-Fol, prowadzonej przez braci Krzysztofa i Mariusza S.

/16

- / LASKAR-MEDIA

Zakład Sub-Fol w Przeworsku, założony przez braci Supersonów. Firma działała normalnie dzień po tragedii.

/16

- / LASKAR-MEDIA

Droga prowadząca przez Studzian, rodzinną miejscowość braci. Tu ludzie mówią, że wszyscy czują ten ból.

/16

- / LASKAR-MEDIA

Widok na zakład Sub-Fol od strony pól. Z tej wsi ruszyli do biznesu, który zna cała okolica.

/16

- / LASKAR-MEDIA

Kościół we wsi Studzian. Mieszkańcy wspominają braci jako ludzi, którzy pomagali.

/16

- / LASKAR-MEDIA

Hala zakładu Sub-Fol. Miejsce, które zbudowali własnymi rękami, dziś zatrudnia wielu ludzi z regionu.

/16

- / LASKAR-MEDIA

Zabudowania Studziana. Po tragedii mieszkańcy roznosili sobie wiadomości z ust do ust.

/16

- / LASKAR-MEDIA

Tablica z nazwą wsi Studzian. Bracia Supersonowie pochodzili stąd i mieszkali tu do dziś.

/16

- / LASKAR-MEDIA

Zakład firmy Sub-Fol. Dziś wśród pracowników żałoba i niepewność.

/16

- / LASKAR-MEDIA

Sołtys Studziana: – Płacze cała wieś. W każdym domu mówiło się tylko o nich.

/16

- / -

Helikopter Robinson R44 sfotografowany wcześniej, na posesji młodszego z braci. Stał tam od roku.

/16

Komenda Wojewódzka PSP w Rzeszowie / Straż Pożarna

Zniszczony ogon helikoptera na miejscu tragedii. Śmigłowiec uderzył w drzewa i runął.

/16

DWOT / Facebook

Służby pracujące nocą w miejscu katastrofy. Teren był trudno dostępny, dojazd możliwy tylko quadami.

/16

- / Facebook

Nekrolog braci Krzysztofa i Mariusza. Zginęli razem, wracając do domu, który był tak blisko.

/16

Darek Delmanowicz / PAP

Ratownicy nocą próbujący dotrzeć na miejsce katastrofy. Mgła, błoto i stromy teren utrudniały każdą minutę akcji.

/16

- / LASKAR-MEDIA

Sołtys Studziana dzień po tragedii. – Ludzie płaczą, wspominają, nie mogą uwierzyć.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Newsletter

Najlepsze teksty z Faktu! Bądź na bieżąco z informacjami ze świata i Polski

Zapisz się

Masz ciekawy temat? Napisz do nas list!

Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas!

Napisz list do redakcji

Przeczytaj źródło