Polska powinna starać się o status utajonego państwa nuklearnego. Samo rozwijanie technologii pozwalającej na budowę broni jądrowej – podobnie, jak w przypadku Japonii – nie może być powodem negatywnych reakcji sojuszników – pisze Robert Bogdański na łamach DGP.
Tak postawione pytanie budzi zrozumiałe emocje. Są środowiska, które uznają, że nawet rozmowa na ten temat jest szkodliwa dla bezpieczeństwa. Symbolem wypowiedź gen. Stanisława Kozieja, który pytany o komentarz do faktu, że w czasie rosyjskich ćwiczeń Zapad w 2011 r. jednym z celów ataku atomowego była Warszawa, odpowiedział, że nie należy się ekscytować tym, jak ćwiczą różne wojska. Koziej był wówczas szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego w kancelarii prezydenta Bronisława Komorowskiego i wolno sądzić, że wyrażał przekonanie szerokiego środowiska. Przekonanie to sprowadzić można do zdania „Nie drażnić”.
Na drugim biegunie znajduje się postawa Jacka Bartosiaka, który propaguje dążenie, by nasz kraj uzyskał broń jądrową. Czasem robi to w sposób mimowolnie zabawny, jak w odpowiedzi na wpis na X Donalda Tuska po upublicznieniu amerykańskiej strategii bezpieczeństwa. Wśród kategorycznych zaleceń, które Bartosiak sformułował, znalazło się również „zwiększenie potężne wynagrodzeń badaczy w Świerku”. Byłaby to swego rodzaju sygnalizacja strategiczna wobec reszty świata. Gdyby chcieć skontrastować obie postawy, wówczas to, co mówi Bartosiak, można by wyrazić słowem „Drażnić”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Zobacz
Popularne Zobacz również Najnowsze
Przejdź do strony głównej

3 tygodni temu
15




English (US) ·
Polish (PL) ·