Daniel Drob, Gazeta.pl: Mieliśmy szczęście?
Marek Biernacki, członek komisji ds. służb specjalnych, były szef MSWiA: Bez dwóch zdań. Celem było ewidentnie wykolejenie pociągu, a następnie wzbudzenie fermentu i poczucia zagrożenia. Chodziło więc o straty w ludziach i działania typowe dla wojny psychologicznej. Wiemy to, bo wykonawcami byli fachowcy, więc w założeniu miał on być w 100 procentach skuteczny.
O szczęściu mówią też rządzący. Jeśli akurat ten czynnik sprawił, że nie zginęli ludzie, to chyba nie ma powodu do optymizmu.
Ale też powiedzmy otwarcie, że było to działanie bezprecedensowe. W najnowszej historii państwo polskie nie doświadczyło ataku na kolej przeprowadzonego przez agentów GRU (Główny Zarząd Wywiadowczy Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej). To nie była próba dywersji, sabotażu, próba skaperowania wykonawcy na terenie Polski. To była konsekwentnie zaplanowana i realizowana operacja, w której specjaliści rosyjskich służb wjechali do naszego kraju, podłożyli ładunek wybuchowy i szybko uciekli. Prawdę mówiąc, chyba nikt się nie spodziewał takiego zamachu w Polsce.
No ale służby chyba powinny się spodziewać?
Natura ataku była zaskakująca, dla służb również, bo Rosja wcześniej nie działała w ten sposób. Bardzo możliwe, choć to już moja hipoteza, że polskie służby wcześniej paraliżowały inne rosyjskie próby dywersji. Rosjanie uznali wobec tego, że skoro poprzednie modus operandi się nie sprawdziło, to spróbują inaczej i wyślą dobrze przeszkolonych agentów. Niewykluczone też, że służby rosyjskie wcześniej usiłowały zmontować w Polsce grupę, która miała dokonać zamachu, ale poniosły fiasko i dlatego wysłały fachowców. To by akurat przemawiało na korzyść naszych służb.
Zobacz wideo Morawiecki u Sroczyńskiego: Bliżej mi do koalicji z Braunem niż z Tuskiem
Wychodzi na to, że Rosja sobie strzeliła w stopę, bo jedyne co uzyskała, to wzmożenie czujności służb i społeczeństwa.
To prawda, szczególnie że ponad wszelką wątpliwość wszyscy wiedzą, że to Rosjanie.
Nie wszyscy.
No to trudno. Jeśli ktoś nie wierzy, że zamach zaplanowała Rosja, to znaczy, że ma nie wierzyć i kropka. Choć kłóci się to z elementarną logiką. Przecież wiemy, że jeden ze sprawców był wcześniej skazany za przeprowadzony na zlecenie GRU zamach w Ukrainie.
I jak taka osoba mogła przedostać się do Polski?
Z doniesień wynika, że sprawcy posługiwali się sfałszowanymi dokumentami, nie było też noty Interpolu w sprawie tego wcześniej skazanego. Ukraińcy by ich zapewne wychwycili na swoim przejściu granicznym, bo są wyczuleni, wiedzą, jak działać w takich sprawach i nie patyczkowaliby się z nimi. Zamachowcy byli zapewne tego świadomi i dlatego wybrali Terespol. Prawdopodobnie też wykorzystali swój korytarz, gdzie przepuścili ich pogranicznicy na żołdzie GRU. Na marginesie - warto przypomnieć przy okazji tej sprawy, że nasze ABW ze Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy zaczęło współpracować dopiero po zmianie rządu.
Jak to? Wcześniej nasze służby w ogóle się nie kontaktowały?
Poprzednicy uważali, że ta ukraińska formacja jest zinfiltrowana przez Rosję, choć to przecież w dużej mierze SBU (Służba Bezpieczeństwa Ukrainy) ratowało Ukrainę po ataku Rosji. Z HUR, czyli ukraińskim wywiadem wojskowym, relacje też były zerwane. A HUR był praktycznie tworzony przez Amerykanów. Po zmianie władzy te kontakty trzeba było szybko odbudować. Żeby była jasność, w SBU rzeczywiście było dużo rosyjskiej agentury, ale tylko do pewnego momentu. Później ta współpraca była konieczna.
"Dziennik Gazeta Prawna" podał, że Wołodymyr B., który miał pomagać sprawcom ataku, przyjechał do Polski już w 2022 roku. Czy coś tu nie zawiodło?
Tylko że nie wiemy, kiedy ta osoba została skaptowana do działań. Ponadto diaspora ukraińska w Polsce jest bardzo duża. Nie da się zinfiltrować miliona obywateli, szczególnie jeśli chodzi o pojedyncze osoby w zasięgu działania wrogich służb. Obecnie trudno wskazywać tutaj błędy, musimy mieć więcej informacji. Te, które mamy, wystarczą, aby uznać ten akt za terroryzm państwowy, a fakt, że państwo, z którym nie toczymy wojny, wysyła do nas terrorystów, jest sam w sobie bardzo niepokojący. Dlatego szczególnie ważne jest zebranie mocnego materiału dowodowego tak, aby nikt - czy to na forum ONZ, czy pośród państw sojuszniczych - nie był w stanie podważyć tych ustaleń. To istotne, bo Rosja bardzo nie lubi tego określenia. Na terroryzm państwowy wyczulone są też inne kraje, choćby wspierające Rosję Chiny.
Mieliśmy już podpalenia, drony, teraz zamach na kolei. Działania Rosji będą eskalować?
Naruszenie przestrzeni przez drony było sprawdzianem. Rosjanie chcieli wiedzieć, jak zachowa się NATO i otrzymali jasny komunikat, że Polska nie jest sama. To był bardzo ważny sygnał, że naszego nieba bronili piloci holenderscy, że NATO stanęło murem za Polską. Do Rosji trafiła wiadomość, że nawet kontrolowany atak na Polskę oznacza, że muszą mierzyć się z całym Zachodem. I tak, Rosja eskaluje działania. Co może być następne? Cyberataki na bankowość, ochronę zdrowia lub infrastrukturę kolejową, lotniczą. Nie można wykluczyć zamachów wymierzonych w porty, ale też takich działań, jak pobicia wywołane przez środowiska podatne na inspiracje ze wschodu. Niestety, ten wachlarz jest duży. W związku z aktami dywersji w ostatnich miesiącach zatrzymano 55 osób. Przeogromna liczba. Przed wojną w Ukrainie dywersantów praktycznie nie zatrzymywaliśmy. To pokazuje, pod jakim naporem jesteśmy.
Do ataku na kolei doszło tuż po otwarciu przejść granicznych z Białorusią.
W szerokim planie widać bardzo ciekawy kontekst tego ataku. Po pierwsze - otwarcie przejść dwa dni przed zamachem. Po drugie, sami Białorusini wstrzymują terroryzm migracyjny wobec Polski. Oczywiście nie wiemy, co będzie jutro, ale teraz ta presja ustąpiła. Jednocześnie wiemy, że z Białorusią cały czas rozmawiają Amerykanie. Atak, po którym został ślad ucieczki sprawców na Białoruś, może oznaczać, że Rosji nie odpowiada znormalizowanie sytuacji na granicy polsko-białoruskiej i działania dotyczące normalizacji stosunków Mińska z Waszyngtonem. Uważam, że nie bez znaczenia są też wydarzenia w Rosji. Zwykle po takich atakach w ramach wojny psychologicznej szaleją rosyjskie media, które w przekazie usiłują zrzucić winę na służby ukraińskie. W tym przypadku było inaczej. Kilka dni po zamachu, w Petersburgu doszło do ataku na polskiego ambasadora, a na polskim cmentarzu w Katyniu zostały usunięte płaskorzeźby. To mógłby być przypadek w państwie demokratycznym, ale nie w Rosji.
Co to oznacza?
W mojej ocenie komuś zależało, żeby powiedzieć: "my to zrobiliśmy". Gdybyśmy nie wiedzieli o zaawansowanych rozmowach pokojowych, taka sytuacja byłaby bardzo dziwna. Natomiast w kontekście tych negocjacji można to interpretować tak, że w Rosji nie wszystkim odpowiada zawarcie pokoju z Ukrainą. Gdyby zamach był skuteczny i zginęłoby wielu polskich obywateli, rozmowy mogłyby stanąć pod znakiem zapytania. A skoro zamach nie wyszedł, mogła nastąpić próba "wzmocnienia" przekazu dwiema kolejnymi akcjami - napaścią na ambasadora i działaniem na cmentarzu katyńskim.
Sprawcy uciekli na Białoruś więc szanse żeby ich złapać, wydają się czysto teoretyczne.
Polska i jej sojusznicy na pewno im nie odpuszczą. Będą ścigani cały czas, tak jak ścigano terrorystów islamskich. A przecież nie jest powiedziane, że sytuacja w Rosji za jakiś czas się nie zmieni i nie otworzy się okienko, by ich schwytać i postawić przed wymiarem sprawiedliwości. Poza tym dla tych sprawców to jest bolesne, bo nie będą mogli wyjechać do żadnego państwa, które jest naszym sojusznikiem.
W październiku komisja ds. służb specjalnych negatywnie zaopiniowała budżet. Posłowie domagają się zwiększenia nakładów na ABW i Agencję Wywiadu.
Cały czas apelujemy o zwiększenie środków. Po raz pierwszy w historii komisja jednogłośnie wydała negatywną opinię w kwestii budżetu, bo widzimy, że istnieje ryzyko kryzysu w służbach.
Jak bardzo AW i ABW są niedofinansowane?
Jeśli chodzi o Agencję Wywiadu, gonimy Rumunię.
Czyli słabo.
Bardzo słabo. Dlatego nadal będę optował za tym, aby te środki zwiększyć. Wiem, że minister Tomasz Siemoniak też mocno o to zabiega. ABW i AW to nie są wielkie podmioty, a jeśli mają efektywnie toczyć wojnę, to muszą być bardzo dobrze dofinansowane. Mówimy o służbach frontowych.
Może pan wskazać najbardziej palącą potrzebę w tych służbach?
Największy problem to zarobki funkcjonariuszy i to trzeba załatwić jak najprędzej. Jest dużo młodych ludzi, patriotów, którzy chcą służyć państwu, ale przecież muszą też godnie żyć. A przecież chodzi o elitarne służby. Służba Wywiadu Wojskowego i Służba Kontrwywiadu Wojskowego zostały odpowiednio dofinansowane, można od nich więc dużo więcej wymagać, ale z punktu widzenia bezpieczeństwa obywateli to właśnie ABW jest kluczowa.



English (US) ·
Polish (PL) ·