Duszące się ryby bez wody, ranne i zabijane w brutalny sposób – organizacja Compassion in World Farming ujawniła skalę cierpienia karpi w czeskich hodowlach. Działacze alarmują, że identyczne praktyki od lat mają miejsce także w Polsce i apelują o zakaz sprzedaży żywych ryb.
Czechy i Polska należą do największych producentów i eksporterów karpi w Unii Europejskiej. Łącznie odpowiadają za około 50 procent całej unijnej produkcji tego gatunku. W Polsce co roku hoduje się niemal dziewięć milionów karpi, w Czechach – co najmniej pięć milionów.
U naszych południowych sąsiadów karp stanowi aż 85 procent krajowej produkcji rybnej, podczas gdy w Polsce – około 39 procent. Co istotne, z polskich stawów pochodzi blisko 28 procent wszystkich karpi sprzedawanych w Unii Europejskiej.
Fundacja przeprowadziła śledztwo. „Szokujące okrucieństwo”
Fundacja Compassion in World Farming, działająca na rzecz poprawy dobrostanu zwierząt w przemyśle spożywczym, przeprowadziła pod koniec 2024 roku śledztwo w trzech czeskich hodowlach karpi. Jak podkreślają autorzy raportu, zarejestrowane materiały „ujawniają szokujące okrucieństwo wobec karpi”.
Na nagraniach – wykonanych, jak twierdzi organizacja, ukrytą kamerą – widać ryby stłoczone w małych basenach, przerzucane przez pracowników, wyjmowane z wody i pozostawiane żywcem bez niej przez dłuższy czas.
„Gdy karpie były zbierane ze stawów, śledczy zauważyli trudności z oddychaniem u wielu ryb na powierzchni oraz dziesiątki martwych i umierających ryb. Podwodne nagrania ze zbiorników do głodzenia pokazały ryby z widocznymi ranami, uszkodzeniami płetw, otarciami i poważnymi objawami infekcji” – czytamy w raporcie.
Od stawu do straganu. Droga pełna cierpienia
W zewnętrznych stawach karpie przebywają w warunkach zbliżonych do naturalnych. Problemy zaczynają się w momencie odłowu. Hodowcy opróżniają zbiorniki, by skupić ryby na niewielkiej przestrzeni. Następnie karpie są zbierane sieciami i podnośnikami, sortowane na rampach i transportowane dalej.
Część ryb trafia bezpośrednio do klientów – zabierane są w siatkach, bez wody, gdzie stopniowo się duszą. Pozostałe ładowane są na ciężarówki i przewożone do magazynów, gdzie przez wiele tygodni są przetrzymywane bez pożywienia. Głodzenie ma usunąć charakterystyczny posmak mięsa kojarzony z mułem czy stawem.
Kolejnym etapem są betonowe baseny i transport na targowiska. Tam ryby są zabijane na miejscu albo sprzedawane żywe do uboju w domach.
Ubój i transport. Naruszenia unijnych wytycznych
Według Compassion in World Farming wiele praktyk narusza zalecenia Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności oraz Ośrodka Referencyjnego Unii Europejskiej ds. Dobrostanu Zwierząt Wodnych. Chodzi między innymi o długotrwałą ekspozycję ryb na powietrze, nieskuteczne ogłuszanie oraz niewłaściwe warunki w zbiornikach dla nich przeznaczonych.
Małgorzata Szadkowska, prezeska Compassion in World Farming Polska podkreśla, że pokazywane praktyki są wprawdzie „rutynowe i legalne”, ale wynikają z luk w przepisach.
„Unijne prawo nie uwzględnia potrzeb hodowlanych zwierząt wodnych, a tym bardziej potrzeb konkretnych gatunków, takich jak karp. W rezultacie jego egzekwowanie jest słabe i niespójne” – tłumaczy działaczka.
„W Polsce jest dokładnie tak samo”
Zdaniem organizacji pozarządowych problem nie dotyczy wyłącznie Czech. – W Polsce jest dokładnie tak samo, tu nie ma różnic – mówi Anna Plaszczyk z Fundacji Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva!. – Już sam odłów ze stawów jest straszny. Ryby są ranione, spadają z podajników, a inspekcja weterynaryjna często nie reaguje – twierdzi ekspertka.
Działaczka zwraca uwagę, że także na polskich targowiskach ryby bywają transportowane i przetrzymywane w sposób sprzeczny z obowiązującym prawem.
Prawo kontra praktyka. Chaos informacyjny
Polska ustawa o ochronie zwierząt jasno wskazuje, że transport lub przetrzymywanie żywych ryb bez dostatecznej ilości wody umożliwiającej oddychanie jest formą znęcania się, za którą grozi do trzech lat pozbawienia wolności.
Mimo to przez lata różne instytucje publiczne powielały błędne informacje, sugerując, że karpie mogą być przenoszone bez wody. Dopiero nowsze wytyczne Głównego Inspektoratu Weterynarii z lat 2022 i 2024 jednoznacznie stwierdziły, że żywe ryby muszą mieć zapewnioną wodę.
– Karp jest stworzeniem stricte wodnym i umieszczony poza wodą – nawet przy zachowaniu pełnej wymiany gazowej przez skórę – umiera w ciągu kilku godzin – podkreśla Małgorzata Szadkowska.
Zakaz sprzedaży żywych karpi? Trwa gorący spór
Organizacje społeczne apelują o wprowadzenie ustawowego zakazu sprzedaży żywych ryb konsumentom. Ich zdaniem obecne przepisy są niewystarczające, a egzekwowanie prawa – iluzoryczne.
Adwokatka Karolina Kuszlewicz, specjalizująca się w ochronie praw zwierząt wskazuje, że już dziś z obowiązujących regulacji można wyprowadzić taki zakaz. – Niemożliwa jest detaliczna sprzedaż żywych ryb w sposób zgodny z przepisami. Każdy etap tej sprzedaży wiąże się z cierpieniem zwierząt – twierdzi prawniczka.
Projekt obywatelski nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, obejmujący zakaz sprzedaży żywych karpi, trafił do Sejmu w 2024 roku i jest obecnie procedowany w komisji.
Polacy chcą zmian
Z badania przeprowadzonego przez pracownię PBS na zlecenie Compassion in World Farming Polska wynika, że ponad 56 procent Polek i Polaków popiera zakaz sprzedaży żywych karpi, pod warunkiem dostępności ryb w formie filetów, dzwonków lub tusz. Przeciw jest około 20 procent badanych, a reszta nie ma zdania.
Poparcie dla zakazu jest wyższe wśród kobiet i osób powyżej 55. roku życia, ale widoczne zarówno na wsi, jak i w miastach.
Czytaj też:
Legendarny wędkarz złowił dwa gigantyczne karpie. „Tak to się robi”Czytaj też:
Na święta robię rybę po grecku tylko z przepisu Makłowicza. Jego triki sprawiają, że goście proszą o dokładkę
Źródło: Materiały prasowe / Compassion in World Farming, tvn24.pl







English (US) ·
Polish (PL) ·