Wrogość wobec Ukraińców, którzy „mają lepiej niż Polacy”, wyrażaną przez prawicową prawicę, PiS już podkupił. To jednak była tylko przystawka. Nadchodzi pora na poważniejsze jadło – prorosyjskość?
Siedem lat temu, kiedy większość przez polskich mediów PiS był atakowany za wszystko, Jarosław Kaczyński udzielił wywiadu w sprawie Zalewu Wiślanego, Rosji oraz PZPR-u. Bronił projektu przekopu przez zalew, posługując się m.in. argumentem ekologicznym: „Przekop pomoże i florze i faunie Zalewu Wiślanego. Może kiedyś ta konstrukcja przed wiekami była inna i wtedy tam było więcej gatunków ryb, w tym takie gatunki, których teraz z całą pewnością nie ma".
Mówił tak, zbijając narrację Rosji – to kochające ekologię państwo zwalczało przekop (i Polskę) również od tej strony. Dostało się i sojuszowi niemiecko-rosyjskiemu: „Na tle tego, co robią Rosjanie z Niemcami, słynnego gazociągu Nord Stream 1 i Nord Stream 2, to jest przedsięwzięcie w najwyższym stopniu proekologiczne, bo tamte są antyekologiczne”.
Jak PiS chciał koalicji z SLD
Na deser Jarosław Kaczyński bez mrugnięcia okiem pochwalił pomysł koalicji z SLD w samorządach. Czyli z partią lewicy zbudowanej na rusztowaniu dawnej PZPR, znaczy komuchów z PRL-u. Bój z postkomunistycznymi układami stanowił jeden z fundamentów Prawa i Sprawiedliwości? A, owszem, dobrze Państwo pamiętacie. Ale to było wczoraj, a dzisiaj (2018 r.) jest inaczej:
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.



English (US) ·
Polish (PL) ·