62. minuta, a Lewandowski schodzi z boiska. Jego reakcja mówiła wszystko

1 miesiąc temu 27

Estevao jest dopiero trzecim nastolatkiem w historii Ligi Mistrzów, który strzelił gola w każdym z pierwszych trzech występów. Kibice Chelsea zakochali się w nim od pierwszego wejrzenia - jest efektowny, skuteczny, ujmująco skromny, ale przede wszystkim niesie za sobą obietnicę zostanie wielkim piłkarzem. Haaland, gdy strzelał gola w swoim trzecim meczu, był prawie o rok starszy, a Mbappe zaledwie o 102 dni młodszy. To oddaje skalę jego talentu. Estevao ma wszystko, by pójść podobną drogą. A kto w to wątpi, niech zobaczy jego akcję z 55. minuty z meczu z Barceloną - od momentu, jak rusza w wolną przestrzeń i wchodzi w pole karne, następnie mija Pau Cubarsiego i zgrabnie ucieka od kolejnego rywala, aż do momentu, gdy oddaje mocny strzał pod poprzeczkę i strzela gola na 2:0. Z tej akcji talent aż kipi. Zmierzono, że piłka wpadła do bramki z prędkością 103 km/h. A przecież Estevao uderzał "słabszą" - prawą - nogą.

Zobacz wideo Kosecki ostro o piłkarzach Legii: Na niektórych z was się nie da patrzeć

Te liczby mówią wszystko o występie Roberta Lewandowskiego. Decyzję Flicka przyjął ze zrozumieniem

To był moment euforii na Stamford Bridge. Podsumowanie znakomitego występu Chelsea przeciwko Barcelonie, która nie miała żadnej odpowiedzi na intensywność, siłę, szybkość i techniczne umiejętności gospodarzy. Nawet w El Clasico nie była tak bezradna, jak tego wieczoru. Robert Lewandowski miał zresztą podobny wpływ na jej grę, jak wtedy przeciwko Realowi Madryt, gdy jeszcze leczył kontuzję i nie zagrał ani minuty. Tym razem przez nieco ponad godzinę miał zaledwie dwadzieścia kontaktów z piłką, wykonał cztery celne podania na połowie rywali, nie oddał ani jednego celnego strzału, miał tylko uderzenie zablokowane przez obrońcę. Nie było go w tym meczu. Nie było w nim zresztą całej Barcelony, która straciła w sumie sześć goli, ale trzy z nich nie zostały uznane - dwa z racji spalonego, a jeden z powodu zagrania ręką. Gdy Polak zobaczył, że Hansi Flick już w 62. minucie wprowadza za niego Raphinhę, zareagował bardzo spokojnie. Przyjął tę decyzję ze zrozumieniem i po zejściu z boiska przybił "piątkę" trenerowi i jego asystentom. Sam najlepiej czuł, że to nie był mecz dla niego. Właściwie i tak nie uczestniczył w grze. Szybszy i bardziej ruchliwy Raphinha mógł zdziałać więcej. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce przewaga Chelsea była tak wyraźna, że jego wejście nie zmieniło absolutnie niczego.

Barcelona odgryzła się Chelsea tylko raz – na początku meczu, gdy doskonałą okazję zmarnował Ferran Torres. Udało się wtedy wywrzeć presję na obrońcach Chelsea, odzyskać piłkę tuż przed polem karnym i odszukać Hiszpana podaniem na wprost bramki, zaledwie dziesięć metrów od niej. Torres jednak nie trafił, uderzył tuż obok słupka, a Hansi Flick złapał się za głowę. To był pierwszy z momentów zwrotnych tego meczu, bo dwadzieścia minut później Chelsea wyszła na prowadzenie. Drugim była czerwona kartka Ronalda Araujo pokazana przez sędziego tuż przed końcem pierwszej połowy. Nie dość, że Barcelona już wcześniej miała problemy, to przez nieodpowiedzialność Urugwajczyka, który najpierw zapracował na żółtą kartkę narzekaniem na decyzję sędziego, a później bezmyślnym faulem na Marcu Cucurelli zasłużył na drugą i w konsekwencji czerwoną, całą drugą połowę musiała grać w osłabieniu. Wtedy nie miała już żadnych szans: oddała tylko dwa strzały na bramkę (jeden celny) miała xG na poziomie 0,06 (wskaźnik goli oczekiwanych), posiadała piłkę zaledwie przez 39 proc. czasu gry i nie wywalczyła choćby jednego rzutu rożnego. Słowem: nie miała żadnego punktu zaczepienia.

Enzo Maresca zaszachował Hansiego Flicka wystawiając z przodu trzech niezwykle szybkich piłkarzy – Estevao, Alejandro Garnacho i Pedro Neto, który najczęściej gra na prawym skrzydle, ale tym razem wszedł w rolę środkowego napastnika. Barcelona, odkąd jej trenerem jest Flick, ustawia obrońców bardzo daleko od własnej bramki. Chelsea to wykorzystała - dziurawiła defensywę prostopadłymi podaniami i liczyła na swoich sprinterów. Ale to był tylko jeden z wielu pomysłów, które miała na strzelenie Barcelonie gola. Groźna była też po stałych fragmentach gry i w ataku pozycyjnym, gdy w akcje mogli zaangażować się boczni obrońcy. Jeszcze wtedy, gdy mecz toczył się w pełnych składach, Chelsea zdominowała Barcelonę energią i intensywnością. Później, po czerwonej kartce Araujo, przewaga była jeszcze większa.

Estevao - nowy kandydat na idola Brazylii

Chelsea nie miała tego wieczoru słabego punktu. Cucurella zaopiekował się Yamalem, środek pola wygrali Moises Caicedo i Enzo Fernendez, a obrońcy przerwali serię Barcelony 24 meczów z rzędu z golem w Lidze Mistrzów i doprowadzili do tego, że pierwszy raz, odkąd trenerem Barcelony jest Hansi Flick, nie zdobyła ona w tych rozgrywkach bramki. No i Estevao - 18-latek pozyskany za około 45 milionów euro z Palmeiras, który skradł wszystkie nagłówki. Miał tylko spokojnie się rozwijać i powoli przyzwyczajać do gry w Europie, tymczasem przez ostatni miesiąc strzelił dla Chelsea i Brazylii sześć goli w dziewięciu meczach i ściągnął na siebie wszystkie ciążące porównania do wybitnych piłkarzy oraz najbardziej obiecujących nastolatków. Najczęściej zestawiają go z rodakiem - Neymarem. Co nie dziwi, bo Brazylia desperacko szuka idola, odkąd zaczęła wyparowywać wiara w Neymara, a Estevao w naturalny sposób przyciąga spojrzenia.

Spotkanie Chelsea z Barceloną jest kolejnym w tym sezonie Ligi Mistrzów, w którym zespół angielski ma wyraźną przewagę fizyczną nad hiszpańskim rywalem. Wcześniej pogrążony w kryzysie Liverpool potrafił zdominować Real Madryt, a Newcastle pokonało Athletic Bilbao. W żadnym meczu przewaga nie była jednak aż tak wyraźna, jak w tym na Stamford Bridge.

Najgroźniejsza broń Barcelony zwróciła się przeciwko niej

Porażka sprawia, że Barcelona po pięciu meczach w Lidze Mistrzów ma na koncie zaledwie siedem punktów, a jej szanse na zajęcie miejsca w pierwszej ósemce i wywalczenie bezpośredniego awansu do 1/8 finału spadają z meczu na mecz. Flick ma o czym myśleć. To drugi z rzędu mecz w europejskich pucharach, w którym jego drużyna jest rozrywana przez przeciwników kontratakami – Club Brugge, zespół znacznie mniej utalentowany niż Chelsea, również potrafił wykorzystać tak wysoko ustawioną linię obrony. O ile w poprzednim sezonie, gdy w składzie Barcelony było znacznie mniej kontuzji, a cała drużyna współgrała ze sobą i potrafiła dużo lepiej naciskać na rywali już na ich połowie, tak ryzykowna gra w obronie się sprawdzała, o tyle w tym wydaje się przeciwskuteczna. Barcelonie znów brakowało Gaviego i Pedriego, a wracający do zdrowia Raphinha pojawił się na boisku dopiero w 62. minucie, zmieniając nieobecnego i tak Lewandowskiego.

Dla młodej drużyny Chelsea pokonanie Barcelony w Lidze Mistrzów to z kolei następny kamień milowy na drodze rozwoju - po zwycięstwie w Lidze Konferencji Europy i wygranych Klubowych Mistrzostwach Świata. Widać, że ten niezwykle utalentowany zespół szybko dojrzewa.

Przeczytaj źródło